poniedziałek, 30 czerwca 2014

30 czerwca 2014

     Nie umiem się zebrać, by cokolwiek napisać. Jest się sporo do opisania i chyba dziś to zrobię. Muszę się gdzieś wyżyć. Do końca. Dziś dzień wyżywania.
     Zacznę od najmłodszych wydarzeń. Dziś około 18.30 postanowiłam ubrać się w jakieś spodnie, męską kurtkę i trampki i iść na spacer. Wiedziałam jednak, że na chodzeniu nie przestanę. Chciałam coś zrobić. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam Eagels of death metal i... zaczęłam biec. Tak. Ja. Biegłam. I to spory kawałek jak na mnie. Bolało mnie wszystko, ledwo oddychałam, ale uśmiechałam się, prawie śmiałam. Padał deszcz. Muskał moje policzki i usta. Odświeżał powieki. Zmywał cały ból. To był jeden z najcudowniejszych spacerów w moim życiu.
     Do domu wróciłam cała morka. Wyglądałam jakby  ktoś wylał na mnie wiadro z wodą. Mama patrzyła na mnie jak na głupią widząc zaciesz na mojej twarzy. Zjadłam jajecznicę i poszłam pod prysznic. Ale wszystko wraca.


     Wczoraj dostałam wiadomość od A. Nie wiedziałam o co chodzi, ale cieszyłam się, że napisał. Otworzyłam messenagera i przeczytałam 'Kiedy na spacer?'. Zaczęłam skakać z radości. PRZYJECHAŁ! W KOŃCU! Myślałam, że się 'zaskaczę' na śmierć. Szybko odpisałam, że jutro (dziś) i pogadaliśmy chwilę, po czym poszedł spać.
     Niestety z powodu pogody nie spotkaliśmy się i obiecał, że zrobimy to jutro. Nie mogę się doczekać. Bardzo za nim tęskniłam. Nie pisaliśmy zbyt wiele, bo nie miał takiej możliwości, ale przyjechał. Będę mogła się wygadać. 

     Pojechałam dziś złożyć papiery do szkoły. Jestem w 99,9% pewna, że mnie przyjęli. Mam nadzieję, że będę w klasie z Kawą i Cichą. Nie wiem, czy będą jacyś faceci. Fajnie by było. Tak czy inaczej, lista będzie w czwartek. W piątek muszę jechać podpisać papiery, a przedtem zrobić sobie jeszcze zdjęcie. No i mam zamiar wybrać się na basen. Ogólnie mam dużo do zrobienia.


    Od piątku do niedzieli byłam w mieście. W piątek był koncert pod zamkiem (moja ciocia jest organizatorem takich imprez) i pojechałam tam pociągiem z Kawą i Cichą. Spotkałyśmy Fionę i.... i spodobał mi się Len.... Kur*a nie mogę z tych moich pseudonimów. No nie ważne. Po koncercie było sprzątanie scen i tak dalej więc w łóżku byłam dopiero o 2.30 nad ranem. Miałam nadzieję, że się wyśpię, ale nie! Moja siostra cioteczna obudziła mnie o ósmej waląc poduszką z całej siły i krzycząc, że koniec leniuchowania albowiem jedziemy na zakupy. Wygramoliłam się, zjadłam (z trudem) śniadanie, sprzątnęłyśmy i pojechałyśmy na zakupy. Najpierw rossman. Uwielbiam zakupy z moją siostrą, bo uwija się tak szybko, że nie zdążę nawet się znudzić. Potem biedronka. Mój humor pozostawiał wiele do życzenia, plus pisałam z Nią. Nie zepsuła mi humoru, tylko chyba po prostu sam fakt, że rozmawiam z kimś, kto humor ma, mnie drażnił. Byłam zdołowana. Miałam wrażenie, że każdy chce mnie zdenerwować. W końcu popłakałam się pod biedronką... Starałam się założyć maskę. Udało się to, ale tylko prze chwilę. Wsiadłyśmy do samochodu i moja sis zaczęła coś mówić, zdenerwowała się z lekka, że jej nie odpowiadam i klepnęła mnie w udo. Krzyknęłam, że to boli, ona zaśmiała się i odpowiedziała 'Co jakby twój chłopak ci tak zrobił?'. Po moim policzku spłynęła gigantyczna łza. "Ale ja nie mam chłopaka. Nie mam nikogo" mówił głos w mojej głowie. Zauważyła, że płaczę. Chciała wypytać, co się stało, ale sama nie wiedziałabym, co mam jej odpowiedzieć. Szepnęłam, że nie wyspałam się i nie wracałyśmy do tematu. 
     Potem kupiła mi spodenki i koszulkę na imprezę, która miała odbyć się tego dnia, a potem wróciłyśmy do mieszkania. Rozpadało się, ciocia zasnęła, a potem leciałyśmy na łeb na szyję na plac, by się nie spóźnić. Większość była już przygotowana, ale ciocia musiała wszystko nadzorować. 
     Spotkałam chłopaka z mojego pierwszego obozu, a właściwie dwóch i Biebera z innych lat. Udawał, że mnie nie zna. Cham. No i poszłyśmy z ciocią po DJa (Gabriel). Okazał się niesamowicie pozytywną osobą, polubiłam go, a on mnie. Za imię. Okazało się, że miał 9 lat dziewczynę o moim imieniu. Dostałam od niego płytę i gadaliśmy. 
     Potem poszedł do chłopaków od nagłośnienia, a ja szukałam moich dziewczyn: Fiony i Matki Teresy. Nie pytajcie. Nie mogłam ich znaleźć. Okazało się, że na imprezie będzie grał jeszcze DJ, którego poznałam na festynie w maju.  Podszedł do mnie ten Gabriel i pyta, gdzie ciocia, więc poszukaliśmy jej. Znalazła się, potem znów pogadaliśmy i poszliśmy do DJa nr 2. Zrobił duże oczy jak zobaczył, że gadam z jego idolem. Zapytał czy gramy dziś k-pop no i gadaliśmy we trójkę. Potem poszłam do dziewczyn. Wspominałyśmy dawne czasy. Tęsknię za obozami. 
     Potem zaczęła się impreza, tańczyliśmy, dostałam chyba z 5 razy pozdrowienia ze sceny i było fajnie, ale dziewczyny szybko poszły i zostałam sama. Trochę smutno. Tańczyłam sama. Płakałam śmiejąc się. Potem założyłam maskę. Już po imprezie. Pijani ludzie się rozeszli, DJe zaczęli zbierać sprzęt, ochrona sprawdzała teren, ciocia podpisywała umowy, a ja co chwilę latałam do samochodu po dokumenty.
     Potem zebraliśmy się w kółku, ja, moja ciocia, szef ochrony, Gabriel i dwie pracownice mojej cioci. Było zabawnie. No i przyszła pora się pożegnać. Gabriel mnie przytulił ' Wiesz jak jest Esterka' i pojechałyśmy do mieszkania. Przejrzałam facebooka, dodałam coś na instagrama i o 1 byłam w łóżku. Następnego dnia spałam do 11.30, zjadłam i pojechałam do domu. 


     Założyliśmy zespół. Jestem w nim ja, moja siostra, Pieprz i Narumi. Nie mogę podać prawdziwych pseudonimów. Menagerem jest Kawa. Jest zabawnie. Będziemy sobie tańczyć.
     Zakumplowałam się z Narumi. Jest dwa lata ode mnie młodsza, też ma fioła na punkcie Azji. Uwielbiam ją. Nocowała u mnie jakiś czas temu i było bardzo fajnie. 



     Nie wiem, co mam jeszcze napisać. Jest tego sporo, ale to zbiorę informacje z poprzednich, zaczętych wpisów i coś wykombinuję. Teraz jestem zmęczona.
     No i ogłaszam kolejną serię. Lipiec pod znakiem bloga. Postaram się codziennie dodawać jakąś notkę. Nie koniecznie związaną z wakacjami, ale jednak. Oprócz tego zrobię taką akcję na instagramie, ale to chyba na całe wakacje. Dodatkowo zacznę ćwiczyć i nadrobię zaległości w matematyce z gimnazjum. Nie wiem jak to będzie w liceum.
     A! Właśnie! Egzaminy poszły mi całkiem całkiem, gdyby nie rozszerzony angielski, ale nie ważne. Jestem w miarę zadowolona. O! Emot w Londynie. Gnijący gnije. W sensie jest chory. Biedny. Tęsknię za nim. Może to dziwne, bo piszemy teraz, ale tęsknię. No i tęsknie za Nim. A Władysław ma dziewczynę. A Król już mnie nie kocha. 
     No jeszcze dużo do opisania, ale to innym razem. Dobranoc Wam.
Zapomniana
PS: Przepraszam za wszystkie błędy, ale nie mam siły dziś nic sprawdzać i poprawiać.