Pisane nocą


DOBRANOCNA OPOWIEŚĆ
     Stała na dworcu. Co miała robić? Zastanawiała się, jaka siła przywiozła ją akurat tutaj. Zarzuciła kurtkę na ramię i poszła przed siebie.
     Noc była ciepła. Gwiazdy świeciły wysoko na niebie i przypominały, że jeszcze nie jest tak źle. Jeszcze… Niedługo wybije dziewiąta. Co teraz? Jakimś cudem trafiła na most. Tyle razy słyszała jak o nim mówił, jednak nie sądziła, że jest aż tak wysoki. Spojrzała w przepaść.
     Oparła się o barierkę i w zasadzie nie wiedziała, na co czekała. Przyglądała się przechodzącym ludziom, przejeżdżającym samochodom. Gdzie idą? Dokąd się spieszą? Pewnie do domu. Do rodzin. Jej się nigdzie nie spieszyło. Wyjątkowo nie.
     Z daleka ktoś szedł. Trzymał przy uchu telefon i uśmiechał się wyraźnie. Nagle spojrzał na komórkę i ze złością tupnął nogą. ,,Haha. Rozładował się” pomyślała i przyglądała się dalej. Chłopak wpakował ręce do kieszeni i szedł rozzłoszczony przed siebie. Dostrzegł ją.
     Spojrzał się dziwnie, a ona nie odrywała od niego wzroku. Przetarł oczy i szedł dalej. Bez słowa, spojrzenia minął ją i tylko na sekundę odwrócił głowę.
- Cześć- powiedziała. Teraz nie miał wątpliwości, że to ona.
- Co ty tu robisz?- zapytał ostrożnie podchodząc do niej.
- Ciebie też miło widzieć…- odparła z sarkazmem- Nie wiem co tu robię. Po prostu coś mnie tu przywiozło.
     Chłopak oparł się o barierkę przy dziewczynie. Ona odsunęła się i usiadła na niej. Spojrzała w dół i jeszcze bardziej się odchyliła. Nie zareagował. Patrzył w ciemność przed sobą.
- Fajnie cię w końcu widzieć. Ten pierwszy i ostatni raz, co nie?- zaśmiała się. Jednak w sercu tylko płakała.
- Ciebie też. Zmieniłaś się. Inaczej cię zapamiętałem.
- Ja siebie też… zmieniłam się. Ale raczej nie dojrzałam.
     Spojrzała na siebie. Jedyne co się nie zmieniło to trampki. Wciąż w nich chodziła. Tylko, że teraz zamiast kolorowych bluzek i krótkich spodenek miała czarne rurki i ciemne, duże bluzki.
- Co u ciebie?- zapytał obojętnie.
- Wiesz. A u ciebie?
- Spoko.
- To z nią gadałeś?
- Ta… ale telefon mi się rozładował.
- Domyśliłam się- rozejrzała się dookoła- Fajnie tu masz.
- Chcę się stąd wyrwać, przecież wiesz…
- Spokojnie. Już niedługo- wyciągnęła coś z kieszeni kurtki i zaczęła się tym bawić.
- Co tam masz?- spojrzał na jej ręce.
- A… ten breloczek- wstał i wziął ją za rękę. Brutalnie podwinął rękaw bluzy i spojrzał uważnie na nadgarstek- Co robisz?!
- Co TY robisz? Po co? Pomaga ci to?- spojrzała na swoje blizny.
     Jasne, że to do niczego nie prowadziło. Jednak nie wiedziała, co innego robić. Szkoło do niej mówiło. Kusiło. Czuła smak swojej krwi. Jednak obiecała sobie, że już nie będzie tego robić. Nie warto.
     Po jej policzku spłynęła łza. Nie chowała się przed jego wzrokiem, to on chował się przed jej łzami.
- Tyle razy słyszałeś jak płaczę… tyle razy- szeptała. Złapała dłońmi twarz chłopaka i wydarła się- Popatrz na mnie! Widzisz?! Nie próbuj zamykać oczu…- coraz bardziej płakała. Nie przejmowała się tym- Teraz rozumiesz? Rozumiesz po co? Rozumiesz czemu i dlaczego?!
     Wyrwał się z jej uścisku. Zachwiała się i zaczęła spadać. Przynajmniej tak się czuła. To było jednak złudzenie. Przechylała się do przodu upadając na twarz. Przytrzymał ją. Teraz zobaczyła, że też płakał. Może z bezradności. Co miał robić?
- Kocham cię…- powiedziała tak sucho jak nigdy. Jednak kłamstwem to nie było. Szczera, najszczersza prawda. Przytulił ją. Odepchnęła go i spojrzała w oczy- Jeżeli mnie kochasz, powiedz mi to. Ostatni raz. I zniknę. Rozumiesz?
- Nie chcę żebyś znikała…
- Muszę. Powiedz. Chyba, że mnie nie kochasz.
- Kocham cię.
     Złapała swoją kurtkę mocniej i uciekła. Nie gonił jej. Wrócił do domu i robił to, co zwykle. Starał się zapomnieć.
     W tym czasie ona wróciła do domu i zaczęła się pakować. Jutro wyjeżdża. Na zawsze. Daleko. Nie wie czy kiedykolwiek go zobaczy. Kiedykolwiek usłyszy. Tej nocy nie spała. Czekała na niespokojny poranek- kończący jej stare, a rozpoczynający nowe życie. 

1 komentarz:

  1. Jej.
    Wydaję mi się, że przeczytałam to na jednym oddechu.
    Teraz jeszcze lekko drżę.
    Smutne.
    ale tragicznie piękne.

    OdpowiedzUsuń