Piękna zima tej wiosny. Jeszcze takich świąt nie widziałam. Ale co, tam. Nadrobię sesje zimowe. Tak jak mówiłam, wyjdę na zewnątrz z aparatem. Szkoda tylko, że sama, ale Kawa nie może. Nikt nie może... I jak tu być szczęśliwym, skoro nie mam styczności z ludźmi. Tylko wczoraj te dwie godziny z Kalebem z czego 3/4 milczeliśmy.
Dzisiejszy, teraźniejszy wpis, będzie nieco chaotyczny, tak samo jak moje myśli. Ale mam nadzieję, że nadrobię harmonią w wieczornym rozważaniu.
Zamknięta w czterech ścianach. Ale nie będę się smucić. Włączę "Smile" i będzie dobrze. Będzie dobrze...
Może czasem warto popatrzeć na świat z oddali. Bez nikogo. Ocenić, gdzie żyję. A potem coś zmienić, lub pozostawić. Jaki jest mój świat? Zamknięty. Trochę jakby na klucz. Sama nie zdołam go otworzyć. Sama nic nie zrobię.
Piękna zima. Piękna, piękna zima. Powiem wam, że z chęcią poszłabym na spacer z Emotkiem. Za daleko jest... :( Albo nawet przemogłabym się i spotkała z Cynamonem. Aleee... Po pierwsze: Święta- nie ma czasu. Po drugie: nie?! xD No właśnie. Matko, matko, matko, matko. Potrzebuję przytulenia... :<
Uśmiech! Czasem tak trudno wykrzywić usta i udać, że jest się szczęśliwym. Opracowałam to do perfekcji. Czasem sama nie wiem, czy udaję szczęśliwą, czy faktycznie jestem. Oszukuję sama siebie. Ale to najmniej ważne. Dla mnie ważne jest to, żeby moi najbliżsi byli szczęśliwi. Może dlatego nigdy nie wygarnęłam porządnie Marleyowi o to, że jest z Tamtą. Po prostu jest szczęśliwy i to się dla mnie liczy. Nawet jeżeli oznacza to, że sama muszę usunąć się z pola widzenia.
Chciałabym do niego napisać. Nie wiem, dowiedzieć się, czy wszystko w porządku. Czy w ogóle jeszcze o mnie pamięta. Ale on mnie nie widzi. Albo udaje. Albo nie chce widzieć. Ja go rozumiem. Po co mu ja? Już nie jestem potrzebna. Kochał mnie, gdy nie miał nikogo innego do kochania. A ja naprawdę go kocham. I nie przestanę. To męczące. Ale widocznie tak musi być.
Zastanawiam się, co bym zrobiła, gdyby do mnie napisał, albo gdybyśmy jakimś cudem się spotkali. Chyba poszłabym dalej. Pewnie nawet by mnie nie poznał. Ale trudno. O! Mam pomysł. Dodam nową stronę, gdzie będą opowiadania takie, których nie mogę dodać na bloga publicznego, bo to zbyt ryzykowne. No i to jest pomysł.
Więc pierwsze opowiadanie dodane. Napisane już jakiś czas temu. Miałam doła, bo... No wiecie.
Co zrobić? Nie mam pojęcia. Nie mam siły na nic. Ktoś musi mi ją dać. Ale jeszcze nie ma opcji na mejlowe wysyłanie energii.
Chciałabym spojrzeniem roztopić śnieg i stworzyć lato. Polecieć nad rzekę i zanurzyć się w zimnej wodzie. I tam pozostać. Żeby woda wypełniła całe moje ciało, zamknęła uszy tak wyczulone na każdy szept. Pozwoliła mi odpocząć, choć przez chwilę, zagłuszając chaotyczne, poplątane myśli. Zamknąć oczy i poczuć słońce na twarzy, lekki podmuch letniego wiatru. Wtopić się w otoczenie. Tak bardzo zgrać się z naturą, żeby ryby muskały palce u stóp, a ważki siadały na brzuchu. I zostać tam przez jakiś czas. Śpiąc, marząc o spokoju takim, jak w obecnej chwili. Słysząc skrzypce grające gdzieś w oddali, wplatające się w odgłosy błogiej ciszy dźwięki harfy.
Taką wodą być
Zapomniana