niedziela, 20 października 2013

20 października 2013

NIE
MAM
NAJMNIEJSZEJ
OCHOTY
NA
PISANIE
CZEGOKOLWIEK
GDZIEKOLWIEK


WYDARZENIA Z OSTATNICH GODZIN
1. KŁÓTNIA Z EMOTEM
2. WYJAZD JEGO I KUMPLI
3. ROZMOWA JEGO Z MALINĄ
4. MOJA ROZMOWA Z MALINĄ
5. ZDYCHAM



Błagam.



Zapomniana

piątek, 18 października 2013

18 października 2013- ZAGUBIONA

     Jak na razie jest coraz gorzej. On jest taki obojętny... Nie umiem mu pomóc. Nienawidzę tego uczucia. Nienawidzę! Nie wiem, co mam robić. W dodatku.... Nie! Ja nic już nie rozumiem. Nie miałam pojęcia, że jeszcze usłyszę o Aparatce. Nie coś takiego. I nie wiem, co o tym sądzić. A swoją drogą Poeta zamiast mnie straszyć mógł mi od razu powiedzieć, co się stało. Mam ochotę do Niego pojechać. Ale wiem, że teraz by tego nie chciał. Ucieszyłby się z mojego przyjazdu tak samo jak ucieszył się z przyjazdu Aparatki. 
     Mam nadzieję, że jutro na wyjeździe z chłopakami trochę się rozchmurzy. Dziś rozmowa zupełnie się nie kleiła. Zupełnie. Jeszcze tak źle nie było. Już wolałam, gdy pisał mi, że nie umie być moim przyjacielem. Jego smutek mnie dobija. Wiem, że w środku płacze, mimo, że na zewnątrz jest twardy jak zawsze. 
     Podeszła do niego i spojrzała w obojętne oczy. Na końcu tej pustki dostrzegła jednak małą iskierkę. Podniosła dłonie i otarła suche policzki przyjaciela.
- Po co? Przecież nie płaczę...
- Wiem, że płaczesz..- po jego skórze spłynęło tak długo ukrywane uczucie.
     Zmęczenie mnie dopada. Ostatnio zdecydowanie za dużo myślę. Ciągle odświeżam pocztę, w nadziei, że cokolwiek napisze. Obiecał, że zrobi to jutro. Mam wrażenie, że nie będę mogła dziś spać, lub będę spała jak poprzedniej nocy. Śniło mi się coś dziwnego... Nie pamiętam dokładnie co.

     Gdybym tylko umiała śpiewać i nie wstydziłabym się własnego głosu, zadzwoniłabym do Niego i zaśpiewała piosenkę z dramy 'Hartstrings'. Problem polega dodatkowo na tym, że On nie zna koreańskiego. Nie ważne.

Proszę, uśmiechnij się, nie bądź smutna/y

Będzie dobrze, nie płacz już
Piosenka, którą teraz śpiewam
Mam nadzieję, że cię pocieszy
Daj mi uśmiech, nie czuj cierpienia
Chociaż teraz jest ciężko
Wszystko będzie w porządku
Czas minie
Wszystko znowu się poprawi
Uśmiechnij się, spójrz, czyż nie jestem przy tobie?
Kocham cię, słyszysz moje serce?
Nie ważne, co inni mówią
Czyż nie jesteśmy razem?/nie jesteśmy przyjaciółmi
Uśmiechnij się, spójrz prosto w moje oczy
Kocham cię. To serce, które cię kocha
Nigdy się nie zmieni
Po prostu oprzyj się o moje ramię
Odpocznij...
Daj mi uśmiech...
Jestem tutaj dla ciebie, jak, który/a w ciebie wierzę
Zawsze będę przy Tobie

     Jest dla mnie bardzo ważna. Nie wiem dlaczego. Po prostu jest. Nie każdy lubi to, co azjatyckie. Ja jednak kocham. A ta piosenka nieraz dołowała mnie bardzo, a potem z tego doła wyciągała. 
     Każda komórka mojego ciała błagalnie woła o sen. Nie wiem, co robić. Nie umiem opanować swoich myśli. Dobranoc świecie. Dobranoc Wam. Dobranoc przyjacielu...

Zapomniana
      

18 października 2013

     No to po odpowiadam Wam na te pytania i tak mi się nudzi. Całkiem ciekawe pytania zważając na to, że o wszystkim pisałam, ale mi też nie chciałoby się czytać tych dziesiątek wpisów c:
     Dlaczego nazwałam mój związek z Marleyem toksycznym... Gdy byliśmy w 'oficjalnym związku' byliśmy o sobie niezdrowo zazdrośni. Marley prosił mnie nawet o zerwanie kontaktu z Nim, a ja nie mogłam tego zrobić. To byłoby dla mnie za trudne. A przez to, że byłam z Marleyem, a może dzięki temu, On pomyślał, że moje uczucie do Niego wyparowało. To jednak nie była prawda. Nigdy nie pocałowałam Marleya, ani on mnie, ani z żadnym chłopakiem się nie całowałam. Nie jestem materiałem do całowania.


     Co mnie 'kręci' w Nim? 'Kręci' to takie dziecinne słowo. Bardziej pasuje 'podoba'. Może po prostu wkleję tu fragment biografii, którą wysłałam mu kilka dni po walentynkach, gdy zszedł się z Maliną. Jest to część ostatniego rozdziału.
     Jak na moje oko- jesteś trochę za idealny. Kocham z Tobą pisać, gadać o Tobie. Ha ha. Tak właściwie zawsze mogę powiedzieć Ci wszystko. Jesteś cudownym przyjacielem, choć tak naprawdę „nie znamy się”(nie kochany! Nigdy tego nie zapomnę). Jaki jesteś… inteligentny- nie chodzi mi tu o matematykę, miły, zabawny, szczery- czasem do bólu, ale cenię to w Tobie, pomocny, uczciwy i jesteś sobą. Innymi słowy- nie da się Ciebie nie kochać.
     Odkąd Cię poznałam (to już będzie rok) codziennie myślę o Tobie. Nie ważne, czy nie było Cię dzień, tydzień czy miesiąc. Nie ważne czy byłam na Ciebie zła, czy płakałam. Nie było dnia, żebym o Tobie nie pomyślała. O tym, co teraz robisz, gdzie jesteś, jak się czujesz, jaki masz humor.
     Wiem więcej, niż Ci się wydaje. Sama nie wiem skąd, ale czuję, gdy się smucisz, gdy śmiejesz. Wiem, kiedy wejść na te głupie gg, żeby Cię złapać. Nigdy jednak nie wiedziałam, co myślisz, co o mnie uważasz.
     Dlaczego nie powiedziałam wcześniej? Bo nie o to chodzi. Bo jesteś szczęśliwy. Bo nie było takiej potrzeby. Jesteś niesamowitym przyjacielem. Kocham z Tobą pisać, słuchać Twoich rad, opowieści, kłócić się z Tobą, a raczej sprzeczać, bo kłótnią nie można tego nazwać.
     Nie mówiłam Ci o tym, że nie przeszło mi ani trochę, bo bałam się, że będzie tak jak ostatnio. To było dla Twojego dobra. Twojego i Maliny. Chyba jesteście dla siebie stworzeni. Dobrze, że masz kogoś takiego jak ona.
     Boję się nadal, bo wiem, że teraz będzie inaczej. Będzie sztywno, smutno i sztucznie. Boję się tych powtórek. Boję się, że znów stracę kogoś, na kim tak cholernie mocno mi zależy, choć właściwie nigdy nie widziałam Cię na oczy, nawet nie słyszałam.
     Rok. Cholerny rok. Był najfajniejszym i najsmutniejszym rokiem w moim krótkim życiu. To tylko jeden z piętnastu. Jeden z siedemdziesięciu kolejnych, które mnie czekają. Choć nic nie wiadomo.
     Może byłeś zdezorientowany przez Marleya? Nie była to przerwa w tym, co czułam do Ciebie. To było kolejne uczucie. Ich mieszanka zmieniła mnie na zawsze. Z resztą można to zauważyć. Kocham go. I zawsze będę. Mogłabym oddać za niego życie, mimo, że tak bardzo mnie zranił. Ale jak wiesz nie potrafiłabym się do niego zbliżyć, przytulić, dotknąć. To by zbyt bolało.
     Przepraszam, za moje zamykanie się w sobie, że byłam nieszczera, że ukrywałam coś, co nie powinno być ukrywane, ale robiłam to ze względu na Ciebie, ze względu na Was. „Naprawdę niełatwo zrozumieć, że w miłości prawdziwe i istotne jest coś innego niż my sami”. Ja zrozumiałam. Mam nadzieję, że Ty też.
     Co jeszcze dodać? Ani razu Ci tego nie pisałam- bo to nie kanapka z serem. Kocham Cię. Tak śmiesznie to wygląda. Znajomo, a jednak tak bardzo obco. Nie tak miało się to skończyć. 
      Do podkreślonego fragmentu mogłabym dodać wiele podpunktów. On jest naprawdę niesamowitą osobą. To wręcz zaszczyt, że mogę się z nim przyjaźnić. On nigdy nie bagatelizował moich problemów. Choć jest lepszym słuchaczem niż doradcą xd Po prostu nie lubię gdy ktokolwiek, cokolwiek mi radzi. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie wiem, co mam jeszcze o Nim napisać. No na pewno nie zrobił by dziewczynie takiego świństwa jak Marley mnie, choć uważam, że to i tak moja wina.


Dzisiaj z tego miejsca
z całego mojego serca
chciałabym podziękować
Gnijącemu Panu Młodemu,
za to, że po prostu jest
i mogę na niego liczyć.
Za to, że mogę przy Tobie płakać
ze smutku
i rozbawienia :)
Dziękuję c:


     Ostatnio dużo śpię, choć wczoraj nie mogłam zasnąć. A potem dostałam sms'a od Emota i znów się przebudziłam... Teraz będę pracowała nad niespodzianką. (Wybacz, że trwa to tak długo, ale nie spodziewałam się, że tyle będzie z tym zachodu). Potem spróbuję zrobić jakieś zdjęcia bez wychodzenia z domu... Powodzenia. I sprzątnę pokój. Nie mam siły. Czekam na coś, a nawet nie wiem na co...
     Gadając wczoraj z Poetą zdałam sobie sprawę, że wszystkiego się boję. Do każdej sprawy mam jakieś ostrożne podejście. Czy to źle? Powiedział mi, że za dużo myślę... Może to racja, ale co innego mi pozostało?

Zapomniana


czwartek, 17 października 2013

17 października 2013- DUSZONA WŁASNYMI MYŚLAMI

     Wcale nie czuję się lepiej. Fajnie, że kogoś to w ogóle obchodzi. Nie ogarniam już, co się wokół mnie dzieje. Nie wiem, co mam robić. Mam ochotę do Niego napisać... ale nie wiem, czy mam w ogóle takie prawo. Ale nie ważne. Przecież nie chcecie o tym czytać.
     



     Dlaczego Malina to Malina?
     Nie mam pojęcia. Po prostu ją tak nazwałam. Choć chyba powinnam lawenda, żelek bądź Tajedynajego. Malina po prostu mi się z nią skojarzyła, ale nie mam pojęcia dlaczego.
    Moi chłopacy? Serio chcecie wiedzieć? Okej.
     Mój pierwszy chłopak znalazł w trawie pierścionek z kinder niespodzianki i mi go wręczył. To Legionista. Miłość z przedszkola. Trochę śmiesznie, zważając na to, że kilka lat potem zupełnie siebie nie pamiętając zakochujemy się i jesteśmy parą. To chyba była czwarta klasa podstawówki. Fajnie było z nim siedzieć. Szczególnie na angielskim. Jako, że mieszkał jakiś czas w Anglii dobrze znał ten język i pomagał mi w zadaniach. Był zawsze bardzo opiekuńczy. A potem? Przyszły wakacje i o sobie zapomnieliśmy.
     Potem kolejnym, oficjalnym chłopakiem był Rori. Nie wiem czemu go tak nazwałam, ale nie ważne. Podobał mi się w pierwszej klasie gimnazjum, ale tylko podobał. Chwilowe zauroczenie. Potem powyzywał mnie od dziwek i tak dalej, ale nie ważne, bo teraz jesteśmy dobrymi znajomymi. 
     Kolejny i ostatni był Marley. Dlaczego Marley? Bo ma dredy. Mogłabym napisać o nim całą książkę... Poznaliśmy się na obozie. Ja byłam na swoim, a on na swoim, ale tak wyszło, że jadaliśmy posiłki o tych samych godzinach i mieliśmy wspólne imprezy. Moja znajoma bardzo się w nim podkochiwała. Nawet poszła do niego, żeby zrobił jej dredy. Z tego co wiem, już je ścięła. Nie ważne. Żeby nie było, to był ten okres, kiedy byłam zakochana w Nim. No lećmy dalej. Na pierwszej imprezie nie było tej koleżanki i chłopaków, bo woleli pograć w siatę. Ja poszłam za namową Adele. Gdy weszłyśmy na sale stał ze swoją obstawa przy ścianie i zmierzył naszą grupkę wzrokiem. Olałam to i poszłam tańczyć. Nie przejmowałam się nim za bardzo, ale z drugiej strony czułam na sobie czyjś wzrok. Na następnej imprezie byli już wszyscy. Tańczyłyśmy z dziewczynami w kółku jak  zwykle, gdy Adel podeszła do mnie i krzyknęła do ucha, że Marley się na mnie gapi. Postanowiłam się zabawić. Co kilka minut zmieniałam miejsce i Adel miała sprawdzać, cze rzeczywiście się na mnie patrzy. Okazało się, że tak. Wzruszyłam tylko ramionami, gdy dziewczyna otworzyła szeroko oczy i skinęła za mnie. Odwróciłam głowę. Przede mną stał Marley z wyciągniętą dłonią. Nie wiem dlaczego, ale odruchowo położyłam swoją dłoń na jego i poszliśmy zatańczyć. Starałam się na niego nie patrzeć, choć miałam na sobie ciemne okulary. No i to był nasz pierwszy i ostatni taniec. Trochę to było dziwne, bo byłam pierwszą i jedyną dziewczyną, z którą Marley chciał zatańczyć z własnej woli. Potem zaczęliśmy pisać. Myślałam, że po obozie to wszytko się skończy. Jednak to był dopiero początek. Było tak, że on chciał ze mną być, ale ja nie mogłam się zgodzić ze względu na Niego. Na uczucie, które nie puszczało. W końcu wzięłam to na rozum. Skoro kocham go (pokochałam Marleya), a on mnie, to co szkodzi spróbować. Ale zaszkodziło. To był toksyczny związek, z którego po krótkim czasie wyszłam. Jednak między nami niewiele się zmieniło. Nadal się kochaliśmy i chcieliśmy się spotkać. Jednak przed feriami coś się zmieniło. Stał się bardziej obojętny, tłumaczył to nauką i zepsutą baterią w telefonie. Gdy wyjechał na ferie nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Nie mogłam się doczekać aż wróci. A gdy już wrócił... Weszłam na fb i zobaczyłam powiadomienie "Marley .... w związku z ..." To był dla mnie koniec świata.


     Kocham Marleya. Ale jest szczęśliwy z tamtą. I dobrze. Był taką osobą, z którą rozmawiałam o wszystkim... Trzy godziny przez telefon. Płakaliśmy razem... Ale to już za mną...
     Przepraszam Was... Źle się czuję. Dobranoc. Ads 
Zapomniana

17 października 2013

     Zaczęłam wczorajszy wpis, ale nie mogłam skończyć. Miałam zbyt poplątane myśli. Od początku dzień zapowiadał się naprawdę źle. Gdy wstałam okropnie się poczułam. Kręciło mi się w głowie, ale tak czy inaczej poszłam do szkoły. Już po pierwszej godzinie siedziałam skulona na świetlicy. Zadzwonili po moją mamę i o 9 byłam już w domu. Poszłam spać. Spałam do 13, ale gdy się obudziłam nadal czułam się źle. Jakoś przetrwałam do wieczora i zaczęłam pisać z Nim.
     Miałam zwalony humor i czepnęłam się jednego zdania 'Nawet tak nie pisz'. Chodziło o to, że ani razu się nie widzieliśmy. Odgrzebałam dawną sprawę i się zaczęło...
     Z kłótni na poczcie przeszliśmy na gg. Potem przeprosił  mnie i nazwał się egoistą (co po części jest prawdą) i powiedział, że miał do dupy dzień. Dlaczego, już nie będę mówiła. Poczułam się okropnie. Miał straszny dzień, a ja jeszcze go pogorszyłam. O mało znów nie doszło do sytuacji z czerwca 2012. Ale ja chciałam, żeby zostało tak, jak jest. 
     Zszedł z gg w nie najlepszym humorze. Jak zawsze w takich sytuacjach poszedł biegać i ćwiczyć na siłownię. A ja cały czas miałam nadzieję, że zadzwoni. Dlatego gdy moja komórka zaczęła grać jedną z piosenek Imagine Dragons moje serce zabiło mocniej. Spojrzałam na wyświetlacz.... To mama.
     Mimo zapewnień Gnijącemu Panu Młodemu (forma mi się zwaliła O.o) nie mogłam się nie martwić. Przepraszam Cię. Jednak sen przyszedł zaskakująco szybko.
      Wchodząc dziś na pocztę nie spodziewałam się żadnej wiadomości, a już szczególnie od Niego. Jednak się pomyliłam. Dwie wiadomości, z czego jedna to reklama. Otworzyłam maila o temacie 'Pytanie.' od Niego i przeczytałam krótką treść. Zapytał o mój numer telefonu i jak się czuję. Mimo, że nie rozpisał się, czuję w tej wiadomości suchość, której tak bardzo nienawidzę. 
     Czyżbyśmy musieli znów zaczynać od nowa?


     Właściwie to jestem nielegalnie na laptopie. Dlatego o moich chłopakach i dlaczego Malina, to Malina postaram się opowiedzieć wieczorem. Albo po prostu przenieście się do początkowych wpisów, ale kto by chciał je czytać.
     Idę rysować. Może pokażę co mi się udało, a może nie, bo się nie uda. Tak czy inaczej... Cichego dnia moi zapomniani. Już niedługo zima. I znów będzie pięknie. 

Zapomniana

poniedziałek, 14 października 2013

15 października 2013

     Jest 6.14. Padam na ryj. Chce mi się spać, a zrobiłam dopiero geografię. Dosłownie zrobiłam, bo nawet się nie nauczyłam. Idiotka. Nienawidzę geografii. Nienawidzę szkoły  i tego przeładowanego programu. Idioci to układali. Debile!
     Skoro już się nagadałam to powinnam przejść do sedna. Konkretniej, to chodzi o moje stosunki z Maliną, tak? Okej. Wedle życzenia. Ja i Malina znamy się mniej więcej od roku (od 5 kwietnia 2012, mniej niż rok). Fajna z niej dziewczyna. Bardzo szczera. Jeżeli chodzi o nasze stosunki, to było różnie. Ogólnie lubimy się. Jestem zszokowana tym, jak dużo mówi mi o niej i jej związku z Nim. To dobrze, bo od Niego dosyć trudno jest cokolwiek wyciągnąć. Jeżeli ma problem, staram się jej jakoś pomóc. Czy jej ufam? Nie wiem. Ufam Jemu. Malinie zależy w jakiej sytuacji. Tak naprawdę sądzę, że gdyby nie fakt, że czuję coś do Niego, mogłybyśmy się przyjaźnić. Ale przez tą sytuację, wątpię, by było to możliwe, choć i ona i On wiedzą, że nie byłabym w stanie zaszkodzić ich związkowi. Tak naprawdę, to im kibicuję z całego serca. Bo są sobie przeznaczeni.
     Malina miała 'przyjaciółkę', która po kłótni wyznała jej, że zadawała się z nią tylko dlatego, żeby zbliżyć się do Niego. Gdybym spotkała żmiję, to bym zabiła :)

      To boskie uczucie, zostać nazwaną 'przyjaciółką'. Boskie uczucie, gdy się wie, gdy niedawno poznana osoba z chwili na chwilę, coraz bardziej ci ufa. Boskie uczucie. Polecam. Gnijący Pan Młody jest bardzo zadowolony z tego pamiętnikowego imienia. Emot cieszy się z relacji panujących pomiędzy nami. Ja też się cieszę, mimo, że sceptycznie podchodziłam do tego chłopaka. 
     Ale jest jedna rzecz, która mi się nie podoba...
     Tak czy inaczej kolejny przyjaciel ♥ Cieszę się. Choć może aż tak tego nie okazuję. Jeżeli chcecie, opowiem Wam o Gnijącym. A właściwie opowiem, co o nim sądzę, ale to może kiedy indziej. Teraz muszę- pouczyć się do geografii i angielskiego, poprawić wypracowanie z polskiego i umyć włosy i ogólnie się ogarnąć. Nienawidzę szkoły! Miłego dnia, kochani.

Zapomniana

14 października 2013

     Na szczęście niektórzy ten dzień spędzili w miłej atmosferze i dobrym towarzystwie. Po południu na krótko była u mnie Kawa. Emot cały dzień się nie odzywał, bo był z Gnijącym Panem Młodym (tak, to o Tobie). Wiem, że bardzo się cieszy, że może go widywać. Znów popadam w rozpacz, że ja tego nie mogę. Życie nie jest fair. Już zdążyłam się o tym przekonać. Ale chcę tylko, żeby Emot był szczęśliwy, lecz....
     Malina jest w śpiączce. Nie mogę uwierzyć, że praktycznie byłam przy niej, gdy to się stało. Mam poniekąd wyrzuty sumienia. Nie powiedziałam nic Jemu. Prosiła mnie o to. Nie powiem, ale on jest świadomy, że ja coś wiem. Pisałam dziś z Nim trochę. Znów serce przeszył ból zmieszany z radością. "Jestem Ci wdzięczy za te rozmowy, z natury nie lubię dzielić się takimi przemyśleniami, ale Ty masz zadziwiająco dobry wpływ na mnie. ;)" Znów to niechciane uczucie daje o sobie znać. Jestem gnijącą panną młodą, poświęcającą swoje szczęście dla najbliższych. Powinnam czuć się spełniona. 


     'Gnijąca Panna Młoda' jest jednym z najlepszych filmów, jakie oglądałam. A jeżeli chodzi o filmy jestem wymagającym krytykiem. Ona poruszyła mnie dogłębnie. Dziękuję Gnijącemu, że pokazał mi jej świat, bo jakby nie on, to nawet nie spojrzałabym na ten film, który jest warty mojego czasu. Oglądam go właśnie drugi raz. Jest boski.
     'Gnijąca Panna Młoda' opowiada o zamordowanej dziewczynie, która marzy o wyjściu za mąż. Gdy nadarza się taka okazja (a nadarzyła się bardzo nietypowo) zabiera swego wybranka do świata nieżywych. Tam, po wielu przeróżnych okolicznościach Viktor zgadza się umrzeć i (nie)żyć ze swoją Gnijącą Żoną już zawsze. Jednak gdy już miała zakończyć się przysięga, Emily przerwała ceremonię. Wiedziała, że jej ukochany nie byłby z nią szczęśliwy. Emily odeszła zamieniając się w tysiące motyli. Sądzę, że jeden z nich lata gdzieś nad moją głową i mówi, że moje serce dobrze zrobiło.



     Jutro szkoła. A ja nic nie umiem. Nic nie zrobiłam. To straszne. Przeraża mnie wizja jutrzejszego dnia. Wolałabym pójść do dentysty, sprzątnąć dom. Cokolwiek! Nienawidzę szkoły. Jestem aspołeczna. Dobrze mi z tym. Wolę moje łóżko. Po cholerę mi tłumy ludzi i ich sztuczne uśmiechy i spojrzenia? Po cholerę mi szczęście? Ważne, żeby moi bliscy byli szczęśliwi. Jestem ciekawa ile razy to zdanie padło już na tym blogu. Wydaje mi się, że całkiem sporo. 
     Jutro pewnie też dodam wpis. Ostatnio jest mi to potrzebne. Dziś czeka mnie krótka noc i prędki poranek. Pobudka o piątej. Słodkich snów moi mili.

Zapomniana

niedziela, 13 października 2013

13 października 2013


     Miło, że ktoś wchodzi tu nawet przypadkiem. Dziś chyba nie będzie ani smutno, ani radośnie. Po prostu podsumuję co nieco. Opowiem też co się ostatnio działo, bo poprzedni wpis był bardzo ogólny.
     Jesień coraz bardziej daje się we znaki. Ponura aura z jednej strony wycisza mnie, a z drugiej doprowadza do szału, bo ciągle chce mi się spać, a nie mogę sobie ostatnio na to pozwolić. Mam za dużo nauki. Ale tak naprawdę nic mi się nie chce i na ocenach jakoś za specjalnie mi nie zależy. Czy to źle? Gdyby tak się stało w podstawówce to... wolę nawet nie myśleć. Choć mogło mi się to przytrafić wtedy, a nie teraz. Może wszytko wróciłoby do normy do tego czasu.
     Nadal utrzymuję kontakt z Legionistą. Jestem z tego powodu zadowolona, choć trochę nadal mi z tym dziwnie. No i on chyba nadal mi się podoba. Ale po prostu podoba. Postanowiłam, że będę miała gdzieś jakiekolwiek nowe uczucia. Może powinnam stać się maszyną do nauki? Rodzicom na pewno by się to spodobało. 


     Leń dopadł mnie dobitnie. Poza tym ta pogoda nadaje się jedynie do spania. Nawet nie mogłam dziś zrobić zdjęć, bo baterie w aparacie się wyczerpały. Chciałam pochodzić po mieście z nadzieją, że uda mi się zrobić jakieś dobre zdjęcia. Może za tydzień mi się uda, lub jakoś w tygodniu, w co niestety wątpię.
     Dziś wraca moja mama. Ciekawe czy odpoczęła od nas. Ostatnio była jakaś zdołowana i smutna. Mam nadzieję, że jej przeszło, bo nie lubię patrzeć, gdy źle się czuje. Powinnam posprzątać, ale bardzo, ale to bardzo mi się nie chce. W zasadzie to położyłabym się spać, ale muszę nad czymś popracować. Najpierw nad ogólnym grafikiem, potem nad opowiadaniami, a w końcu nad konkursem, do którego zgłosiła mnie szkolna pedagog i bibliotekarka. Temat nie jest jakoś bardzo wciągający, ale nie ważne. Ważne że będą punkty dodatnie i podniesioną ocena z... Jeszcze nie wiem z czego, ale jakieś korzyści będą. Nie wspominam o nauce, sprzątaniu pokoju i popracowaniu nad matematyką. Muszę też zorientować się co u Maliny i Niego, bo wczoraj była jakaś zadyma. 
     Cieszę się, że mam na to wszytko aż dwa dni. Oczywiście to sarkazm. Mam dość tej pogoni. Wolałabym, żeby było jak kiedyś. Nie przykładałam się do nauki, a i tak miałam dobre oceny. Teraz? Mimo, że się uczę mam średnie wyniki. Dołujące.
     Nie mam pojęcia co u tamtych. Próbowałam się jakoś dowiedzieć, ale nie wyszło mi to. WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI: napisałam z tego maila wiadomość do Niego -,- Moja głupota jest większa ode mnie. Mam nadzieję, że tu nie wejdzie. KUR**! Jaka ja jestem tępa.
     Znów pokłóciłam się z ojcem. Ciągle się na mnie drze z byle powodu. Jak tu nie mieć dość i się nad sobą nie użalać? Prawda jest taka, że ja tylko to potrafię. Ale nie ważne. 


***
     Choćby nie wiem jak bardzo Malina mnie wkurzała... Po prostu chcę, żeby On był szczęśliwy. Teraz pojawiły się nowe okoliczności. Nie powinnam chyba tu o tym pisać. Może kiedyś. Tak czy inaczej jeżeli zerwą... Nie będzie ciekawie. Już teraz mówię, że nie podoba mi się ich związek z wiadomych powodów, ale wiem, że tylko wtedy On jest szczęśliwy, a to jest dla mnie najważniejsze.
     Mam nadzieję, że nie zerwą. Że On będzie szczęśliwy. I Malina w sumie też. Oboje na to zasługują, choć swego czasu była z niej niezła sucz. Niektórzy wiedzą o co chodzi.


     Może powinnam zająć się tym, co lubię? Pisanie, rysowanie i inne pierdoły? Ale czy mam na to czas? Może powinnam zostawić na chwilę świat internetu? Jestem w stanie? Tak szczerze, to wątpię, bo choć teoretycznie jest to do zrobienia, to obecnie jestem uzależniona od internetu. Może nie tyle JA (znaczy nie tylko ja) ale nauka. Bez internetu niewiele bym zdziała. Szczególnie jeżeli chodzi o geografię i biologię. Leżałabym na całej linii. Nauczyciele są porąbani. Nienawidzę szkoły. Tymczasem idę układać grafik. Do przeczytania kochani.

Zapomniana

piątek, 11 października 2013

11 października 2013

     Chyba czas dodać nowy wpis. Chyba warto uporządkować pewne sprawy. Chyba powinnam w końcu przestać użalać się nas sobą "bo to niczego nie daje".  Użalanie się nad sobą jest wygodne. Usprawiedliwiam się sama przed sobą. Moją nieudolność i lenistwo. Bo po prostu jest mi źle. Chyba powinnam starać się coś z tym zrobić.
     W zasadzie, to ja nie wiem co bredzę. Miałam ciężki tydzień i śmiem przypuszczać, że to nie koniec. Teraz będzie długi weekend i może odpocznę, choć całe dnie powinnam się uczyć. Mam sporo do nadrobienia i już jestem zmęczona. Codzienne pobudki o 5 są zniechęcające. Zwłaszcza, gdy potem nie mam z tego żadnych korzyści. Nie wysypiam się, budzę się w nocy, mam męczące sny. Teraz płaszczę się przed moim (nowym) laptopem i próbuję napisać coś w ładzie i składzie o ile to w ogóle na tym blogu możliwe. 
     Zastanawiam się nad nagrywaniem jakichś filmików. Problem w tym, że nie wiem o czym, bo po prostu zaciekawił mnie Movie Maker. Dziś nagrałam 'nibyvlog' i podobało mi się. Szczególnie obrabianie. Tak czy inaczej mam ochotę coś zrobić, bo mi się nudzi (nie, nie będę się uczyła).
     Mieliśmy dziś apel. "Dzień Edukacji Narodowej"- you know... Myślałam, że się porzygam ze stresu. I cieszę się, że oddałam solówkę 'Kindze' mimo, że zwaliła ją po całej linii.
     Robiłam też zdjęcia na otrzęsinach. Ale szału nie ma i nie jestem z siebie zadowolona. Muszę w końcu wziąć się do pracy...
     Częściej piszę z Maliną niż z Nim, bo ma dużo do roboty. Należy mu się wolne po moich urodzinach. Jestem mu bardzo wdzięczna za ten dzień, bo to jedyne urodziny, których nie przepłakałam. Przyczyniła się też do tego Kawa i Kimiko. 
     Dziś już nie mam siły. Idę się kąpać i spać, bo to był naprawdę ciężki tydzień. Boję się co będzie dalej, trzymajcie kciuki. Do przeczytania.
Zapomniana
PS:Beka z obrazka c'nie.