niedziela, 5 kwietnia 2015

5 kwietnia 2015

Od dawna nie czułam takiego głodu.
Od dawna tak bardzo... mnie nie bolało.

"Czuję się bardzo samotna. Czuję, że powoli znikam. Nie umieram, jestem ścierana. Jak rysunek potraktowany gumką. Blaknę. Jest tylko mój niewyraźny zarys. Ale to męczy. Gdy ktoś znów rysuje, poprawia mój kontur, a potem ściera. I tak w kółko. Kiedyś ta kartka się zniszczy. Skończy. Porwie."

czwartek, 26 marca 2015

26 marca 2015

Nie musisz tego czytać.

Mam już wszystkiego dość. Mam dość tej depresji jeżeli to w ogóle jest depresja. Mam dość nienawiści do siebie. Mam dość denerwowania innych moim stanem. Jestem zmęczona. Nie chce mi się żyć. Mam wrażenie, że wszyscy mają do mnie pretensje gdy zdejmuję maskę. Lub gdy ją zakładam. O co chodzi. Kim, czym mam być? 
Gubię się.
Próbuję znaleźć sens. Ale wszystko znów się pomieszało. Cały ten syf jest nie do wytrzymania. I zastanawiam się tylko co ja tu robię. I czemu robię to źle.
Co teraz? Jak? Nie mam siły.
Po ostatniej lekcji szybko wyszłam ze szkoły, żeby iść sama. Słuchawki w uszy, wiadomość do Gnijącego, ciężkie kroki, wciąż pod górę. Nie chciałam iść od razu do taty. Co jakiś czas z nieba na ziemię spadała kropla deszczu. Deptak. Usiadłam na najbliższej ławce, przyglądałam się ludziom.
Niektórzy spacerowali, sami albo z drugą połówką, przyjacielem. Inni się spieszyli. Matki z wózkami jakby zmęczone, dzieciaki wracające ze szkoły, kozakująca młodzież i Ci niewidzialni. Każdy z nich inny. Ludzie są ciekawi.
I pojawiła się ona. Tatoo. Radosna. Przysiadła się, nie miała pretensji, że z nią nie wracałam. W duszy jej za to dziękowałam.
- Co tu robisz? Dlatego nie jesteś w domu czy gdzie tam?
- Muszę pomyśleć.
- Tak o życiu?- kiwam głową- No ale troszkę ci przeszkodzę (...)
Nie przeszkodziła. Przyjechał chłopak, na którego czekała i zajęła się nim. A ja myślałam nadal.
Patrzyłam na jakiegoś starszego pana, gdy podszedł do mnie pies. Nie jestem w stanie nawet go opisać. Dotknął mojego kolana nosem i położył się niedaleko ławki. Obserwował ludzi jak ja przed momentem. Wydawał się smutny. Zastanawiałam się, czy nie dać mu mojej kanapki, której nie miałam siły gryźć. Jednak wyobraziłam sobie, że przez to przywiąże się do mnie i będzie chciał za mną iść. I pokochałam go w tym momencie. I będzie dotrzymał mi kroku, aż na przejściu na pieszych wpadnie pod samochód. I go stracę. Zaczęłam płakać. Cicho. Nikt nie zauważył. Może tylko niebo. Zaczął padać deszcz.
Oswajam ludzi, idą za mną, chcą za mną iść. Zaczynam ich kochać. I ich tracę. Niektórych bezpowrotnie. Niektórych na chwilę. Przez to, że za mną poszli doznali urazu. Cierpienia.
Dlatego kanapka została w mojej torbie, a ja w martwym punkcie.
Boję się.
Boję się.
Bardzo się boję.
Pomocy.

Nie musiałeś/łaś tego czytać.

środa, 11 lutego 2015

11 luty 2015

     Witam ponownie. Jestem Zapomniana, będę pisała tu o tym, jak bardzo mnie wszystko boli i jak bardzo nie mam siły. Zainteresowani? Tak? Zapraszam dalej. Nie? To wypad.