Parę spraw przydałoby się opisać. Między innymi plany na przyszły tydzień, urodziny Kawy, walentynki i paczka od Gnijącego. Wszystkie te sprawy były dosyć istotne, ale nie miałam siły pisać. Teraz też nie mam, ale Gnijący mnie od rana, a właściwie to od wczoraj, męczy. Zaczniemy od początku czy od końca? No to się zaraz okaże.
To od końca. Co w przyszłym tygodniu? Podobno mam jechać do Niego na noc. Jestem tym... nawet nie wiem czy faktem, ale zdenerwowana. W dodatku słyszałam, że mają być jeszcze INNI! Z jeden strony łaaaał *3* a z drugiej... łoł. Chciałabym go najpierw usłyszeć. Jestem gotowa odebrać telefon. Nie zadzwonić, ale odebrać. Muszę dziś z nim pogadać na ten temat bo nawet nie wiem jak przekonać mamę! Mam problemy z przekonaniem siebie, a co dopiero mamy! Tak czy inaczej chciałabym jechać. Chciałabym go dotknąć, zobaczyć, w końcu poznać realnie i móc powiedzieć, że znajomości internetowe mają szansę na dalszy przebieg w realu... Ehh. Jeszcze o tym pewnie wspomnę.
Urodziny Kawy można spokojnie podzielić na kilka rozdziałów: 1) 10h tworzenia prezentu dla niej 2) piękne, proste plany 3) przygoda 4) przetrwanie 5) bezpieczeństwo.
Dzień przed jej urodzinami w końcu wzięłam się za tworzenie prezentu. Kupiłam jakiś czas wcześniej szklaną butelkę z korkiem i postanowiłam wykorzystać moją nową umiejętność robienia papierowych gwiazdek origami. DZIESIĘĆ GODZIN JE ROBIŁAM. Paznokcie, palce mi odpadały. Myślałam, że zacznę płakać z bólu, ale było warto! Wyszło ślicznie. Mam zdjęcia tylko z telefonu, ale to było coś takiego:
No i rano gdy moje dłonie już doszły do siebie przyszła pora na wymyślenie co będziemy robiły. To, że nocowanie to było pewne, ale pozostała kwestia reszty dnia. Razem z Kawą i Cichą Wodą Brzegi Rwącą xD pomyślałyśmy, że pojedziemy albo do stolicy albo na miasto. No moja mama nie zgodziła się na Warszawę, a ja nie chciałam do miasta. Jednak cóż... Pojechałyśmy.
Zaczęło się całkiem okej. Nie spóźniłyśmy się na pociąg, poszłyśmy na ten peron co trzeba i nawet wsiadłyśmy do właściwego pociągu. No i potem nie przegapiłyśmy stacji! A potem... Chciałyśmy dość do galerii.
Kawa dobrym GPSem nie jest! Przy przejeździe były jakieś roboty. Błota w cholerę, ci wkur...zający robotnicy i ogólnie kicha. Ale idziemy! Nic nam nie straszne. Jednak coś mi się nie zgadzało... Dzwonię do taty. IDZIEMY NIE W TĄ STRONĘ! Trzeba się wracać... Myślałam, że mnie szlag trafi i miałam nadzieję, że to jednorazowa przygoda. Gunwo prawda!
Przeszłyśmy przez te tory ale nadal nie wiemy gdzie jesteśmy. Ponowny telefon do taty. Dobre pięć minut zajęło wytłumaczenie gdzie właściwie się znajdujemy. Zapomniana na maska zdenerwowana, Kawa z CWBR szczą ze śmiechu ale jakoś udało nam się dowiedzieć gdzie iść. Trochę nam to zajęło, ale gdy zobaczyłam już szyld z Media Markt... myślałam, że oszaleję ze szczęścia mimo, że nie było tego po mnie widać.
W samej galerii nie zabawiłyśmy zbyt długo. Okazało się, że ja sama pojechałam tam, żeby zjeść Monsterki....Potem trzeba było się zbierać, więc zadzwoniłam do taty, żeby spytać się jak dojść do peronu szybciej. Według jego wskazówek ruszyłyśmy w stronę wiaduktu. Miałam wrażenie, że przegapimy ten pociąg i będzie trochę głupio, ale co tam. W pewnym momencie z wiaduktu odchodziły schodki. Patrząc z góry na drogę prowadzącą do peronu pomyślałam, że będzie to najszybsza droga. I miałam rację. Gdyby nie jeden mały fakt....
Nasza przeprawa przez tą drogę wyglądała mniej więcej tak... (patrz na zdjęcie powyżej) .Okazało się, że przez roboty drogowe wszędzie jest błoto, woda i przejść jest niesamowicie trudno. Głowa zaczęła boleć mnie mocniej, zakręciło mi się w niej i Kawa musiała mnie trzymać, ale zaskakująco szybko przechodziłyśmy przez to... dosłownie (!) bagno. Spojrzałyśmy na zegarek... Oł boj... Nie ma szans. I tak wkrótce machałyśmy do przejeżdżającego obok naszego pociągu.... A kiedy następny? Za godzinę.
Dotarłyśmy do peronu, usiałyśmy, ponarzekałyśmy, znaczy bardziej ja, bo Kawa ciągle się śmiała no i potem taki dylemat... CZY TO TEN PERON?! I rozkmina. W końcu okazało się, że nie no i musiałyśmy przejść na inny. Tam przynajmniej ławki były czyściejsze. No i czterdzieści minut czekałyśmy na pociąg... A gdy przyjechał byłyśmy przemarznięte, brudne, głodne i szczęśliwe.
No i trzeba było iść na zakupy, bo noc długa a w domu nic do jedzenia. Poszłyśmy do pierwszego sklepu i jeszcze nigdy nie zrobiłyśmy tak szybkich i dużych zakupów! Co zmęczenie robi z człowiekiem... No i wróciłyśmy do domu. Chwała Bogu!
No i jadłyśmy, piłyśmy, oglądałyśmy bajki, Pamiętnik i dwa odcinki mojej dramy DBY. Kocham! No i zasnęłam... nie pamiętam o której, ale dziewczyny trochę później. No i grałyśmy w pytania. Parę razy udało nam się siebie zażyć, ale wiemy o sobie tyle, że ta gra przestaje być zabawna.
Rano znów oglądanie bajek no i czekanie na Niego. Jednak nie doczekałam się. No i ciocia oczywiście powitała nas pytaniem 'Co zjecie'. Nie lubię jeść od razu po obudzeniu. No ale jak się ciotka uprze to nie ma zmiłuj xd No i potem dom. I!!!! Teraz przejdę do walentynek xd
Impreza to była katastrofa i nawet nie warto jej wspominać. No ale po szkole przed imprezą przyszła Kawa i otworzyłam paczkę od Niego ♥.♥ Dostałam trzy prześliczne srebrne bransoletki w pudełku w kształcie serca. Dużo, dużo, dużo słodyczy w tym takie słodkie cukierki podobne do tych na dole. Mam jeszcze koszulkę walentynkową. No poprawił mi humor niesamowicie.
No i po imprezie przyszłam do domu, chwilę pogadałam z Gnijącym i musiał gdzieś iść po czym oznajmił, że randkę przewiduje na godzinę 21. Tak też się stało. O 21 zadzwonił na skype. Ja w sukience (po imprezie), a on... w garniturze. To było takie słodkie. Mam tylko jedno zdjęcie w tym ubraniu, bo potem było mu nie wygodnie i się rozebrał xd
Niewyraźne. Ahhh ten skype! No i potem nie działo się nic niezwykłego. Przebraliśmy się, pogadaliśmy jak zawsze. Byłam zadowolona ze swojej pierwszej randki. To zaszczyt, że mogła ona odbyć się z Gnijącym c: Potem zmęczeni położyliśmy się. Gnijący chyba był bardzo zmęczony, bo po proteście 'Nie zasnę' po minucie spał jak zabity xD No muszę dodać to zdjęcie!
I tak spędziłam Walentynki. Nie było aż tak źle, jak mi się wydawało, że będzie. No i dzień po urodzinach Kawy przyszła do mnie paczka od Gnijącego. Bardzo wartościowa paczka. Sprawiła mi wiele radości i szczęścia, ale również popłakałam trochę przy niej. I pewnie jeszcze popłaczę.
Trzy listy. Jeden wyjaśniający to, co znajduje się w paczce. Drugi- gdy miał doła i musiał się wygadać. Trzeci- pocieszający mnie. W każdym z nich wiele miłości. W drugim smutku, a w trzecim troski. Płakałam czytając. Jeden się trochę rozmazał bo nie mogłam powstrzymać łez. Dostałam też walentynkę. Nigdy śliczniejszej nie widziałam! Wysłał mi też rysunki (ALE NIE WSZYSTKIE), 'nasze' wyjątkowe zdjęcie, na którym podobno miałam alergię na coś o czym nawet nie słyszałam, ale szczegół.
Oddał mi jedną ze swoich ulubionych koszulek (jest super!) i dwie bransoletki. Jedna z Milki 'PRZYTUL MNIE', a jedna ze szpitala, którą miał na sobie podczas operacji, która się udała. To słodkie.. No i ZIOŁA PROWANSALSKIE?! XD Cynamon i bazylia od Niego i zioła prowansalskie od Gnijącego xd Dosyć zabawne, ale fajne.
Oprócz tego zabawkę z Mc.Donalda, małego skrzata Mikołaja, którego kocham! Duuuużo słodyczy i wysłał mi książkę Johna Greena Gwiazd Naszych Wina. Zaczęłam czytać od razu. Spodobała mi się. Realistyczna, pokazująca te prawdziwe życie pełne cierpienia i śmierci. Plus duża doza sarkazmu, który uwielbiam! Już wiem co sprowadzić do biblioteki ;) Nie wiem czy o czymś nie zapomniałam... A! No tak. Trzy lampki na baterię z Ikei. Wie, że boję się ciemności. Są cudowne :)
To chyba wszystko. Już napisałam dużo i nie mam siły i w ogóle. Postaram się odezwać w tym tygodniu. Dziękuję Wam wszystkim, którzy ostatnio umilacie mi życie. Wybaczcie, jeżeli robię coś nie tak i proszę... Nigdy mnie nie zostawiajcie ;) Kocham, tulę, całuję. Do przeczytania!
Zapomniana
.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)

















.jpg)


.jpg)





.jpg)













.jpg)
.jpg)



