piątek, 21 lutego 2014

21 luty 2014

     Parę spraw przydałoby się opisać. Między innymi plany na przyszły tydzień, urodziny Kawy, walentynki i paczka od Gnijącego. Wszystkie te sprawy były dosyć istotne, ale nie miałam siły pisać. Teraz też nie mam, ale Gnijący mnie od rana, a właściwie to od wczoraj, męczy. Zaczniemy od początku czy od końca? No to się zaraz okaże. 


     To od końca. Co w przyszłym tygodniu? Podobno mam jechać do Niego na noc. Jestem tym... nawet nie wiem czy faktem, ale zdenerwowana. W dodatku słyszałam, że mają być jeszcze INNI! Z jeden strony łaaaał *3* a z drugiej... łoł. Chciałabym go najpierw usłyszeć. Jestem gotowa odebrać telefon. Nie zadzwonić, ale odebrać. Muszę dziś z nim pogadać na ten temat bo nawet nie wiem jak przekonać mamę! Mam problemy z przekonaniem siebie, a co dopiero mamy! Tak czy inaczej chciałabym jechać. Chciałabym go dotknąć, zobaczyć, w końcu poznać realnie i móc powiedzieć, że znajomości internetowe mają szansę na dalszy przebieg w realu... Ehh. Jeszcze o tym pewnie wspomnę.



     Urodziny Kawy można spokojnie podzielić na kilka rozdziałów: 1) 10h tworzenia prezentu dla niej 2) piękne, proste plany 3) przygoda 4) przetrwanie 5) bezpieczeństwo.

     Dzień przed jej urodzinami w końcu wzięłam się za tworzenie prezentu. Kupiłam jakiś czas wcześniej szklaną butelkę z korkiem i postanowiłam wykorzystać moją nową umiejętność robienia papierowych gwiazdek origami. DZIESIĘĆ GODZIN JE ROBIŁAM. Paznokcie, palce mi odpadały. Myślałam, że zacznę płakać z bólu, ale było warto! Wyszło ślicznie. Mam zdjęcia tylko z telefonu, ale to było coś takiego:


     No i rano gdy moje dłonie już doszły do siebie przyszła pora na wymyślenie co będziemy robiły. To, że nocowanie to było pewne, ale pozostała kwestia reszty dnia. Razem z Kawą i Cichą Wodą Brzegi Rwącą xD pomyślałyśmy, że pojedziemy albo do stolicy albo na miasto. No moja mama nie zgodziła się na Warszawę, a ja nie chciałam do miasta. Jednak cóż... Pojechałyśmy.


     Zaczęło się całkiem okej. Nie spóźniłyśmy się na pociąg, poszłyśmy na ten peron co trzeba i nawet wsiadłyśmy do właściwego pociągu. No i potem nie przegapiłyśmy stacji! A potem... Chciałyśmy dość do galerii.
     Kawa dobrym GPSem nie jest! Przy przejeździe były jakieś roboty. Błota w cholerę, ci wkur...zający robotnicy i ogólnie kicha. Ale idziemy! Nic nam nie straszne. Jednak coś mi się nie zgadzało... Dzwonię do taty. IDZIEMY NIE W TĄ STRONĘ! Trzeba się wracać... Myślałam, że mnie szlag trafi i miałam nadzieję, że to jednorazowa przygoda. Gunwo prawda! 
     Przeszłyśmy przez te tory ale nadal nie wiemy gdzie jesteśmy. Ponowny telefon do taty. Dobre pięć minut zajęło wytłumaczenie gdzie właściwie się znajdujemy. Zapomniana na maska zdenerwowana, Kawa z CWBR szczą ze śmiechu ale jakoś udało nam się dowiedzieć gdzie iść. Trochę nam to zajęło, ale gdy zobaczyłam już szyld z Media Markt... myślałam, że oszaleję ze szczęścia mimo, że nie było tego po mnie widać. 
     W samej galerii nie zabawiłyśmy zbyt długo. Okazało się, że ja sama pojechałam tam, żeby zjeść Monsterki....Potem trzeba było się zbierać, więc zadzwoniłam do taty, żeby spytać się jak dojść do peronu szybciej. Według jego wskazówek ruszyłyśmy w stronę wiaduktu. Miałam wrażenie, że przegapimy ten pociąg i będzie trochę głupio, ale co tam. W pewnym momencie z wiaduktu odchodziły schodki. Patrząc z góry na drogę prowadzącą do peronu pomyślałam, że będzie to najszybsza droga. I miałam rację. Gdyby nie jeden mały fakt....


     Nasza przeprawa przez tą drogę wyglądała mniej więcej tak... (patrz na zdjęcie powyżej) .Okazało się, że przez roboty drogowe wszędzie jest błoto, woda i przejść jest niesamowicie trudno. Głowa zaczęła boleć mnie mocniej, zakręciło mi się w niej i Kawa musiała mnie trzymać, ale zaskakująco szybko przechodziłyśmy przez to... dosłownie (!) bagno. Spojrzałyśmy na zegarek... Oł boj... Nie ma szans. I tak wkrótce machałyśmy do przejeżdżającego obok naszego pociągu.... A kiedy następny? Za godzinę. 
     Dotarłyśmy do peronu, usiałyśmy, ponarzekałyśmy, znaczy bardziej ja, bo Kawa ciągle się śmiała no i potem taki dylemat... CZY TO TEN PERON?! I rozkmina. W końcu okazało się, że nie no i musiałyśmy przejść na inny. Tam przynajmniej ławki były czyściejsze. No i czterdzieści minut czekałyśmy na pociąg... A gdy przyjechał byłyśmy przemarznięte, brudne, głodne i szczęśliwe. 


     No i trzeba było iść na zakupy, bo noc długa a w domu nic do jedzenia. Poszłyśmy do pierwszego sklepu i jeszcze nigdy nie zrobiłyśmy tak szybkich i dużych zakupów! Co zmęczenie robi z człowiekiem... No i wróciłyśmy do domu. Chwała Bogu!

     No i jadłyśmy, piłyśmy, oglądałyśmy bajki, Pamiętnik i dwa odcinki mojej dramy DBY. Kocham! No i zasnęłam... nie pamiętam o której, ale dziewczyny trochę później. No i grałyśmy w pytania. Parę razy udało nam się siebie zażyć, ale wiemy o sobie tyle, że ta gra przestaje być zabawna.
     Rano znów oglądanie bajek no i czekanie na Niego. Jednak nie doczekałam się. No i ciocia oczywiście powitała nas pytaniem 'Co zjecie'. Nie lubię jeść od razu po obudzeniu. No ale jak się ciotka uprze to nie ma zmiłuj xd No i potem dom. I!!!! Teraz przejdę do walentynek xd



     Impreza to była katastrofa i nawet nie warto jej wspominać. No ale po szkole przed imprezą przyszła Kawa i otworzyłam paczkę od Niego ♥.♥ Dostałam trzy prześliczne srebrne bransoletki w pudełku w kształcie serca. Dużo, dużo, dużo słodyczy w tym takie słodkie cukierki podobne do tych na dole. Mam jeszcze koszulkę walentynkową. No poprawił mi humor niesamowicie.


     No i po imprezie przyszłam do domu, chwilę pogadałam z Gnijącym i musiał gdzieś iść po czym oznajmił, że randkę przewiduje na godzinę 21. Tak też się stało. O 21 zadzwonił na skype. Ja w sukience (po imprezie), a on... w garniturze. To było takie słodkie. Mam tylko jedno zdjęcie w tym ubraniu, bo potem było mu nie wygodnie i się rozebrał xd


     Niewyraźne. Ahhh ten skype! No i potem nie działo się nic niezwykłego. Przebraliśmy się, pogadaliśmy jak zawsze. Byłam zadowolona ze swojej pierwszej randki. To zaszczyt, że mogła ona odbyć się z Gnijącym c: Potem zmęczeni położyliśmy się. Gnijący chyba był bardzo zmęczony, bo po proteście 'Nie zasnę' po minucie spał jak zabity xD No muszę dodać to zdjęcie!


     I tak spędziłam Walentynki. Nie było aż tak źle, jak mi się wydawało, że będzie. No i dzień po urodzinach Kawy przyszła do mnie paczka od Gnijącego. Bardzo wartościowa paczka. Sprawiła mi wiele radości i szczęścia, ale również popłakałam trochę przy niej. I pewnie jeszcze popłaczę.


     Trzy listy. Jeden wyjaśniający to, co znajduje się w paczce. Drugi- gdy miał doła i musiał się wygadać. Trzeci- pocieszający mnie. W każdym z nich wiele miłości. W drugim smutku, a w trzecim troski. Płakałam czytając. Jeden się trochę rozmazał bo nie mogłam powstrzymać łez. Dostałam też walentynkę. Nigdy śliczniejszej nie widziałam! Wysłał mi też rysunki (ALE NIE WSZYSTKIE), 'nasze' wyjątkowe zdjęcie, na którym podobno miałam alergię na coś o czym nawet nie słyszałam, ale szczegół. 


     Oddał mi jedną ze swoich ulubionych koszulek (jest super!) i dwie bransoletki. Jedna z Milki 'PRZYTUL MNIE', a jedna ze szpitala, którą miał na sobie podczas operacji, która się udała. To słodkie.. No i ZIOŁA PROWANSALSKIE?! XD Cynamon i bazylia od Niego i zioła prowansalskie od Gnijącego xd Dosyć zabawne, ale fajne.


      Oprócz tego zabawkę z Mc.Donalda, małego skrzata Mikołaja, którego kocham! Duuuużo słodyczy i wysłał mi książkę Johna Greena Gwiazd Naszych Wina. Zaczęłam czytać od razu. Spodobała mi się. Realistyczna, pokazująca te prawdziwe życie pełne cierpienia i śmierci. Plus duża doza sarkazmu, który uwielbiam! Już wiem co sprowadzić do biblioteki ;) Nie wiem czy o czymś nie zapomniałam... A! No tak. Trzy lampki na baterię z Ikei. Wie, że boję się ciemności. Są cudowne :)


     To chyba wszystko. Już napisałam dużo i nie mam siły i w ogóle. Postaram się odezwać w tym tygodniu. Dziękuję Wam wszystkim, którzy ostatnio umilacie mi życie. Wybaczcie, jeżeli robię coś nie tak i proszę... Nigdy mnie nie zostawiajcie ;) Kocham, tulę, całuję. Do przeczytania!

Zapomniana






niedziela, 9 lutego 2014

9 luty 2013

Wyrwane włosy z głowy
Krwawiące usta
Zaczerwienione ręce
Podrapane uda
Pogryzione dłonie

przepraszam

Przepraszam Was. Przepraszam, że nie umiem być taką Zapomnianą, jakiej
byście chcieli. 
Przepraszam.

Masko.
Muszę Cię dopracować.
I wtedy będzie dobrze.
Obiecuję Wam.
Przepraszam.

Dziś muszę pomyśleć.

Gwiazdo, nie martw się o mnie.

piątek, 7 lutego 2014

7 luty 2014


     Dzień trzynasty. Wczoraj i przedwczoraj była w zasadzie przerwa. W zasadzie nie płakałam. Choć sytuacja była jak najbardziej sprzyjająca. Nie płakałam chyba dzięki Niemu i Gnijącemu. Ale... (...).
     Pisałam wczoraj i dzisiaj z Nim. Po ostatnich... incydentach? Chyba się poprawia, ale nadal boję się co będzie. Czuję się winna z różnych powodów i obwiniam się za parę spraw. Boję się o tą przyjaźń (bo cokolwiek by nie mówił, to nie można tego, co jest pomiędzy nami, nazwać inaczej niż 'przyjaźń'). Jest mi bardzo potrzebny, mimo, że chyba ma wrażenie, że tak nie jest. A to nie prawda. 

"Wolę pisać z Tobą, niż z Twoją maską."

     Przepraszam, że czasem ją zakładam. Że udaję. Ale nie chcę, żebyś przeze mnie był smutny. Wolę cierpieć w ukryciu.


     Dziś znów pisaliśmy. Cieszę się, że coraz częściej. Nie zakładam przy Nim maski. On sprawia, że nie muszę tego robić. Ale jak zawsze kiedyś musi iść. I po jakimś czasie emocje opadają. Ale mam Gnijącego.


     Gnijący się przeziębił. Śpi i czyta. Chyba próbuje odseparować się od tego, co może zmuszać go do myślenia. Sama bym chciała, ale boję się, że gdy to zrobię on będzie mnie potrzebował, a nie będzie mógł się ze mną skontaktować. Siedzę więc i myślę nad tym co robi, którą stronę książki czyta. 
     Chciałabym, żeby przyjechał. Dlaczego musi być aż tak daleko? 



Płaczę
jem
tyję


Nie płaczę
nie jem
chudnę




     Taka dosyć ciekawa wymiana jak na moje oko. 2 dni nie jadłam. Kości biodrowe mi wystają. Brzuch płaski. Ale zjadłam dziś michę bitej śmietany. Płakałam. Śmieszne troszkę.


     Chyba pójdę na Walentynki do szkoły. Ale tylko na godzinę, żeby zrobić zdjęcia. Potem jestem umówiona z Gnijącym. Ciekawe czy będziemy płakać. Mam nadzieję, że nie. Postaram się jak najmocniej, żeby ten dzień nie był dla niego męką. 
     Od wczoraj rozmawiam z... zmieńmy Legionistę na... A. Tak chyba będzie najprościej. Przed wczoraj przywitał się ze mną i spojrzał tak, jakby coś piło go w serce. Oczy mówiły 'Proszę, porozmawiajmy'. Choćbym nie wiem jak chciała, nie wytrzymałam i zapytałam w sms ie co się stało. Powiedział, że pogadamy na przerwie. 
     Jego rodzina ma problemy zdrowotne, z Tamtą miał sprzeczkę i dziś wysłał jej CHOLERNIE DŁUGĄ wiadomość, która zajmuje całą kartkę A4 czcionką 11! Chce o niej zapomnieć. To jej w skrócie powiedział.

" (...)A Ty zrezygnowałaś z czegoś dla naszego związku?
(...) Mogę Ci powiedzieć, że ja zrezygnowałem z paru rzeczy,
zrezygnowałem z przyjaźni z Zapomnianą,
żebyś nie czuła się zazdrosna,
zrezygnowałem z połowy wakacji, które mogłem spędzić z mamą (...)"

      Staram się go wspierać, co nie do końca podoba się Gnijącemu i Jemu chyba też.
     Ale ja nie umiem inaczej. Może jestem naiwna i tępa, ale... Mimo tego co mi zrobił, nadal jest dla mnie ważny. Może powinnam pomagać mu ale na sucho. Bez jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego? Ale jestem Zapomniana. Nie umiem. 


     Przygnębienie wraca. Tęsknię. Ostatnio mam niezmierną potrzebę przytulenia się do Gnijącego. Uśmiecham się widząc jego uśmiech, płaczę widząc jego łzy. Kocham go.



"- Yyyyy :c Czemu nie mam chłopaka do całowania?
- Bo mieszkam za daleko? :c"

JUST FRIENDS xd


     Jutro mijają dwa tygodnie. Czy to trochę nie śmieszne? Może smutne? Może powinnam coś ze sobą zrobić? Mam słabość. Wiem, że mam. Gigantyczną. 'A' mi dziś ją wytknął dumny z siebie, że to rozkminił. Internet. Bez internetu trzy dni dałabym radę przeżyć. Ale nie bez Gnijącego. Nie bez Niego. Bo niestety są ze mną tylko w ten sposób i mentalnie.
     Kończę na dziś. Pewnie coś przeoczyłam , ale nie ważne. Postaram się pisać częściej. Dobranoc kochani i miłego, spokojnego weekendu Wam życzę. Do przeczytania. 

Zapomniana
PS: Jasne, że przeoczyłam, ale o tym jutro.


niedziela, 2 lutego 2014

2 luty 2014



     Dziś nie chcę smęcić, smucić, użalać się i mówić jak jest do dupy... Znaczy... Znając życie i tak coś wspomnę, ale dziś chciałabym się po prostu... pochwalić? Mam najwspanialszego usypiacza na świecie. Hehehe. I chciałabym mu cholernie podziękować. Ale nie po prostu 'Dziękuję'. To by było zbyt mało.


     Ostatni tydzień to była (jest) nieustanna depresja. No może z małymi przerwami. Ale jakoś wytrzymuję. Wszystko dzięki Gnijącemu. Od rana do późnej nocy razem. Z chwilową przerwą w szkole, choć i tak czasem wymieniamy się wiadomościami. Rano przywitanie, po szkole pisanie, wieczorem gadanie. Aż do zaśnięcia. Szczególnie wczoraj było fajnie.


     Gadaliśmy całkiem sporo, dołowaliśmy się, śmieliśmy i zachciało mi się spać. Gdy się położyłam oczy same mi się zamykały. A on zaczął czytać mi bajkę. Wtuliłam się w misia. Zamknęłam oczy wsłuchując się w jego głos. Końcówki bajki nie pamiętam. Zasnęłam. Obudziłam się po pierwszej, bo laptop zaczął piszczeć, że się zaraz rozładuje. Spojrzałam na skype. Rozmowa trwała do pierwszej. Zamknęłam laptopa i znów zasnęłam. I co dziwne... z uśmiechem na ustach. 


     Rano okazało się, że po prostu chwilę patrzył jak śpię, a potem przeczytał mi kolejną bajkę. A obudziłam się też.. zadowolona. Potem pojechałam do kościoła, Gnijący jest u rodziny, a ja piszę z UWAGA! Żelką. Teraz będzie Żelka, nie Malina. Tak. Dostała link. Więc witamy serdecznie. Ale przejdźmy do gwoździa programu xd


"Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód smutku,
potrafi sprawić, że znów wraca radość."

"Przyjaciel to ktoś, kto daje Ci totalną swobodę bycia sobą."

"Nawet gdy przyjaciel działa wbrew Tobie, wciąż jest Twoim przyjacielem."

"Egoizm jest trucizną przyjaźni."

"Przyjaciele- jedna dusza w dwóch ciałach."

"Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować."

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła
zapominają jak latać."

"Przyjaźń zawsze jest pożyteczna, a miłość często bywa szkodliwa."


Dziękuję Ci, za to, że te cztery miesiące temu
zacząłeś spamować mi na asku pytaniami
wziętymi z kosmosu.

Dziękuję Ci za to, że przyjąłeś moje zaproszenie
na facebooku.

Dziękuję Ci za to, że od tamtej pory mam kogoś,
kto jest zawsze przy mnie i mam nadzieję,
że nigdzie nie odejdziesz.

Dziękuję Ci za to, że tego pierwszego stycznia
zadzwoniłeś do mnie i od tej pory mogłam słyszeć
Twój głos codziennie.

Dziękuję, że jesteś taką osobą, przed którą nie boję się
pokazać bez makijażu, z mokrymi włosami, z czerwonymi oczami,
w dresie i za dużej bluzie.

Dziękuję, że każdego dnia jesteś ze mną
i nigdy nie ignorujesz moich problemów.

Dziękuję Ci, że potrafisz zrobić z siebie totalnego debila
i idiotę malując twarz markerem tylko dlatego,
żeby zobaczyć mój uśmiech.

Dziękuję, że jesteś.

Bez Ciebie nie umiałabym już żyć.


     Moim najlepszym uczynkiem ostatnich miesięcy było podarowanie Gnijącemu Prosiuna, bo po pierwsze chyba Prosiunowi jest tam lepiej, a Gnijący ma kawałek mnie przy sobie. Przydałoby się wysłać mu jeszcze cukierków xD Przy następnej okazji ;) 



     Dlatego nie idę na Walentynkową imprezę szkolną. Zamiast tego po prostu pogadam sobie z Gnijącym i postaramy się nie płakać w ten durny dzień. Okej. Muszę... Iść się pouczyć i ogólnie coś zrobić, bo jakoś tak się zaczyna robić dziwnie, a Gnijącego nie ma.
     A! Do Emota dotarła paczka. Napisał tylko 'Dziękuję ;'*'... Eh. Okej. Do przeczytania.

Zapomniana


sobota, 1 lutego 2014

1 lutego 2014


'Ostatnio rzadziej piszemy, bo ma wiele problemów, z którymi trudno jest jej się uporać.
A ja nie chcę jej dokładać tylko kolejnych.
Nie umiem jej nawet pomóc, choć bardzo bym chciał.
Czasem czuję się bezsilny i zbędny...'


'Teraz jednak nie mogę już się poddać...
Mam dla kogo żyć...'


      W dzisiejszym odcinku 'Użalań Zapomnianej' chciałabym przeanalizować dwa powyższe cytaty i moje życie. Jednak długo mnie tu nie było i chyba powinnam zacząć od początku. Jestem w 99,9% pewna, że Emot tu nie wejdzie i nie przeczyta, co mam do powiedzenia. Jeśli jednak czytasz to, proszę zrozum mnie i postaw się na moim miejscu. Spróbuj na chwilę poczuć to, co czuję ostatnio ja.


     Emot ostatnio przechodzi... wyjątkowy okres. Okazało się, że nie może już się związywać z facetami. Jak to ja- powinnam się ucieszyć. Z drugiej jednak strony bardzo martwiłam się o Gnijącego. Dodatkowo Emot poznał Charlotte... Wiedziałam, że będzie jak będzie i nie myliłam się. Gnijącemu powiedział o ich związku nieco później niż mnie. W pierwszym momencie nie chciało mi się płakać, ale to był taki czas, gdzie wszystkie moje zmysły i odczucia były obojętne. To mniej więcej tyle ze wstępu o Emocie.


     Czuję się jak śmieć, jak coś nic nie wartego. Dla niego. Mam Gnijącego. Jest zawsze. Przynajmniej do tej pory był. Mamy siebie i myślę, że dzięki temu jest nam łatwiej. Jednak to nie zmienia faktu, że brakuje mi Emota. Nie wiem, czy się zmienił, czy po prostu go lepiej poznałam. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez Gnijącego. Chyba nie poradziła. Chyba oboje siebie teraz nawzajem potrzebujemy. I w tym momencie chciałabym przejść do kolejnej sprawy, ale to będzie takie chaotyczne.

Przypomina mi, że nie jestem nikim.


     Przejdziemy do analizy? Okej. Pierwszy cytat to fragment podziękowania dla mnie z bloga Emota. Dostałam furii i szału, i napadu płaczu, i dwa metry dokopane do mojego doła. Dlaczego? Szczególnie dotknął mnie fragment 'Ostatnio rzadziej piszemy, bo ma wiele problemów, z którymi trudno jest jej się uporać.' Szkoda tylko, że nie wspomniał, że jednym z największych jest on sam. A raczej to, w jaki sposób się przez niego czuję. Dalej napisał, że nie umie mi pomóc, choć bardzo by chciał. Bardzo by chciał?! A w ogóle próbował?!
     Za każdym razem, gdy piszę do niego z problemem, on mówi 'Oj', dodaje jedno zdanie i zaczyna mówić o sobie. Nie chcę o nim tak myśleć, ale teraz pierwsze określenie, które przychodzi mi na myśl po wspomnieniu o Emocie to 'egoista'.
     Gdy powiedziałam to psycholog, nie mogłam powstrzymać płaczu. Ryczałam ze pięć minut, bo kocham go i nie chcę tak o nim myśleć. Jednak nie mam też zamiaru się okłamywać, myśląc, że to wszystko moja wina. Bo chyba nie, prawda?
     Ten wpis zabolał mnie niemiłosiernie. Jakbym czytała kłamstwa. Wszystko tak ładnie zatuszował. Nie wiem czy wie, ale jest w tej sprawie jedyną osobą, która mogłaby mi pomóc. Jednak mam wrażenie, że przeszkadzam mu i woli spędzać czas na pisaniu z Charlotte, niż na wyciąganiu mnie z doła. Cóż...Z resztą drugi cytat nie jest lepszy....


     Na miejscu Gnijącego i na swoim z resztą też, poczułam się jak śmieć! Jak mógł to napisać...? Nie rozumiem. Nie znaczyliśmy dla niego nic? Dla nas nie musiał żyć? Poczułam się jak ktoś, kto pomagał mu gdy było źle, poświęcał swój czas na to, by poprawić coś w jego życiu, a potem, gdy znalazł się ktoś kto może dać mu coś więcej- odsunął się pod pretekstem MOICH PROBLEMÓW. Sad... 


      Nareszcie ma dla kogo żyć... Ale poprzedni wpis był gorszy. Rozmawiałam wtedy z Gnijącym i jak wróciłam z kuchni zobaczyłam... Tak kruchą, załamaną i bolącą osobę... Że moje serce prawie pękło. Miał tego nie czytać. Jednak Emot nie wie, że Gnijący zagląda tam dosyć często.
     Pisał... O tym jak mu TERAZ dobrze, że W KOŃCU jest szczęśliwy, dodał zdjęcia z nią... Bolały. Ryczałam. Nie tak bardzo jak Gnijący, ale ryczałam.


     Dziś idą się spotkać. Jest już luty, a on do tej pory nie dostał paczki na święta. Szczerze? Nie jestem pewna, czy chcę mu ją dać. Co jak Niewiema też oleje? Z resztą. Jeżeli... nadal tak będzie, po prostu poproszę o zwrot. Boję się tego co będzie. Obrzydliwie mi źle. Mam dosyć. Nie umiem już wytrzymać...


     Ostatnio mniej jem. Chudnę. Hehehe. Fajnie. Jednak żeby wyglądać tak jakbym chciała chudnięcie nie wystarcza. Musiałabym ćwiczyć. A nie chce mi się na razie. 
     Wczoraj zrobiłam bałagan w pokoju <jupi> będę miała co dziś sprzątać. No i może znów posprzątam w szafie, bo pokój nie jest aż tak zasyfiony. Hehehe. 
     No i mam ochotę płakać. Tak fajnie. Jestem w takiej tajnej grupie na fb, gdzie dziewczyny dzielą się swoimi problemami i dostają pomoc. Matko... Ja bym tak nie mogła. Z resztą większość tych problemów to 'Co mam kupić chłopakowi/przyjaciółce na urodziny? ;o' albo 'Jakie książki mi polecicie?' no ale są też 'Przyjaciółka mnie okłamała, srata tata, nie wiem czy nadal się z nią przyjaźnić...' Ta. O! Teraz ktoś dodał post o wadzie zgryzu. Jezu jak ja bym chciała wrócić do takich problemów. 



     Z resztą nie tylko z Emotem jest gorzej. To samo mogę powiedzieć o Legioniście. Był taki czas gdy rozmawialiśmy cały czas, spędzaliśmy razem przerwy, chodziliśmy na spacery. Wiecie co? Zapragnął wrócić do swojej dziewczyny. Ale ona go olała. To znaczy chce się z nim przyjaźnić. Tylko, że jakby chciał się przyjaźnić z nią, to ze mną nie może.
     Większość w szkole mnie nienawidzi. W klasie czuję się jak intruz. A może czułam. Teraz jestem niewidzialna. Tak bardzo.
     We wtorek od samego rana płakałam w szkole. Ciągle widziałam Gnijącego na korytarzu. Jak idzie w moją stronę z uśmiechem i rozpostartymi ramionami, ale to tylko złudzenie. Usiadłam za biurkiem na podłodze na świetlicy u pani psycholog. Miałam mieć lekcje z dyrektorką, więc przyszła do mnie i zapytała, co się stało. Nic jej nie powiedziałam, poszłam na lekcje. Potem psycholog zwolniła mnie z polskiego i całą godzinę siedziałam u niej.
     Mam wrażenie, że dopiero gdy Legionista upewnił się, że Tamtej nie ma w szkole (chora), podszedł do mnie i zapytał co się dzieje. Szepnęłam 'nic' i ominęłam go zgrabnym ruchem. Oczywiście nie poszedł za mną.


     W środę obudziłam się i zaczęłam płakać. Jakoś wybłagałam mamę, żeby nie puściła mnie do szkoły. Warunkiem było to, że musiałam się wytłumaczyć przed wychowawczynią i tatą. Zgodziłam się. Miałam jakieś wyjście? 
     W czwartek poszłam i wypróbowałam moją maskę. Jest całkiem niezła. Potem okazało się, że Legionista rozmawiał z Elfem i przeprosił ją i tak dalej. A do mnie wysłał jednego sms'a... A potem nie odpisywał. Czuję się świetnie c:


     Dodatkowo chyba pokłóciłam się z Nim... W zasadzie nie wiem. Matko jestem okropna. Może to rzeczywiście wszystko moja wina? Może to ja stwarzam wszystkie problemy? Ludzie nie mogą ze mną wytrzymać. Nie dziwię im się. Sama ledwo ze sobą wytrzymuję.
      No i nie miałam trochę kontaktu z Kawą. Nie odpisywała mi bo na początku nie chciała mnie martwić (była w szpitalu), a potem skończyły się jej sms'y. Więc większość tego tygodnia nie miałam z Nią styczności... Wczoraj porozmawiałyśmy i wyryczałam się jej w słuchawkę... Jestem jej za to bardzo wdzięczna.


     Jednak jest jedno takie miejsce, w którym zapominam o tym wszystkim. Choć tylko na około dwie godziny. Koło mojej szkoły jest biblioteka publiczna. Poprzednia bibliotekarka skutecznie odstraszała... ludzi a przede wszystkim młodzież. Teraz gdy jest tam trochę nowocześniej, są lepsze książki, dostęp do internetu i kobieta z uśmiechem więcej osób się tam kręci.
     W wejściu wita mnie jej mała córka, dostaję herbatę i siadam w kącie przy komputerze. Czasem piszę, czasem czytam, albo bawię się z tą małą. 
     Usłyszałam, że rodzice muszą być ze mnie dumni, że lubi jak przychodzę do biblioteki, że można ze mną porozmawiać i jestem bardzo dojrzała. Mam zainteresowania i jestem wychowana oraz ułożona. Nie można się nie uśmiechać słysząc takie słowa od ledwo poznanej osoby. Jako, że jesteśmy sąsiadkami i często siedzę do zamknięcia, podwozi mnie do domu i nie muszę łazić po tym śniegu. Mój mały raj.



     To chyba tyle na dzisiaj. Jakoś tak... Nie wiem. Nie czuję się nie wiadomo jak lepiej. Ale przynajmniej się wygadałam. Okej idę wspierać Gnijącego, bo zaraz się widzi z Emotem.. Eh. Do przeczytania.

Zapomniana




Don't f*cking cry