środa, 17 sierpnia 2016

17 sierpnia 2016

     Jednak wracam, bo czemu nie. Dlaczego mam odebrać sobie tę wygodę rozładowywania emocji gdzieś, gdzie nikogo tym nie zranię. Choć trochę żałuję, że znów nikt tu nie wchodzi. Z drugiej strony znów mam wolność słowa. Mogę spokojnie napisać, że Zboczona Syrenka jest poje*any i dziś go nienawidzę, bo zdenerwował mnie do granic możliwości. Mogę napisać, że Gnijący to pieprzony dziad, którego celem życiowym jest najwyraźniej bałaganienie w mojej  głowie. Mogę napisać, że nienawidzę Rynny i Jego, mimo że wiem, że to kłamstwo. Ale może od początku.

     Wystarczyło wrócić do tej pieprzonej Polski, żeby wszystko zaczęło się od nowa. Pierwsze plotki ze wsi wystarczyły, żeby obudzić mnie z niesamowitego, amerykańskiego snu. AŚ nie dość, że pisze z MN to w dodatku całował się z WL, co jest OBRZYDLIWE. Podobno narobiła mu w cholerę malinek. No i oczywiście nie może znaleźć dla mnie czasu, bo po co? Najlepsze jest to, że jego wymówki są coraz poważniejsze. Ostatnio- wypadek na skuterze. No okej. Spoko. Ale dziwnie się tłumaczył. Że wysłałby mi zdjęcie, ale telefon mu się zepsuł bla bla bla... Nie wiem, kij. Nie ważne. To i tak nic.

     Tam Rynna i On i w ogóle cała reszta się nie odzywają. A ja jak głupia czekam. Mam trochę dosyć tego wszystkiego, boli mnie coraz bardziej. 

     No a dziś ZS w końcu odpisał. Pisałam do niego, publikowałam posty, komentowałam zdjęcia, robiłam wszystko co mogłam, ale on i tak konsekwentnie to zlewał. Dziś raczył mi odpisać, że jest zajęty i jak zawsze wymówka, że nie ma internetu i z nikim nie pisze, a zdjęcia dodaje jego "menager".... Śmiechu warte. No i oczywiście zdarzyła mu się kolejna życiowa tragedia. Ale on "w trasie" no nie. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Ja jestem zawsze na każde zawołanie, a jego raczej nic nie obchodzi. Z resztą sam napisał, że mu już wszystko jedno. Tak na serio, jeżeli chodzi o mnie, zawsze mu było wszystko jedno. I w tym momencie mam do niego żal. Przejdzie mi. Znów będę na zawołanie.

     Pamiętacie, jak ostatnio pisałam, że jestem wdzięczna Gnijącemu za to, że przynajmniej on się określił i powiedział, żebym spieprzała? Coś mu się odwidziało, bo tydzień temu do mnie napisał. W swoim stylu powiedział moje imię i nazwisko i tak rozmowa się toczyła. Dopóki KL nie uświadomił mi, że to nie w porządku, że nie powinnam pozwalać na takie traktowanie. Odzywa się po prawie roku i piszemy jak gdyby nigdy nic? Okazało się, że zerwał z chłopakiem, bo nie chciał być już nikim. I że wie, że zje*ał. I żałuje. Ale nie przeprosił. Nie wie też, czego chce i na razie musi uporządkować życie rodzinne i poradzić sobie z nieciekawą opinią, która krąży na jego temat w okolicy.
     Myślę, że chce wrócić, ale jest mu głupio. Może wie, że mnie wykorzystuje i to co mi robi nie pierwszy i nie ostatni raz mnie zaboli. Gdybam tylko. Ale jeżeli to ja miałabym decydować... Chciałabym, żeby wrócił. Tęsknię za nim, brakuje mi go. I jestem gotowa na kolejny cios. Jestem przygotowana, wiem, że to że jest dziś nie oznacza, że będzie jutro. Ale wspólne, dobre chwile z nim są cenniejsze i większe niż kolejne rozczarowanie i odejście. Chciałabym zaryzykować.
     Ale chciałabym też, żeby wiedział sam czego chce. Przyznał to. Żeby się określił. Bo nie chcę go do niczego zmuszać, nie chcę, żeby potem wyszło na to, że tylko ja jestem zaangażowana w tę przyjaźń. 
    Rozmawiałam dziś o tym z psycholog. Chyba nie powiedziała nic konkretnego. Zrobiła tak, że to ja powiedziałam wszystko, trochę od samej siebie dowiedziałam się czego chcę. I teraz chcę, żeby się określił. Chcę wiedzieć na czym stoję...

     No i właśnie. KL. Ja nie wiem, co mnie łączy z tym chłopakiem. Niby się przyjaźnimy, ale nie jesteśmy przyjaciółmi. Niby ze sobą kręcimy, ale tak na serio nie traktujemy tego poważnie. Niby mam gdzieś co robi z tymi wszystkimi laskami, ale jego K mnie denerwuje i w pewien sposób jestem o nią zazdrosna(?). Niedługo wraca do Warszawy i chce się ze mną spotkać. Boję się i nie wiem, czy to się uda, ale byłoby fajnie. Chciałabym mieć pewność, że istnieje naprawdę i taką świadomość, że mam w Warszawie kogoś na kim mogę polegać. 

     Coś mnie gryzie. W nogi.Więc gaszę światło, wyłączam laptopa i staram się zabić tegoż owada lub inne pełzające stworzenie. Fu. Oby dobranoc.

czwartek, 28 lipca 2016

28 lipca 2016 WRÓCIŁAM, PRZECZYTAJ

     Nie wierzę, że udało mi się odzyskać hasło do tego bloga. I po co w ogóle to zrobiłam? Nie do końca wierzę w to, że jeszcze ktokolwiek tu zagląda oprócz mnie od czasu do czasu. I nagle zapragnęłam tu wrócić. Tak. Znów w celu takim jak zawsze, do tego, do czego Zapomniana została stworzona. Przykro mi.

     Jestem właśnie w części jadalnej domu mojej cioci w Evansville. Tak. Wakacje w USA, które dobiegają już końca. Czy to z tego powodu mam ochotę nie żyć? Nie do końca, choć trochę pewie też. Nie jestem pewna, czy to właśnie tu, w Stanach jest moje miejsce na ziemi, ale wiem, że było mi tu lepiej. W Californii, przy fantastycznych kuzynach i siostrzeńcach. No ale przejdźmy do właściwej części, nie piszę przecież po to, żeby powiedzieć jak fantastyczny był ten miesiąc.
     Dużo się zmieniło od ostatniego czasu, jeżeli chodzi o ludzi, o moją sytuację... fizyczną, bo w psychice chyba dopiero rozpoczynają się zmiany. Myślałam, że dobrze mi idzie, ale to nie prawda. Czeka mnie dużo dłuższa, bardziej męcząca i pełna rozczarowań rola. Myślę, że będę sobie uświadamiała to, ile ludzi już nie ma i nie będzie nigdy. Nie pamiętam już ksywek z tego bloga. Intuicyjnie ponazywam te postacie z mojego życia. 

     Zaczniemy od klasyka. Gnijący (omg, pamiętam), zgnił. W moim życiu. Z jednej strony cholernie mnie boli jego nieobecność, a z drugiej, jestem mu bardzo wdzięczna, bo przynajmniej postawił sprawę jasno, wiem na czym stoję. Już. Tumblr pozbył mnie złudzeń. Jeden post. Kilka krótkich, zimnych zdań. I jedno kliknięcie "usuń post". Wszystko jasne. Mam iść swoją własną drogą, nie mieszać się do jego życia. Zaglądam tylko przez okno. Facebook, choć mało tam dodaje, tumblr, choć tam tematyka głównie zwierzęca (Gnijący jest vege), snapchat, który czasem boli, no i instagram. Obserwuję go. On mnie nie, ale co jakiś czas lajkuje parę zdjęć. Na przykład dziś. I tak się zastanawiam... czy czasem o mnie myśli, czy po prostu to moje schizy. Jestem ciekawa czy nadal jest ze swoim chłopakiem. Nie mogę tego wywnioskować z żadnego z okien jakie mi pozostawił. 
     Tęsknię za nim, choć wiem, że to już nie jest on. I wiem, że to już nie jestem ja. Zmieniliśmy się. To bolesna zmiana, ale nikt nie powie, że zła. Bo nie jest zła. To po prostu... zmiana. Mimo wszystko czasem chciałabym go z powrotem. Chciałabym móc z nim pisać do późna. Narzekać na szkołę. Rozmawiać na skype i wysyłać paczki. I kłócić się o głupoty i martwić się o siebie nawzajem. Tęsknię za przyjaźnią. "Ktoś kto przestał być twoim przyjacielem, nigdy nim nie był". Gówno prawda. Ludzie się zmieniają. Po prostu. 
     
     Moja zboczona syrenka... (mężczyzna, żeby nie było). Od jakiegoś czasu (dłuższego), odzywa się raz na dwa, trzy tygodnie. Teraz nawet dłużej. Nie wiem, czy mam mu to za złe. Trochę zaczyna mi być to obojętne. Tylko trochę. Mam wrażenie, że on nigdy nie dojrzeje. Zawsze będzie trochę naiwny, i nie do końca zrozumie innych ludzi. Ale też nikt do końca nie zrozumie jego. Tęsknię za nim, miał się pojawić u mnie w maju. Potem zapomniał, że w wakacje wyjeżdżam na pięć tygodni, nie sądzę, że się zobaczymy. Jest za bardzo zajęty "modelowaniem". Muszę przyznać, że jest lepiej ale nie jakoś bardzo lepiej. Tylko trochę, i nadal nie podoba mi się estetyka tych zdjęć. No ale nie piszę po to, żeby krytykować jego działalność. 

(Idzie cholernie duża burza, nie żebym się bała, ale te chmury wyglądają przerażająco.)

     Z Winxem już wszystko w porządku, ale w związku z kłótnią z Syrenką zerwał ze mną kontakt i powiedział, że nie chce mnie znać. Skończyło się tak, że po dłuższym czasie przeprosił z płaczem, błagając o wybaczenie. Oczywiście, wybaczyłam. W końcu go kocham. 

(W telewizji mówią, że to huragan. Super.)

     Szkolni idioci to nadal szkolni idioci. Nadal kocham i uwielbiam i w ogóle, ale  nie  mogę czasem z nimi wytrzymać. Mają swoje odpały. Taki Misiek na przykład. Stwierdził ostatnio, że się we mnie kochał te dwa lata. Ale teraz chyba już nie... nie rozumiem. I chyba lepiej , żebym nie rozumiała. Albo taki Puchatek. Z tym to też była akacja. Świnia. Ale go uwielbiam, dobrze, że "to" skończyło się jeszcze zanim się na serio zaczęło.

     Chwilowy romans z Chefem (od Master Chefa, nie próbujcie zrozumieć) skończył się oddaniem nerki i złudnej nadziei. Mam mu to za złe i gdyby teraz się odezwał... Powiedziałabym, że kogoś mam, tylko po to, żeby zrobić mu na złość. Chyba, że wymyśli jakąś łzawą historyjkę, na którą oczywiście polecę, ale... po pierwsze: nie wróci, po drugie: nie wymyśli żadnej historyjki, po trzecie: nie polecę na nią, bo jest ktoś inny, i to chyba byłoby nie fair. Choć chyba już jest nie fair. Piszę o nim... bo to dzięki niemu uświadomiłam sobie, że pierwszy raz od kilku lat nie jestem zakochana. Nie jestem zakochana w Nim.

     Dziwek. Kurde tak do niego pasuje ta ksywa. Ale nie, nie będę taka wredna. Może po prostu... Tragiczny. Tak. Idealne. Odrobinę przypomina Tatuażystę, z tym, że on nie jest zakochany w jednej dziewczynie od lat. Ale też lubi seks bez zobowiązań. Nie daje żadnych nadziei, A między nami... jest dziwnie. Jeżeli wchodzi w to "całowanie" to po prostu zabawa (kiedy się taka stałam?), ale... chyba się przyjaźnimy. Co nie znaczy, że jestem jego przyjaciółką. Podkreśla to. Jestem koleżanką. Dziwny typ, ale go lubię i gdyby on też zniknął, wkurzałabym się kolejną dziurą, bo już przyzwyczaiłam się, że jest.

     No i do tego dochodzi Bias (TAK, BIAS, choć nie aż tak). Uwielbiam go, jest słodki, ale nie znam go kompletnie i on chyba nie che poznawać się przez internet. Ale bardzo chce się spotkać. I jest naprawdę kochany i uroczy. Jak z nim piszę i przypominam sobie o Tragicznym, to tak mi dziwnie, jakbym robiła coś złego. Robię? Nie wiem. Nic nie rozumiem, jeżeli chodzi o tę relację. Znam go tyle samo co Tragicznego. To znaczy piszę z nim tyle samo, bo znam go od dawna, ale był jakimś takim nieosiągalnym fejmem w świecie polskiego K-POPu. 

     Jeżeli chodzi o moją J, to jest dobrze. To raczej nie przyjaźń, ale kocham ją. Tęsknię za nią teraz, nie mogę się doczekać jak się zobaczymy. Wiem, że kiedyś będę jej musiała za wiele podziękować. I zrobię to. Najpiękniej jak tylko potrafię. 

     Chyba przyszła pora na dwie najbardziej bolesne dla mnie osoby z powiązaniem do kilku innych. 

     Rynna... Tak dawno z nią nie rozmawiałam. Tak bardzo za nią tęsknię i tak bardzo czuję się zraniona tym, że odeszła. Bo odeszła, prawda? No właśnie. Chciałabym wiedzieć na pewno. Chciałabym, żeby wszystko było jasne. Żeby napisała. Napisała jak jest teraz. Bardzo mi jej brakuje i przez chwilę miałam Fashion na jej miejsce, ale ona też zniknęła odkąd wróciła do Niego. Tak. Dobrze czytacie. Fashion (dawna Malina np.) jest znów z Nim. Ale o tym zaraz. Rynna jeżeli to czytasz....
     Nie każę Ci wracać. Nie chcę Cię zmuszać do czegoś, co może być dla Ciebie niewygodne. Nie chcę, żebyś robiła coś, czego nie chcesz. Ale myślę, że należy mi się choć słowo. Jedno słowo. Nawet jeżeli miałoby ono brzmieć "spadaj", "koniec" lub "żegnaj". Anything hurts less than the quiet. Choć oczywiście marzę o tym, żebyś wróciła. Tęsknię za Tobą i czasem nie mogę znieść tej pustki. 

     On też zniknął. I sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana niż z Rynną. Ehhhh. Właśnie ręce mi opadły i nie wiem co pisać. Było blisko. Prawie z Nim byłam. Ale On nigdy by mnie tak nie pokochał, szkoda, że nie zdałam sobie z tego sprawy wcześniej. I przez swoje uczucie Go straciłam. Chyba. Bo wiem, że zerwał ze mną kontakt, żebym "ruszyła dalej". Ruszyłam. Ale Jego nadal nie ma. A bardziej niż za miłością, tęsknię za najlepszym przyjacielem. Dałabym bardzo dużo, żeby wrócił. Nie zdajecie sobie sprawy. Ale nie zamierzam go do niczego zmuszać. Dlaczego miałabym? Bo mi zależy? Jeżeli jemu nie zależy, to gdzie jest sens w tym wszystkim? No i jest z Fashion, ma Hakera, po co miałabym mu być jeszcze ja. Tylko problem. Ale tak samo myślę, że zasługuję na choć jedno słowo. Bo to nie fair. To nie fair, że On wie wszystko, a ja nadal mam tylko nadzieję. Nie chcę się do Niego teraz zwracać. List i cukierki leżą na moim biurku. To miał być prezent na urodziny, ale J chyba o tym zapomniała, a mnie nie było w kraju. Nie dostał ode mnie ani słowa na urodziny. Trochę czuję się z tym winna, ale... ygh. Nie wiem. Nie skończyłam z nim. Moje serce nie pozwala. I nigdy nie pozwoli. Dopóki nie dostanie rozkazu z jego ust. Boję się. I naprawdę czekam....

     A co ze mną? Chodzę do psychologa i psychiatry. Witam i żegnam ludzi. Zamykam, otwieram rozdziały mojego życia, ale nadal nie wiem gdzie jestem. Jestem zagubiona bardziej niż kiedykolwiek. Niedługo zacznie się ostatni rok mojej obowiązkowej nauki, zaraz będę musiała napisać maturę i gdy o tym myślę, chcę nie żyć. Bo nie wiem, co dalej. Nie mam pojęcia, co zrobić z moim życiem... Moje hobby to też... Ygh. Niczego nie jestem pewna, nie wiem czego chwytać, boję się wszystkiego. Ataki mam rzadsze ale to przez to, że nie ma czynników, które mogłyby go wywołać. Leków teraz nie biorę. Nie wiem, po prostu przestałam. No i mam nauczanie indywidualne. Podoba mi się. Mam jeden cel. Czerwony pasek. To tyle z moich założeń, nie śmiem myśleć dalej. Boję się.
     Ostatnio mam dziwne stany. Nie jestem ani szczęśliwa, ani smutna. Jestem w nicości, nie odczuwam nic, pustka. Brak emocji. Nie mogę płakać, ani szczerze się śmiać. To tak denerwujące... taki stan zawieszenia. Wolałabym być ciągle smutna... 
     
     Cholera tęsknię za Wami. Czasem nienawidzę Was, ale potem uświadamiam sobie, że wcale nie Was, tylko siebie i to, co się ze mną dzieje. Nie wiem, co robić. Nie wiem jak mam naprawić, nie wiem jak iść dalej bez Was. To trudne. Gdybym tylko dostała słowo. Jedno słowo. Instrukcję... Błagam. Pomóżcie mi... nawet jeżeli to miałby być ten ostatni raz...

Zapomniana 

niedziela, 5 kwietnia 2015

5 kwietnia 2015

Od dawna nie czułam takiego głodu.
Od dawna tak bardzo... mnie nie bolało.

"Czuję się bardzo samotna. Czuję, że powoli znikam. Nie umieram, jestem ścierana. Jak rysunek potraktowany gumką. Blaknę. Jest tylko mój niewyraźny zarys. Ale to męczy. Gdy ktoś znów rysuje, poprawia mój kontur, a potem ściera. I tak w kółko. Kiedyś ta kartka się zniszczy. Skończy. Porwie."

czwartek, 26 marca 2015

26 marca 2015

Nie musisz tego czytać.

Mam już wszystkiego dość. Mam dość tej depresji jeżeli to w ogóle jest depresja. Mam dość nienawiści do siebie. Mam dość denerwowania innych moim stanem. Jestem zmęczona. Nie chce mi się żyć. Mam wrażenie, że wszyscy mają do mnie pretensje gdy zdejmuję maskę. Lub gdy ją zakładam. O co chodzi. Kim, czym mam być? 
Gubię się.
Próbuję znaleźć sens. Ale wszystko znów się pomieszało. Cały ten syf jest nie do wytrzymania. I zastanawiam się tylko co ja tu robię. I czemu robię to źle.
Co teraz? Jak? Nie mam siły.
Po ostatniej lekcji szybko wyszłam ze szkoły, żeby iść sama. Słuchawki w uszy, wiadomość do Gnijącego, ciężkie kroki, wciąż pod górę. Nie chciałam iść od razu do taty. Co jakiś czas z nieba na ziemię spadała kropla deszczu. Deptak. Usiadłam na najbliższej ławce, przyglądałam się ludziom.
Niektórzy spacerowali, sami albo z drugą połówką, przyjacielem. Inni się spieszyli. Matki z wózkami jakby zmęczone, dzieciaki wracające ze szkoły, kozakująca młodzież i Ci niewidzialni. Każdy z nich inny. Ludzie są ciekawi.
I pojawiła się ona. Tatoo. Radosna. Przysiadła się, nie miała pretensji, że z nią nie wracałam. W duszy jej za to dziękowałam.
- Co tu robisz? Dlatego nie jesteś w domu czy gdzie tam?
- Muszę pomyśleć.
- Tak o życiu?- kiwam głową- No ale troszkę ci przeszkodzę (...)
Nie przeszkodziła. Przyjechał chłopak, na którego czekała i zajęła się nim. A ja myślałam nadal.
Patrzyłam na jakiegoś starszego pana, gdy podszedł do mnie pies. Nie jestem w stanie nawet go opisać. Dotknął mojego kolana nosem i położył się niedaleko ławki. Obserwował ludzi jak ja przed momentem. Wydawał się smutny. Zastanawiałam się, czy nie dać mu mojej kanapki, której nie miałam siły gryźć. Jednak wyobraziłam sobie, że przez to przywiąże się do mnie i będzie chciał za mną iść. I pokochałam go w tym momencie. I będzie dotrzymał mi kroku, aż na przejściu na pieszych wpadnie pod samochód. I go stracę. Zaczęłam płakać. Cicho. Nikt nie zauważył. Może tylko niebo. Zaczął padać deszcz.
Oswajam ludzi, idą za mną, chcą za mną iść. Zaczynam ich kochać. I ich tracę. Niektórych bezpowrotnie. Niektórych na chwilę. Przez to, że za mną poszli doznali urazu. Cierpienia.
Dlatego kanapka została w mojej torbie, a ja w martwym punkcie.
Boję się.
Boję się.
Bardzo się boję.
Pomocy.

Nie musiałeś/łaś tego czytać.

środa, 11 lutego 2015

11 luty 2015

     Witam ponownie. Jestem Zapomniana, będę pisała tu o tym, jak bardzo mnie wszystko boli i jak bardzo nie mam siły. Zainteresowani? Tak? Zapraszam dalej. Nie? To wypad. 

sobota, 8 listopada 2014

8 listopada 2014

     Myślałam, że to będzie miesiąc najgorszych wpisów w historii tego bloga, ale nie. Nie koniecznie i nie do końca. Może zacznę od tych negatywnych aspektów...
     Znów zawiodłam. Tym razem Kawę. Nie mam siły pisać, o co chodzi, bo już dziś za dużo razy płakałam. Tak czy inaczej, zawaliłam. I jestem tego świadoma. I nie wiem co mam robić. I nie mam siły. Znów zawiodłam. Oprócz tego Emot się nie odzywa, boli mnie to, ale nic na to nie poradzę. Skoro mi nie odpisuje... pewnie ma powód. Gnijący... Tak. Nie. Nie wiem. Chyba nie powinnam... Ja już po prostu nic nie wiem.
     On jest przy mnie i to mnie jeszcze trzyma na nogach... Bardzo mu za to dziękuję. To jedyna osoba, która jest przy mnie i sprawia, ze zapominam, bądź wierzę w to, że nie zawsze zło jest z mojej winy. Pluso-minusem jest fakt, że coraz bardziej lubię nową szkołę. To niby dobrze, ale ja chciałam się przenieść, a teraz nie wiem co mam robić. Z jednej strony chcę być blisko Niego, a z drugiej się boję. Koleguję się z Tatoo, lubię się z nią bić na lekcjach, ale nie chcecie wiedzieć, jak wyglądają nasze zeszyty i podręczniki ;-; Różnimy się w zasadzie diametralnie, ale dobrze nam siedzieć razem. Odwala nam konkretnie. Tak sam ze Skautem xD Ale Skaut to gówno. Z resztą jak ja. Chamidło jakich mało, ale co poradzę na to, że go uwielbiam?
     Poza tym poznałam Miśka. Misiek jest bardzo podobny do mnie. A raczej ja jestem podobna do niego, bo jest rok starszy. Znamy się mega krótko, a mam wrażenie, jakbym od dzieciństwa się z nim zadawała. Przy nim... czuję się bezpiecznie. Jakbym zatrzymała czas i nie musiała się o nic martwić. W piątek byliśmy w parku i rozmawialiśmy godzinę siedząc na ławce. Jutro też się spotkamy, bardzo się cieszę. 
     Oprócz tego poznałam kilka osób z pewnej grupy tanecznej, uwielbiam ich. Namawiają mnie, żebym do nich dołączyła, ale... Kurczę. Nie chcę do nich dołączyć, a potem zawieść odchodząc, bo się przeprowadzam. Muszę wszystko przemyśleć. 
     Jutro mam nadzieję, że będzie dobry dzień. Spotkanie z Miśkiem, a potem do teatru z Soo. Oby nic się nie popsuło, a znając mnie i moje szczęście... No właśnie. 
     Na dziś to wszystko. Nie chcę pisać o niczym złym. Nie teraz. 

Zapomniana

niedziela, 2 listopada 2014