1
DWA ŚWIATY
Nigdy nie
zapomnę, jak poznałam Doriana. To tak głupia historia, a jednak nie wyobrażam
sobie, że mogłoby stać się inaczej.
Rok przed jego
poznaniem założyłam bloga, na którym zamieszczałam swoje opowiadania i czasem
zdjęcia. Były one średniej jakości, ale z tygodnia na tydzień szło mi coraz
lepiej. Pamiętam, że kilkanaście dni po rocznicy pod moim najnowszym wtedy
opowiadaniem ktoś dodał komentarz. „Podobno faceci nie płaczą… To dlaczego ja
ryczę?” Pod treścią był email i link do bloga. Z ciekawości kliknęłam w niego i
znalazłam się na mrocznej stronie internetowej. Wpisy były smutne i poetyckie.
Zakochałam się w nich.
Nie miałam
pojęcia, jaki dodać komentarz. Chciałam napisać wiele rzeczy, ale nie
wiedziałam jak ubrać je w słowa. Już miałam zaczynać, gdy do pokoju wszedł
Kamil- mój chłopak. Nie za bardzo interesowało go moje blogowanie. Najchętniej
po prostu chodziłby ze mną na imprezy, których nie cierpię i gadał wciąż o
meczach siatkarskich.
Poznanie Amelii było czymś, czego
raczej nigdy nie zapomnę. Może nie od początku się przyjaźniliśmy, ale od
początku wiedziałem, że jest inna.
Miałem znajome, które często podsyłały
mi linki z różnymi stronami. Zazwyczaj chodziło o tak zwane „lajkowanie” lub
„hejcenie”. Pewnego dnia takim spamem obdarzyła mnie Sandra. Znudzony
otwierałem link po linku zupełnie bez celu. Nagle przysłała mi dość dziwny
adres internetowy. Blog?
JA: Sandra? Co to
jest?
SANDRA: A! Sorki.
Miałam to wysłać do Anki. Nic ważnego.
Wchodząc na stronę nie wiedziałem, że
zmieni to całkiem sporo w moim życiu.
Wyglądała… słodko. W negatywnym tego
słowa znaczeniu. Róż i zieleń wydawały mi się za bardzo beztroskie i dziecinne,
ale moją uwagę przykuło zdjęcie. Była na nim blondynka, z niesamowitym
spojrzeniem. Nie wiedziałem, kto to jest, ale podejrzewałem, że administratorka
tej „Krainy Szczęśliwości”. Pod fotografią napisane było opowiadanie.
Przeczytałem je na jednym oddechu powstrzymując łzy, ale na końcu nie dałem
rady. Płakałem jak dziecko. Dlaczego?
- Co to jest? A raczej kto?- zapytał Kamil wskazując na
zdjęcie chłopaka o ciemnym spojrzeniu i ciemnofioletowych włosach. Kucnął obok
mnie na podłodze i pocałował w szyję.
- Blog. Chłopak nazywa się Dorian. Skomentował moje
opowiadanie, popatrz- Kamil wodził wzrokiem po tekście i wybuchnął śmiechem- Co
cię tak bawi?
- Baba. Żeby beczeć na romansach…- przewalił oczami.
- On przynajmniej ma odwagę się do tego przyznać i… ma
uczucia w przeciwieństwie do niektórych…
- Mówisz o mnie?
- Ja nie powiedziałam, że chodzi mi o ciebie.
- Ale to miałaś na myśli, tak?
- Być może.
Kamil zrobił
mi awanturę, że on ma uczucia i nie mam prawa nawet myśleć, że jest inaczej.
Przemilczałam całe krzyki wracając do bloga. Już jakiś czas temu nauczyłam się
żyć z Kamilem. Nie był to związek idealny, ale który związek taki jest?
W pewnym
momencie krzyknął na mnie i zarzucił, że go ignoruję. Podszedł do mnie, więc
automatycznie wstałam. Zamachnął się na wysokości mojego policzka.
- Kamil! Ty jesteś normalny?!- krzyknęłam na niego.
Wymierzył cios i gdybym nie cofnęła się na łóżko chodziłabym z wielkim
siniakiem na twarzy.
Spojrzałam na
niego zaszklonymi od łez oczami i wskazałam palcem drzwi.
- Wyjdź…- Kamil spojrzał przerażony na swoją dłoń i przetarł
nią twarz- Wyjdź…- powtórzyłam.
- Mela… Przepraszam… Nie chciałem.
- Wyjdź! Wyjdź, rozumiesz?!
Gdy posłuchał
mojego polecenia osunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach. Jak on
mógł chcieć mnie uderzyć?
Spojrzałam na
leżącego obok laptopa. Nie zastanawiałam się dłużej. Skopiowałam adres mailowy
Doriana i zaczęłam pisać wiadomość. Zupełnie nie wiem, dlaczego.
Wyjątkowo nudny wieczór. Choć może nie
„wyjątkowo”, bo zazwyczaj wszystkie były nudne. Czytałem jakąś książkę i co
chwilę odświeżałem tablicę na facebooku. Po pięciu minutach lektury znów
spojrzałem na monitor. Zobaczyłem komunikat „1 nowa wiadomość” na poczcie.
Zdziwiony kliknąłem na tą zakładkę. Dosyć rzadko dostawałem prywatne
wiadomości. Kliknąłem w zaznaczony mail i zacząłem czytać.
Hej Dorian.
Mam na imię Amelia.
Widziałam, że czytałeś jedno z moich opowiadań. W komentarzu zapytałeś,
dlaczego „ryczysz”. Chcę odpowiedzieć na to pytanie.
Patrząc na Twoją
stronę miałam wrażenie, że jesteś inny. Lepszy. Mimo, że los dał Ci w kość.
Jesteś kimś wyjątkowym, niebojącym się samego siebie, swoich uczuć i emocji.
Doceniam to.
Mam wrażenie, że
można Ci ufać. Czytałam wpisy z samego początku. Ta dziewczyna nie
zasługiwała na kogoś takiego. Ja teraz mam podobną sytuację, ale mam
nadzieję, że wszystko się jeszcze ułoży.
Będę śledziła
Twojego bloga- to mogę Ci obiecać.
Pozdrawiam- A.
|
Przeczytałem wiadomość trzy razy.
Literka po literce analizowałem tak dokładnie, jak tylko się dało. Czyli nie
jest dzieckiem, które ukazuje się w różowo-zielonym wyglądzie jej strony?
Chciałem odpisać, ale nie wiedziałem,
co. Wziąłem wdech i zacząłem stukać w klawiaturę.
Nie
wiedziałam, dlaczego to napisałam, a tym bardziej, dlaczego wysłałam. Chyba
utożsamiłam się z jego historią. Miałam nadzieję, że nie wyśmieje tej
wiadomości, choć nie wyglądał na takiego.
Zmęczona
natłokiem wrażeń wyłączyłam telefon, wykąpałam się i poszłam spać. Ale tej nocy
zasnąć nie mogłam.
Przebudziłam
się po hibernacji w okropnym nastroju. Pół nocy płakałam i myślałam o
wszystkim. Jednego byłam pewna. Tego dnia nie chciałam widzieć Kamila.
Zeszłam na dół
z laptopem, usiadłam przy wyspie i zrobiłam kawę. Ojca jak zwykle nie było.
Trzy powiadomienia na facebooku, zero komentarzy na blogu, nic nowego na
tweeterze. Ale jedna nowa wiadomość na poczcie… Lekko podenerwowana otworzyłam
maila.
Hej Amelia.
Nie sądziłem, że dostanę odpowiedź na moje pytanie od
kogokolwiek, jednak cieszę się, że napisałaś. Mimo, że mnie nie znasz
oceniłaś moją osobę po tym, co piszę? Odważnie. Doceniam to.
Dziękuję Ci za te słowa, choć sądzę, że jest inaczej.
Jestem zdziwiony, że cofnęłaś się do początków mojej strony. Cieszy mnie to.
Ja także pochodziłem po Twojej stronie. Piszesz coraz
lepiej. I masz talent. Nie zmarnuj go, dobrze?
Co do podobnej sytuacji… Musisz popatrzeć w przyszłość.
Czy ten związek w ogóle masz szansę przetrwania.
Jeśli chcesz możesz mi o wszystkim opowiedzieć. To mój
numer gg: 12983476.
Pozdrawiam, Dorian.
|
Czyli wziął
wiadomość na poważnie. Cieszyłam się z tego faktu. Ale czy miałam do niego
napisać? Wahałam się kilka dni, aż wysłałam do Doriana moje pierwsze „Cześć
:)”.
Czekałem kilka dni na wiadomość od Amelii.
Pomyślałem, że może nie chce nawiązywać nowych znajomości, więc nie chciała
pisać? Jednak piątkowego popołudnia dostałem od niej pierwszą wiadomość na gg.
Mela Cześć :)
Chwilę zastanawiałem się, czy odpisać,
czy udawać, że wiadomość nie doszła, lub jej zwyczajnie nie zauważyłem. Ale
byłem ciekaw tej dziewczyny.
Na wierzchu zupełnie różniła się ode
mnie, ale czytając jej opowiadania miałem wrażenie, że nie jest do końca
szczęśliwa będąc taką „sobą”.
Ty Hej :)
Mela Dziękuję za podanie numeru. Sama bym pewnie o niego nie poprosiła.
Ty Nie ma za co. Co u Ciebie?
Mela Stabilnie… A u Ciebie?
Pisaliśmy chwilę o niczym, aż
zapytałem, co się dzieje w jej związku, że ma trudną sytuację.
Mela Widzę, że nie owijasz w bawełnę ;p Mój chłopak… Mam z nim małe
problemy.
Ty Olewa Cię?
Mela Raczej próbuje zwrócić na siebie uwagę… siłą.
Ty Jak to…? Bije Cię?!
Mela Nie… Próbował uderzyć.
Zatkało mnie. Jak można uderzyć
dziewczynę? Zastanawiałem się chwilę, co mam jej odpisać.
Ty Mówiłaś o tym komuś?
Mela To bez sensu…
Ty Zerwałaś z nim?
Mela Nie umiem… nie mogę. I chyba nie chcę.
Ty A co, jak Cię w końcu uderzy?
Mela Wtedy się będę martwiła.
Próbowałem namówić ją, żeby powiedziała
o tym komuś zaufanemu, albo żeby przemyślała, czy ich związek ma jakiś sens.
Ale nie chciała mnie słuchać.
Widziałem w niej strach, ale zarazem
determinację. Pewnego rodzaju niewinność i słabość, ale jednocześnie ogromną
siłę i potęgę. Wtedy tego nie rozumiałem.
Dwa światy, a tak zbliżone do siebie…
2
NIGDY, NA ZAWSZE
Nie
wiedziałam, co się dzieje. Otwierałam się przed Dorianem bardzo szybko.
Potrafił wyciągnąć ze mnie informacje, których nikt nie był w stanie wydobyć.
Gdy rozmawialiśmy nie czułam żadnego skrępowania. Mogłam gadać z nim o
wszystkim. On też opowiadał mi o sobie.
Pisaliśmy z
dnia na dzień coraz częściej. Zaprzyjaźniliśmy się. Ja już miesiąc nie
odzywałam się do Kamila. Raz odpisałam mu, ale on mnie olał. Któregoś dnia ktoś
zapukał do drzwi.
Z napchanymi
kanapką ustami poszłam otworzyć. Przekręciłam zamek i nacisnęłam na klamkę.
Przełykając jedzenie wytrzeszczyłam oczy na widok mojego chłopaka.
- Musimy pogadać- minął mnie w drzwiach i szybkim krokiem
poszedł do kuchni.
Poszłam za
nim, choć się bałam. Bez żadnego skrępowania usiadł na krześle i przyglądał się
mi, gdy sprzątałam z wyspy. Zniecierpliwiony uderzył pięścią w stół. Usiadłam.
- Musimy porozmawiać.
- O czym?
- O nas.
- O nas?
- Chyba nie zerwaliśmy?- spojrzał na mnie jak na głupią.
- Nie. Nie zerwaliśmy- próbowałam być opanowana.
- Więc zerwijmy.
Zatkało mnie.
Czy on powiedział, żebyśmy zerwali? Byłam tak roztrzęsiona, że nie wiedziałam,
co powiedzieć. Byliśmy ze sobą rok. Nigdy nie doszło do takiej sytuacji, a ja
nie byłam na to przygotowana.
- Dlaczego… Dlaczego chcesz zerwać?
- Nie odzywasz się do mnie, nie odpowiadasz na sms’y.
- A wiesz dlaczego?!
- Przecież cię nie uderzyłem!
- Ale chciałeś!
- Nie ważne. Nie ma sensu tego ciągnąć. Cześć Amelia- po
prostu wstał i wyszedł.
Nie
wiedziałam, co robić. Usiadłam w rogu kuchni i zaczęłam płakać. Chwyciłam
komórkę leżącą na blacie i zadzwoniłam do Doriana.
Jeszcze leżałem w łóżku, gdy mój
telefon zaczął dzwonić. Zdziwiony spojrzałem na wyświetlacz. Mela? O tej porze?
Wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo?- w odpowiedzi
usłyszałem rozpaczliwy płacz- Mela? Co się stało?- natychmiast usiadłem i
usiłowałem uspokoić przyjaciółkę.
- On…- łkała ciągle.
- Uderzył cię?!
- Nie… On…- kolejny
wybuch- Zerwał ze mną…
Nigdy nie miałem większej ochoty
przytulić kogoś. Ale to było niemożliwe. Za duża odległość nas dzieliła. I to
tak bardzo bolało.
- Amelia…Spokojnie.
Wiem, że to boli. Naprawdę wiem, ale to nie koniec świata. On po prostu na
ciebie nie zasługiwał, rozumiesz?
- Nie! Nie rozumiem!-
kolejny napad płaczu- To ja na niego nie zasługiwałam!
- Co?! Mela!
Oprzytomniej! To debil! Bezwartościowy. Jesteś niesamowitą dziewczyną, jesteś
cudowna i taki idiota nie powinien cię ranić…- płakała dalej.
Serce mi pękało. Nie mogłem zrobić nic
więcej. Nie mogłem do niej pobiec i mocno przytulić. Mogłem tylko pocieszać
słowami, co i tak niewiele dawało. Ona płakała dalej, a ja byłem bezradny.
- Przepraszam…-
powiedziała nagle.
- Za co?- nie za
bardzo rozumiałem.
- Zawracam ci głowę…
przepraszam- pociągnęła słodko nosem. Mimowolnie uśmiechnąłem się.
- Nie masz mnie, za co
przepraszać. Przecież się przyjaźnimy. Tylko żałuję, że jestem tak daleko…-
znów pociągnęła nosem jakby miała się zaraz rozpłakać.
- Tęsknię za tobą…
- Ja za tobą też
księżniczko…
Wtedy zrozumiałem, że ta tęsknota jest
najgorsza. Najbardziej boli i rani. Tęsknić za kimś, kogo się nie widziało na
oczy. Nie mieć żadnych wspomnień związanych z tą osobą, a tęsknić. Najbardziej
na świecie.
Dlaczego powiedziałam, że tęsknię? Dlaczego zadzwoniłam?
Jego głos mnie uspokajał. Umiał mnie słuchać. I naprawdę potrzebowałam go obok,
jednak to nie było możliwe. Dzieliły nas kilometry.
Dorian nie
chciał się rozłączać. Nie chciał mnie zostawiać. Ale ja nie mogłam zabierać mu
czasu. Obiecałam, że niedługo zadzwonię i rozłączyłam się. Poszłam się przebrać
i umyć twarz. Z mojego makijażu zostały tylko rozmazane smugi tuszu i podkładu.
W łazience
popatrzyłam w lustro. W moje oczy. Uwielbiałam je. Wtedy migotały ze smutku. Od
łez. Policzki lśniły bladym różem, a usta były czerwone od przygryzania. Na
wewnętrznej stronie były nawet poranione, bo zawsze to robiłam, gdy płakałam.
Do obolałych warg przyłożyłam płatek kosmetyczny, a po pięciu sekundach był już
prawie cały nasączony świeżą krwią.
Krew.
Nigdy się nie
cięłam. Nie rozumiałam tych ludzi. Ale w tamtym momencie poczułam potrzebę
wzięcia w dłoń żyletki. Zaczęłam grzebać w szafce z lekami, jednak niczego nie
znalazłam.
Nagle
usłyszałam dźwięk sms’a. Zdenerwowana chwyciłam telefon.
OD: Maryśka
Zerwaliście??
Jak mogła
dowiedzieć się tak szybko? Czyżby Kamil oznajmił to wszystkim na facebooku?
Sprawdziłam. Ani jednego posta.
DO: Maryśka
Skąd to wiesz?
~
OD: Maryśka
Widziałam wczoraj Kamila z jakąś laską w kinie.
Myślałam, że to Ty, ale potem zorientowałam się, że to chyba ta Kinga. Całowali
się i wgl… Znaczy już parę razy jakiś czas temu ich widziałam, ale tym razem
zupełnie się nie krył…
Nie mogłam
uwierzyć w to, co czytam. Momentalnie do oczu ponownie napłynęły mi łzy.
Pytałam siebie, jak on mógł mi to zrobić. Jednak nie doczekałam się odpowiedzi.
Bezsilna klęknęłam na błękitnych płytkach łazienki i złapałam się za włosy.
Miałam ochotę wyrwać je razem ze skórą głowy. Wściekła i zrozpaczona wstałam i
spojrzałam w lustro wręcz wyjąc z bólu, który przeszywał mnie całą. Utworzyłam
z dłoni pięść i z całej siły uderzyłam szklaną ściankę jednej z szafek. W
jednej sekundzie na podłodze pojawiło się milion kawałków rozbitej szyby.
Przerażona tym, co zrobiłam usiadłam ponownie na podłodze i chwyciłam jeden z
ostrych kawałków.
Mała, cienka
linia płynęła ciepłym strumieniem po moim nadgarstku.
Cały czas myślałem o Amelii. Gdy się
wykąpałem poczułem, że muszę natychmiast ją zobaczyć. Coś było nie tak.
Chwyciłem komórkę i wybrałem numer dziewczyny.
- Wejdź na skype’a- powiedziałem
stanowczo.
- Ale po co-
słyszałem, że płacze.
- Nie pytaj, tylko
wchodź. Nie przyjmuję odmowy.
Rozłączyłem się i uruchomiłem laptopa.
Po pięciu minutach Mela była dostępna. Zadzwoniłem do niej. Gdy odebrała
zauważyłem, że wyłączyła kamerkę.
- Włącz widok.
- Wyglądam okropnie…
- Nie obchodzi mnie
to. Chcę cię zobaczyć…- posłuchała mnie.
Na ekranie pojawiła się zdruzgotana
dziewczyna z pięknymi, migoczącymi oczami. Włosy spięła w rozsypujący się kok.
W za dużej, męskiej, krwistoczerwonej bluzie wyglądała tak niewinnie i krucho.
Usta niemal dorównywały barwą do bluzy. Kości policzkowe wyglądały jak
oprószone różowym pudrem.
- Proszę, nie płacz…-
zauważyłem jak łza spływa po jej policzku.
- Nie mogę…- zamknęła
powieki.
- Amela, popraw
kamerę.
Uniosła jedną dłoń poprawiła ekran
laptopa. Rękaw bluzy osunął się do łokcia i moim oczom ukazały się czerwone,
spuchnięte ślady.
- Co to jest?-
spytałem wściekły.
- Co?- błyskawicznie
zakryła swoją rękę.
- Nie jestem głupi, a
na pewno nie ślepy! Pokaż ręce…
Chwilę ociągała się, ale pod naciskiem
podwinęła rękawy i pokazała nadgarstki. Znałem te rany. Zbyt dobrze. Nie
zrobiła ich sobie żyletką… Sam podwinąłem rękawy i brutalnie pokazałem
nadgarstki dziewczynie.
Miałam nadzieję, że tego nie zauważy. Wiedziałam, że będzie
zły. Nie spodziewałam się, że sam pokaże mi swoje ręce. Wiedziałam, że kiedyś
się ciął, ale nigdy nie rozmawialiśmy o tym. Byłam tego świadoma tylko z
niektórych wpisów na jego blogu.
- Te blizny są stare!- krzyknął- Ale jeszcze raz sobie coś zrobisz…
a przyrzekam Ci, że znów będą świeże…
Dopiero teraz
zauważyłam, że po policzkach Doriana spływały łzy. Nie chciałam tego.
Żałowałam, że zgodziłam się na tą rozmowę. Mogłam przewidzieć, że coś
podejrzewa. Przestraszona zamknęłam oczy. Nie mogłam znieść widoku tak wielu
blizn na ciele Doriana.
- Nadgarstki to nie wszystko…
- Nie chcę widzieć…- szepnęłam zdruzgotana- Nie chcę…- chyba
teraz dostrzegł moje przerażenie.
- Dobrze… Już spokojnie. Przepraszam…
Nie mogłam
otworzyć oczu. Skulona w sobie płakałam jak dziecko. Cały czas próbował mnie
uspokoić, ale jego głos był coraz odleglejszy. Jakby nieco przytłumiony.
- Amelia… Proszę. Spójrz na mnie.
Mimowolnie
otworzyłam oczy. Nie wiem, dlaczego. Jego głos w końcu do mnie dotarł. Cała
drżałam. Nie mogłam powstrzymać dygotania warg. Nie mogłam spojrzeć na ekran.
- Proszę… Spójrz na mnie- podniosłam wzrok na Doriana-
Widzisz? Martwię się o ciebie. Nie chcę żebyś robiła sobie krzywdę. I to w
dodatku przez takiego debila jak Kamil.
- Wiem…
- Przepraszam, że krzyczałem. Poniosło mnie. Nie chcę żebyś
się krzywdziła. On nie jest tego wart.
- Zdradzał mnie. Cały czas miał mnie w dupie.
- Jak to?
- Maryśka napisała mi, że widziała Kamila z Kingą. W dodatku
nie pierwszy raz. I nie ostatnio, tylko jakiś czas temu… Zdradzał mnie.
Już nie
płakałam. Nie miałam czym. Oczy mnie tylko piekły, a gardło bolało od
zaciskania. Dorian patrzył na mnie z nieokreślonym wyrazem twarzy. Jakby był
zły. Ale i smutny. Trochę stęskniony.
Widziałem jak cierpiała. Słyszałem jej
kruszące się serce. Czułem jej ból. Nie tylko fizyczny. Chciałem z niej to
zabrać. Żeby ona już nie płakała. Nie mogłem nic zrobić i to mnie przytłaczało.
***
Kilka tygodni później po południu
dostałem na facebooku wiadomość. Była ona od Maryśki- koleżanki Meli. Nie
miałem pojęcia, co ode mnie chciała.
MARYSIA: Hej.
JA: Cześć.
MARYSIA: Mógłbyś
powiedzieć mi, co się dzieje z Melą? Z tego, co wiem, ostatnio tylko Ty masz z
nią jakikolwiek kontakt.
JA: Nie wiem czy Mela
chce o tym rozmawiać z innymi, więc nie wiem czy mogę powiedzieć, co się
dzieje.
MARYSIA: Ale chyba
powinnam wiedzieć dlaczego się tnie…
Byłem w szoku. Amelia obiecała, że nie
zrobi sobie więcej krzywdy. Nie wiedziałem, co robić. Nic nie odpisując
dziewczynie odszedłem od komputera i pobiegłam do łazienki.
Ja nie łamię obietnic.
Otworzyłem szafkę i z górnej półki z
samego tyłu wyjąłem doskonale ostrą żyletkę. Bawiłem się nią przez chwilę, a
potem płynnym ruchem rozciąłem nią skórę na nadgarstku. Potem nieco wyżej i
wyżej. Cały czas myślałem o Amelii. O tym jak cierpi i o tym, że nie mogę jej
pomóc.
Spojrzałem na swoją rękę. Była cała
czerwona. Tak samo jak podłoga. Tak dobrze znany mi widok. Dotknąłem świeżych
ran, odnowionych blizn.
Zadzwonił telefon. Usiadłem obok wanny
i parzyłem jak krew kapie na podłogę. Odebrałem telefon. Dopiero teraz
zauważyłem, że płaczę.
- Dorian…
- Hej Mela.
- Co się stało?- w jej
głosie słyszałem niemały strach.
- Nic. Co miałoby się
stać?
- Nie udawaj. Słyszę,
że płaczesz. Co robisz?
- Nie musisz wiedzieć.
Tak samo jak ja nie musiałem- chwilę milczała, aż w końcu odezwała się głosem
nasiąkniętym łzami.
- Odłóż to…
- Za późno.
Rozłączyła się. Co zamierzała? Co ja
miałem robić w tej sytuacji? Oddzwoniłem do przyjaciółki. Nie odbierała.
Naprawdę zacząłem się martwić.
Gdy się rozłączyłam napisałam do Maryśki. Zapytałam, co mu
powiedziała. Mogłam się domyślić, że przed nim niczego nie ukryję. Zaczął do
mnie dzwonić, a ja bałam się odebrać. Nie wiedziałam, co mogłabym mu
powiedzieć, ale gdy dzwonił piąty raz pomyślałam, że może powinnam jednak
odebrać.
- Czy ty oszalałaś?! Odchodziłem od zmysłów!
- Przepraszam… Ja też się martwiłam.
- Miałaś sobie nic nie robić.
- To nie takie proste…
- Wiem… Ale… Obiecałaś.
- Pierwszy raz złamałam obietnicę. Przepraszam- milczeliśmy
chwilę- Chcę cię zobaczyć.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Proszę…
Zgodził się i
po chwili rozmawialiśmy już na skype’ie. Chwilę wahał się czy pokazać mi swoje
ręce, ale w końcu skierował przeguby w stronę ekranu.
- Przepraszam- szepnęłam przez łzy- Przepraszam…- mówiłam
coraz ciszej.
- Cholera!
Nie mogłem patrzeć na jej łzy. To było nie
do wytrzymania. Ta cholerna świadomość, że nie mogę jej nawet przytulić. Tak
bardzo chciałem być teraz obok niej.
- To ja przepraszam…
Błagam cię, nie płacz, bo serce mi pęka. Wybacz mi.
- Nie masz, za co mnie
przepraszać… To ja zawaliłam na całej linii.
Znałem ją na tyle dobrze, że
wiedziałem, że zwali wszystko na siebie. Nie rozumiałem, czemu miała tak niską
samoocenę. Przecież była cudowna. Genialny materiał na przyjaciółkę. Nigdy nie
bagatelizowała problemów innych. Starała się ze wszystkim jak tylko mogła.
Czasem nienawidziła swojej bezradności w niektórych sprawach. Tak jak ja czułem
się w tym momencie. Rozumiała mnie, a ja ją. Nienawidziłem swojej bezradności i
bezsilności.
- Tak bardzo chciałbym
być teraz przy tobie. Spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że to nie twoja wina.
Tak, żebyś uwierzyła. Bo to nie prawda, że zawaliłaś na całej linii. To Kamil
zawalił.
- Błagam…- płakała
cały czas- Przyjedź tu do mnie.
3
ODNALEŹĆ SIEBIE
Nie mogłam już
wytrzymać tej sytuacji. Nie miałam nikogo bliskiego. Maryśka miała swoją paczkę
i tylko czasem się mną interesowała. Jedyną osobą, do której mogłam się
przytulić był Kamil. Ale jego już nie było. Bardzo doceniałam obecność Doriana,
ale to nie to samo, co znajomość, spotykanie się i rozmawianie na żywo.
Okazuje się,
że można tęsknić za kimś, kogo nigdy się nie widziało. To jeszcze gorsze niż
tęsknota za kimś, kogo się zna. Chciałam spotkać się z Dorianem. W tamtym
momencie pragnęłam tego najbardziej na świecie.
- Bardzo bym chciał, ale wiesz, że to nie jest takie proste.
Widziałam, że
jest smutny. Że też nienawidzi bezradności. Że chciałby w magiczny sposób
przenieść się do mojego pokoju. I po prostu być. Nie musielibyśmy rozmawiać.
Wystarczyłaby mi wtedy jedynie jego obecność, której tak bardzo potrzebowałam.
Chciałam czuć jego ramię obok mojego. Chciałam się w niego wtulić i wypłakać.
Chciałam delikatnie gładzić jego blizny mając nadzieję, że przyniesie mu to
ulgę. Czułam się winna tego, co sobie zrobił. Byłam też lekko zła na Maryśkę.
Akurat wtedy musiała wtrącać się w moje sprawy?
Chciałam z nią
porozmawiać, więc powiedziałam o tym Dorianowi i rozłączyłam się, obiecując, że
wkrótce zadzwonię. Pospiesznie wybrałam numer do dziewczyny i poprosiłam, żeby
do mnie przyszła. Na początku próbowała się wyplątać, ale nalegałam, więc się
zgodziła. Czułam, ze nie chciała się ze mną widzieć. Może bała się, że będę
miała do niej pretensje o to, że napisała do Doriana?
Wyrywając się
z myśli zaczęłam sprzątać mój pokój i wyobrażać sobie spotkanie z Dorianem. Na
pewno byłoby fajnie. Na pewno odczułabym ulgę.
Nie wiedziałem, o czym myśleć po rozmowie z
Amelią. Widziałem jak cierpiała i nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałem się
jak dotrzeć do niej najszybciej. Niedługo koniec wakacji, więc nie zostało
wiele czasu. Nie wiedziałem nawet jak mam oznajmić rodzicom, że chce jeszcze
wybrać się na drugi koniec Polski. Uznaliby, że zwariowałem.
Siedziałem zamyślony przed laptopem,
gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Nie wiem, dlaczego przemknęło mi przez myśl, że to
Mela. Chyba podświadomie tego chciałem. Znudzony wstałem z miejsca i poszedłem
otworzyć. Przekręciłem zamek, nacisnąłem klamkę i zamarłem.
- Cześć- przede mną z
uśmiechem na twarzy stała Marta.
- Eee… cześć?- nie
ukrywałem zdziwienia. Bo co ona tu właściwie robiła?
Z Martą byłem trzy lata. Znaliśmy się
od zawsze. Od zawsze ją kochałem i nie wyobrażałem sobie bez niej życia. Do
momentu, gdy nie znalazła sobie kogoś innego i zerwała przez sms’a. Nigdy się
do niej więcej nie odezwałem. Rzadko się widywaliśmy i nawet nie wymienialiśmy
się zwykłym, głupim ‘cześć’. Byłem załamany. To przez to zerwanie zacząłem się
ciąć. Zmieniłem się. Nie miałem zamiaru być takim samym, miękkim i naiwnym
Dorianem.
Od czasów Marty z nikim nie byłem. Nie
mogłem i nie chciałem. Ale oprócz dziewczyny straciłem też najlepszą
przyjaciółkę. To bolało, ale dawałem radę z pomocą Filipa. To on uratował mnie,
gdy chciałem się zabić.
Czego ona tu chciała? Bo ja nie
chciałem widzieć jej na oczy do końca życia. Nie wyobrażałem sobie, jak miałaby
wyglądać nasza rozmowa.
Ale ona tu stała. I czekała na
zaproszenie. A ja nie wiedziałam, co robić. Spojrzałem jej w oczy i momentalnie
zatęskniłem. Nie chciałem za nią tęsknić…
Widziałam, że Maryśka jest zdenerwowana. Niepewnie weszła do
środka i rozejrzała się po wnętrzu. Zaprosiłam ją do siebie do pokoju, bo
wiedziałam, że zaraz może wrócić tata.
- No, co tam?- próbowała być wyluzowana.
- Po prostu chciałam wiedzieć, dlaczego napisałaś do
Doriana- odparłam naturalnie.
- Chciałam wiedzieć, dlaczego się tniesz. Martwiłam się.
- Ale przecież mogłaś mnie zapytać. Powiedziałabym ci.
- Więc mi powiedz, bo od niego niczego się nie dowiedziałam-
wzięłam głęboki wdech i zaczęłam jej opowiadać wszystko od początku. Od
nieudanego uderzenia Kamila, przez wsparcie Doriana, aż po zerwanie. Ani razu
mi nie przerwała, a to do niej nie podobne. Odezwała się dopiero, gdy
skończyłam- Nic nie wiedziałam…Myślałam, że miesiąc temu, gdy przestałam
widywać was razem, po prostu mieliście sprzeczkę, albo wyjechałaś gdzieś na
wakacje. Dopiero, gdy zobaczyłam, że jawnie wozi się z tą szmatą domyśliłam
się, że zerwaliście. Nie wiedziałam, że tak niedawno…A ten dupek…- zacisnęła
pięści- Jak go spotkam, to zabiję.
- Nie ma potrzeby. Kinga i tak go rzuci. A ja mam wsparcie u
Doriana.
- No właśnie… Dorian. Coś między wami jest?- zapytała z
zaciekawieniem.
- Gigantyczna odległość- westchnęłam- Przyjaźnimy się. To
cudowna osoba- uśmiechnęłam się smutno- tylko szkoda, że mieszka na drugim
końcu Polski…
Bez skrępowania skierowała się do mojego
pokoju i usiadła wygodnie na łóżku. Była taka sama jak zawsze. Może miała nieco
doroślejsze rysy twarzy. Nadal chodziła w skórzanych kurtkach, krótkich,
jeansowych spodenkach i butach na wysokim obcasie. Nadal farbowała włosy na
czarno i prostowała tak, że nic nie było w stanie zepsuć jej fryzury. Blada
cera zawsze mnie w niej kręciła. Miała kolczyk w wardze i cztery w uchu.
Niebieskie oczy spoglądały na mnie spod wachlarza rzęs. Założyła nogę na nogę i
uśmiechnęła się zalotnie.
- Po co przyszłaś?-
nie spodobał jej się ton jakim zadałem pytanie, bo wyprostowała się i
skrzyżowała ręce na piersi.
- Tęskniłam za tobą…
- Naprawdę?- odparłem
sarkastycznie.
- Tak. Zerwałam z
Miłoszem. On nie był taki jak ty- uśmiechnęła się do mnie szelmowsko i
przygryzła dolną wargę. Poczułem ciarki na plecach.
- Myślę, że właśnie,
dlatego ode mnie odeszłaś- przewróciłem oczami mając nadzieję, że nie zdaje
sobie sprawy, co ze mną wyprawia.
- Wydoroślałeś
kochanie. Przepraszam cię za tamto. Byłam głupia. Ty zawsze przy mnie byłeś, a
ja cię tak potraktowałam. Ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę, prawda?-
znów rozluźniła ciało i ponętnie na mnie spojrzała.
Patrzyłem na jej twarz. Na włosy. Na
usta i oczy. Tak dobrze je znałem. Tak długi czas za nimi tęskniłem. Tak długo
pragnąłem mieć je na własność z powrotem. Wiele razy śniłem o Marcie i budziłem
się z mokrymi policzkami. Tak bardzo mnie zraniła. Tak bardzo była egoistyczna.
- Wyjdź- powiedziałem
ostro i wskazałem drzwi.
Gadałyśmy około dwóch godzin. Przepraszała mnie, że nie było
jej ze mną, gdy to wszystko się działo, bo w końcu się kumplujemy. Od razu
powiedziałam, że nie mam do niej żalu i podziękowałam, że przyszła. Obiecała,
że częściej będziemy się widywać i wszyła. Byłam zadowolona, że to się tak
skończyło.
Spojrzałam na
wyświetlacz mojego telefonu. Ani jednej wiadomości. Zdziwiłam się. Dorian miał
oglądać swój ulubiony serial, a zawsze go komentuje podczas jakichś
niesamowicie ważnych dla niego akcji. Postanowiłam do niego zadzwonić.
- Hej. Jak tam serial?
- Amelia, nie mogę teraz rozmawiać. Oddzwonię- i po prostu
się rozłączył.
Nie miałam
zielonego pojęcia, co się mogło stać. Chciałam wiedzieć, ale nie mogłam nic zrobić.
Z jego głosu nie mogłam nic odczytać. Ani smutek, ani radość, ani złość. Głos
był zupełnie bezbarwny. Patrzyłam na wyświetlacz komórki i zastanawiałam się,
co robić. Takiej bezradności też nie lubiłam. Nie lubiłam czekać.
Lekko przestraszyła się mojego tonu, ale
wstała i powoli zmierzała ku drzwiom, przy których stałem. Odgarnęła ciemne
włosy, przygryzła znów usta i w końcu podeszła do mnie. Czułem jej oddech na
swojej szyi.
- Przecież wiem, że ty
też za mną tęsknisz misiu.
Lekko pogładziła dłonią moje ramię i
musnęła ustami moją szyję. Już wiedziałem, że przepadłem. Mocno chwyciłem ją w
talii i popatrzyłem w oczy. Biła z nich satysfakcja. Była dumna, że umiała mnie
omamić. Pogładziłem dłońmi jej biodra i pocałowałem namiętnie w usta. Objęła
swoimi dłońmi moją twarz. Kochałem, gdy to robiła. Chwiejnym krokiem zaciągnęła
mnie w głąb pokoju. Położyłem ją delikatnie na łóżku nie przestając całować.
Jej włosy rozlały się na poduszkę. Oderwała się ode mnie. Uśmiechnęła
łobuzersko i włożyła pod koszulkę zimne dłonie, którymi zaczęła gładzić moje
plecy. Powolnym ruchem zdjęła ze mnie bluzkę i pocałowała lewy obojczyk.
Rozpiąłem jej skórzaną kurtkę i uniosłem luźny, biały t’shirt, przez który i
tak było widać jej płaski brzuch i cudowny biust. Powoli kąsałem dziewczynę po
brzuchu. Raz, drugi, trzeci. Wplątała swoje dłonie w moje włosy i bawiła się
nimi. Usiadła i szybko zdjęła kurtkę i bluzkę rzucając ubrania gdzieś na
podłogę. Znów położyła się i jeździła długimi paznokciami po mojej klatce.
Przyciągnęła mnie nagle do siebie i ugryzła moją dolną wargę, po czym namiętnie
mnie pocałowała. Jej oddech stawał się coraz szybszy i płytszy. Odnalazła
zapięcie moich spodni i rozpięła guzik i rozporek, a ja wsunąłem dłonie pod jej
plecy i szukałem zapięcia stanika. Gdy już je znalazłem i odpiąłem znów zaczęła
mnie całować. Nagle… zadzwoniła moja komórka.
- Cholera!- krzyknąłem
budząc się z klątwy- Co ja robię?!- jak oparzony odskoczyłem od Marty i
odebrałem telefon.
- Amelia, nie mogę
teraz rozmawiać. Oddzwonię.
Starałem się mówić jak najnormalniej,
ale nie wiem czy mi się to udało. Ubrałem się i rzuciłem ciuchy Marcie.
- To twoja
dziewczyna?- zapytała kąśliwie.
- Po co wpuściłem cię
do domu!?- krzyknąłem wściekły- Wyjdź! Rozumiesz?!- włożyła kurtkę i
zdenerwowana wyszła z mieszkania.
Po godzinie odebrałam telefon od Doriana. Słuchałam, jak
próbował spokojnie mówić. To, co do mnie wtedy dotarło to to, że była u niego
Marta i chciała do niego wrócić. Resztę mówił tak niespokojnie, że nic nie
zrozumiałam.
- Spokojnie. Wdech…- mówiłam powoli- Powiedz od początku, co
się działo- westchnął i powiedział wszystko w skrócie.
- Rozłączyliśmy się, przyszła ona, chciałem ją wyprosić,
pocałowała mnie- znów zaczął mówić szybciej i niezrozumiale bełkotać- prawie
wylądowaliśmy w łóżku, zadzwoniłaś, wyprosiłem ją. A raczej wyrzuciłem.
- Co?!- nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Może słuch
płatał mi figle?
- Wyrzuciłem ją?
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Jak to… w łóżku.
Przespaliście się?!- zapomniałam, że on jest pełnoletni i tak dalej, a ja byłam
małolatą.
- Prawie- zaznaczył- Nie mam pojęcia jak to się stało!
Dziękuję, że zadzwoniłaś.
- Zawsze do usług… A gdybym nie zadzwoniła…
- Nie chcę nawet o tym myśleć!- przerwał mi.
- Mógłbyś do niej wrócić?
- Nie wiem. Może… To skomplikowane. Ona bardzo mnie zraniła,
Amela. Bardzo. I nawet nie wiem, czy jest tego świadoma.
Rozmawialiśmy
o Marcie. Potem o wizycie Maryśki i o tym, że mam sobie nic więcej nie robić.
Tym razem starałam się nic nie obiecywać, bo to wszystko nie jest takie łatwe.
Nie trudno się pogubić i po prostu zabłądzić. Wiedziałam, że on też starał się
nie obiecywać. Zwłaszcza, że wróciła Marta i wszystko może się zdarzyć.
Mela to osoba, która naprawdę była mi wtedy
potrzebna. Rozumiała mnie jak nikt, choć była między nami różnica wieku. Mogłem
powiedzieć jej wszystko, a ona nigdy nie krytykowała mnie, ani tego, co robię.
Zawsze starała się wyobrazić, że jest w mojej sytuacji. Czasem się ze mną nie
zgadzała, ale mówiła szczerze i byłem jej za to wdzięczny. To prawdziwa przyjaciółka,
za którą codziennie dziękowałem Bogu.
Obejrzeliśmy razem dziesięć odcinków
‘Pingwinów z Madagaskaru’ i poszliśmy spać. Jednak nie mogłem zasnąć.
Zastanawiałem się, czy napisać do Amelii. Bałem się, że ją obudzę, więc zamiast
tego czytałem nasze pierwsze rozmowy.
‘Tak. To nie przypadek, że dostałem
link, do tego bloga. Nic nie dzieje się przez przypadek.’ Pomyślałem, zamknąłem
oczy i zasnąłem.
4
NA ODLEGŁOŚĆ
Przez kolejne
dwa miesiące Marta dalej wręcz nachodziła Doriana. Rok szkolny trwał, ale ja
nie mogłam się na niczym skupić. Wszystkie myśli krążyły wokół Kamila, Doriana
i Marty. Co dziwne nie uszło to uwadze mojego ojca, który jak się okazało miał
manię na punkcie moich ocen, które zawsze jako-tako go zadowalały. Pewnego dnia
zrobił mi awanturę, że nie daję z siebie nawet połowy, że nie przykładam się do
pracy i wszystko mam gdzieś. Tylko, że on nie wiedział, co się w moim życiu
działo. W dodatku martwiłam się o Doriana, bo jego stan zdrowia zaczął się
pogarszać. Ale mojego ojca mało to obchodziło i nawet nie miał zamiaru pytać,
dlaczego opuściłam się w nauce.
Dorian miał
jakieś problemy zdrowotne. Bałam się o niego, a on nie dawał namówić się na
badania. Błagałam o to, ale do niego nic nie docierało. Gdy znów z nim o tym
rozmawiałam, do pokoju wparował ojciec.
- Amelio. Musimy porozmawiać. Oddzwonisz- nienawidziłam tego
tonu, ale nie chciałam się z nim kłócić, więc powiedziałam Dorianowi, że
pogadamy o tym później. Poszłam za tatą do salonu.
- O co chodzi?
- Usiądź.
- Nie jestem na spotkaniu w twojej firmie…- skrzyżowałam
ręce na piersi.
- W porządku… Razem z matką postanowiliśmy, że przynajmniej
do końca tego roku szkolnego będziesz mieszkała u niej.
- Co? Dlaczego? Ja nie chcę nigdzie jechać…- byłam bliska
płaczu.
- Ale my nie musimy cię pytać o zdanie- był spokojny, ale to
tak cholernie mnie drażniło- Nie masz osiemnastu lat. To my decydujemy o tobie.
To już postanowione. Przykro mi Amelio, ale sama do tego doprowadziłaś.
Wstał ze
skórzanej kanapy i poszedł do swojego gabinetu pozostawiając mnie roztrzęsioną
na samym środku salonu.
Słyszałem w głosie Meli poirytowanie.
Nie lubiła swojego ojca. Dodatkowo ja denerwowałem ją, bo nie chciałem iść na
badania. Rozłączyłem się lekko smutny, bo chciałem dziś dłużej porozmawiać z
przyjaciółką.
Od jakiegoś czasu po wysiłku lub, gdy
się denerwowałem czułem niemiły ucisk w okolicach wątroby. Nie przejmowałem się
tym, ale po jakimś czasie zaczął się on nasilać. Powiedziałem o tym tylko Ameli
mając nadzieję, że mnie uspokoi, że powie coś w stylu „To nic takiego, samo
przejdzie”. Ona jednak wystraszyła się nie na żarty i kazała mi się zbadać.
Do tego Marta ciągle do mnie pisała i
dzwoniła. Parę razy do mnie przyszła, a ja zawsze ją wyrzucałem. Nie chciałem
mieć z nią nic do czynienia.
Dopytywała się czy Amelia jest moją
dziewczyną. Nie wiedziałem czy skłamać, czy powiedzieć prawdę, więc zawsze ją
jakoś zwymyślałem i zapominała o pytaniu.
Gdy przypadkowo odebrałem od niej
telefon starałem się być oschły, ale czasem mi to nie wychodziło i Marta o tym
wiedziała. Próbowałem olewać telefony i wiadomości od niej, ale po prostu nie
umiałem.
Myślałem właśnie o tym, że tak trudno
odizolować mi się od Marty, gdy zadzwonił telefon. Uśmiechnąłem się, gdy na
wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie Amelii.
- No hej-odpowiedział
mi płacz- Co się stało?
- Dorian… Ja się
przenoszę.
- Jak to przenosisz?
Gdzie?!
- Za granicę, do
matki…
Mela nigdy nie opowiadała mi o swojej
mamie. Unikała tego tematu jak ognia. A ja nie mogłem jej zmusić do rozmowy.
Wyraźnie nie podobała jej się ta sytuacja. Przestraszyłem się, że mogę jej już
nigdy nie zobaczyć.
- Amelia… powiedz mi,
kiedy i na ile. Bo chyba nie na stałe, prawda? Powiedz coś.
- Nie, nie na stałe.
Przynajmniej do końca roku szkolnego. Zauważył, że moje ocen spadły i nie jest
z tego zadowolony. Powiedział, że ustalili to razem z matką. Masz pojęcie jak
się wściekłam?!
- Mogę się domyślać.
Nadal nie powiedziała mi nic o matce,
ale wiedziałem, że wkrótce to zrobi. Przechadzałem się po mieszkaniu i
uspokajałem przyjaciółkę. Przełączyłem na głośnomówiący i przeglądałem rzeczy w
moim pokoju. Na szafie stało pudło z zagadkową zawartością. Postanowiłem, że
sprawdzę, co w nim jest.
- Może się jeszcze
rozmyślą- krzyczałem do telefonu, który położyłem na biuru stojącym obok szafy.
Stanąłem na palcach i chwyciłem karton.
Pociągnąłem go lekko i złapałem mocniej. Zsunąłem go z szafy i nagle jego
ciężar mnie przygniótł. Poczułem straszny ucisk w okolicy wątroby. Upuściłem
pudło i klęknąłem na dywanie zwijając się z bólu.
- Dorian? Co się
stało…?- Amela była przerażona. Zacisnąłem zęby i sztucznie zaśmiałem się.
- Nie, nic. Upuściłem
pudło.
Nie wiedziałam
czy płakać, czy krzyczeć. Płakać, bo byłam pewna, że z nim nie było dobrze, a
krzyczeć, bo kłamał i w dodatku nie chciał iść się zbadać. Martwiłam się o
niego i nie chciałam, żeby coś mu się stało.
- Dorian…- mówiłam zdławionym głosem- Masz tydzień, żeby
pójść do lekarza rozumiesz?
- Dlaczego tydzień?
- Bo za tydzień mnie tu nie będzie. I jeżeli do tego czasu
nie zrobisz badań… Po prostu się pożegnamy.
- Jak to, pożegnamy?!
- Normalnie… Zmienię numery, konta…
- Dlaczego chcesz mi to zrobić…
- Nie tobie, ale dla ciebie. A to różnica. Przemyśl- i
rozłączyłam się.
Nie widziałam
już innego sposobu. Pozostał tylko szantaż. Nie chciałam, Ale nie widziałam
innego wyjścia. Tak bardzo się o niego bałam. Nie chciałam go krzywdzić, ani
robić mu przykrości. Po prostu czułam, że te badania są mu naprawdę potrzebne.
W dodatku te jego bóle się nasilały. Byłam pewna, że chwilę wcześniej byłam
świadkiem takiego ataku. I nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało.
Czułam się za niego w jakiś sposób odpowiedzialna. Miałam nadzieję, że w końcu
da się namówić na wizytę u lekarza.
Gdyby to nie
pomogło, znalazłabym kontakt z jego rodzicami i powiedziałabym o całej sytuacji.
Ich chyba by się posłuchał, prawda? Mimo wszystko miałam nadzieję, że teraz już
zbada się i będę spokojna.
Dziwiło mnie
tylko to, że uwierzył w ten ‘tydzień, albo…’. Myślałam, że wie, że jestem od
niego uzależniona i nie wytrzymam bez niego jednego dnia. Myślałam, że on też
miał do mnie taki stosunek, ale chyba się myliłam.
Nienawidziłem, gdy się o mnie martwiła.
Bardzo to okazywała i prawie pękałem. A to ja miałem być tym upartym. Ona nie
powinna się mną tak przejmować. Powinna olewać to i mówić, że wszystko będzie
dobrze. Ale ona się o mnie bała i martwiła. Nie chciałem tego. Zastanawiałem
się nad tym, czy faktycznie nie iść na badania. Nie lubiłem szpitali. W Polsce
to była po prostu jedna, wielka masakra. Bałem się o swoje zdrowie, bo przecież
w szpitalu niektórzy zamiast się uleczyć, chorowali jeszcze bardziej.
Poza tym zaskoczyło mnie to, że
postawiłam mi ultimatum. Rzadko była taka stanowcza. W sumie było w tym coś…
pociągającego.
Dlaczego tak bardzo nie chciałem iść do
lekarza? Teraz wiem, że się po prostu bałem. Nie samej wizyty, ale tego, czego
mogę się dowiedzieć. Chyba myślałem, że życie w nieświadomości jest łatwiejsze.
Może byłem lekkim egoistą, bo wiedziałem, że tak czy inaczej Mela będzie się o
mnie Martwić.
Poza tym miała na głowie swoje
problemy. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że Amela będzie jeszcze
dalej, niż do tej pory. W dodatku zapewne nie będziemy tak często rozmawiać i
pisać. A ja już nie wyobrażałem sobie bez niej życia.
Nie chciałem jej już mówić o Marcie i o
tym, że coraz bardziej odczuwałem głód bólu. Ciągle do mnie pisała i dzwoniła.
Miałem tego dość, choć ciągle za nią tęskniłem. Nie chciałem tęsknić. To bolało
bardziej od ran ciętych.
Jeszcze rok temu bez zastanowienia
wybaczyłbym jej to, co zrobiła, ale z perspektywy czasu widziałem, że to nie
byłoby już to samo i szybko by się skończyło. Bo ja się zmieniłem. Dopiero
teraz miałem świadomość, że okręciła mnie sobie wokół palca. Robiła ze mną to,
co chciała. Rezygnowałem ze swoich planów, żeby pójść z nią na imprezę, patrzeć
jak chleje, a potem bezpiecznie zabrać ją do domu. Często jeździliśmy od razu
do mnie, bo jej rodzice nie lubili, gdy w takim stanie dostarczałem ją na
miejsce. Innym razem przychodziła niespodziewanie do mojego mieszkania i bez
słowa rozbierała się dając znać, że ma zamiar tego wieczoru się ze mną kochać.
Nigdy nie protestowałem, bo… No to chyba raczej jasne. Marta bardzo mnie pociągała.
Nie widziałem nigdy seksowniejszej dziewczyny.
Może tak naprawdę nasz związek opierał
się jedynie na imprezach i seksie? „Posiadanie” kogoś do kochania się i samego
posiadania było dla niej wygodne. Tylko, że ja naprawdę ją kochałem. Nadal tak
było, ale serce nie potrafiło wybaczyć tego, co zrobiła.
Powróciłem myślami do tego dnia, gdy
znów prawie wylądowaliśmy w łóżku. Moje ciało zawsze tak na nią reagowało.
Tylko urok pryskał, gdy się spijała. Nie rozumiałem, dlaczego to sobie robiła.
Nigdy nie piłem i nie zamierzałem zaczynać. Tamtego dnia była całkowicie
trzeźwa. I pociągała mnie jak nigdy, jednak byłem wdzięczny Meli, że wtedy
zadzwoniła. Przypomniałem sobie tą rozmowę. Była zdziwiona i lekko… smutna? Nie
umiałem określić tonu jej głosu. „Zawsze do usług…” zabrzmiało tak sucho.
Zaraz… Czy ona…?
Zaczęłam pakowanie. Nigdy nienawidziłam tej czynności. W
dodatku pakowanie się w celu przeniesienia za granicę do matki? Gorzej już
chyba być nie mogło. Nie wyobrażałam sobie spotkania z nią. Może przyśle po
mnie kogoś na lotnisko i będziemy mijały się tylko na schodach jak z ojcem? A
może postanowiła nagle stać się dobrą matką?
Oboje z ojcem
idealnie się dobrali. Oboje tak samo komercyjni. Obojgu zależało tylko na
kasie. Dlatego się rozstali. Za dużo ich łączyło, a związek z kimkolwiek ich
ograniczał. Postanowili, że zostanę z ojcem, bo matka miała pracę w biegu i
często podróżowała. On miał firmę na miejscu i nie zmierzał się nigdzie
przenosić. Matce to pasowało, a ojciec wynajął nianię. Do czasu, gdy skończyłam
podstawówkę miałam ich pięć. Każdą zwalniał po tym, gdy znudziła mu się w
łóżku. Od gimnazjum stałam się samodzielna. Nie potrzebowałam nikogo. Ojciec
nawet nie wiedział, gdy Kamil do mnie przychodził. Tak naprawdę mogłabym
zniknąć na tydzień, a on by tego nie zauważył. Jedynie moja edukacja go
interesowała. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie szło mi za dobrze. Miał gdzieś
moje olimpiady z polskiego, w których zawsze stawałam na wyższym miejscu.
W piątej
klasie odpuściłam sobie konkursy z polskiego, bo po którejś wywiadówce
zobaczyłam w mojej kuchni półnagą polonistkę. Okej, mój ojciec ma coś w sobie,
ale bez przesady! Spotykali się jakoś do wakacji. Na sam seks. Swoją drogą na
koniec roku szkolnego, mimo, że nie wykraczałam wiedzą poza program, ani nie
brałam udziału w konkursach postawiła mi sześć mówiąc, że „jako jedyna nie
musiałam poprawiać żadnego sprawdzianu”, co w moich uszach brzmiało „twój
ojciec ma gigantycznego fiuta”. Na szczęście rok później zmieniła mi się
polonistka, bo tamta zaszła w ciążę, ale chyba (chyba!) nie z moim ojcem. Z
resztą… kto go tam wie ile już dzieci sobie narobił.
Z matką zawsze
byli zgodni. Z małżeństwem, rozwodem, mną i finansami. Widocznie ze szkołą
także. Dlaczego akurat tak zdecydowali? Nie mogli mnie wysłać… na drugi koniec
kraju? Gdzie byłabym szczęśliwa mając obok najlepszego przyjaciela? Dlaczego
tak bardzo lubili komplikować mi życie i wszystko utrudniać? Może sprawiało im
to przyjemność…
Bardzo
męczyłam się i chciałam napisać do Doriana. Ale nie mogłam się ugiąć. Nie w tyj
sprawie. Kilka dni po ostatniej rozmowie do mnie zadzwonił. Słyszałam w jego
głosie zdenerwowanie. Na początku rozmawialiśmy o niczym, ale w końcu nie
wytrzymał.
- Amelia…Byłem na
badaniach- powiedziałem zaciskając mocno powieki.
- Byłeś?!- krzyknęła.
- Tak, byłem…
- I jak? Kiedy
wyniki?- była podekscytowana, ale i zdenerwowana, zmartwiona.
- Jutro…
- Jutro wyjeżdżam-
posmutniała jeszcze bardziej.
- Hej, nie rozmawiajmy
o tym. Ani o tym, ani o badaniach. Dobrze? Nie dziś.
- Dobrze…- czułem, że
chciała płakać.
- Chodź na skype’a.
Rozłączyliśmy się. Tamtego dnia nie
miałem zamiaru zostawiać jej nawet na pięć minut. Tą noc chciałem przegadać aż
do rana. Aż do dnia sądu ostatecznego. Wiedziałem, że dziś będzie taka
możliwość, bo nie miała nic do nauki, a ojciec i tak nie zajrzy do pokoju.
- Płakałaś…?- bardziej
stwierdziłem niż zapytałem.
- Dopiero dociera do
mnie, że wyjeżdżam- jej oczy znów zaszły łzami.
- Ale dziś masz już
nie płakać. Przynajmniej nie sama. Nie beze mnie. Dziś zostaję z tobą na całą
noc- poruszyłem zabawnie brwiami. Zaśmiała się gorzko, ale szczerze i jak
zawsze słodko.
- Nieładnie Dorian,
nieładnie- uśmiechnęła się znowu.
- Pfff…- fuknąłem-
Tobie tylko jedno w głowie- zaśmiała się.
Gadaliśmy o wszystkim tylko nie o
dołujących nas sprawach. Obejrzeliśmy jakiś film śmiejąc się do rozpuchu. Po
dwudziestej drugiej dostałem sms’a od Marty.
- Marta chce ‘wbić do
mnie na chatę’- zacytowałem- Chyba się wstawiła.
- Wpuścisz ją?- na
twarzy dziewczyny zauważyłem lekką złość.
- Zazdrosna?-
uśmiechnąłem się zawadiacko.
- Tak- odparła
poważnie. Lekko mnie zatkało- Musisz się przyzwyczaić, że o każdego będę
zazdrosna, bo może cię zobaczyć i dotknąć…
- Nie wpuszczę jej.
Spokojnie. Dziś jestem twój- znów się zaśmiała chowając wrogie nastawienie do
wszystkich moich znajomych.
- Okej. Słuchaj, ja
się idę wykąpać. Zaczekasz na mnie, czy zaśniesz?- uśmiechnęła się.
- Jak myślisz?
- To dobranoc-
zmarszczyłem brwi.
- Ehh… Wracaj szybko,
albo weź laptopa do łazienki-przyjąłem pozycję obronną- Nie bij, błagam.
- Idiota- zaśmiała się
i wyszła z pokoju.
Teraz miałem widok na cały jej pokój.
Był spory i czysty. W bieli i czerni. Dodatkowo wszędzie było szkło. Jedna
ściana cała była lustrem, przed którym kiedyś tańczyła. Na szklanym stoliku
stały kosmetyki i niewielka lampka nocna. Na ścianie nad stolikiem wisiało
mnóstwo wszystkiego. Od zdjęć, przez rysunki aż po plakaty. W tym całym kolażu
dopatrzyłem się nawet swojego zdjęcia. Trudno nie zauważyć kolesia z
fioletowymi włosami. Łóżko było ogromnie. Spokojnie zmieściłyby się tam trzy
osoby. Szafa z ciuchami też była duża i aż do sufitu. Nie widziałem jedynie jej
biurka, na którym aktualnie stał laptop.
Po piętnastu minutach drzwi uchyliły
się i do pokoju weszła Amelia. Miała wilgotne włosy i wypieki na twarzy.
Dopiero po chwili zauważyłem, że była owinięta jedynie w ręcznik sięgający jej
do połowy uda. Pokazała wskazujący palec na znak, żebym jeszcze chwilę
poczekał. Otworzyła szafę i wspięła się na palce, by wyciągnąć coś w górnej
półki. Miała cudowne nogi. Włosy zgarnęła na prawe ramię odsłaniając kawałek
nagich pleców. Myliłem się mówiąc, że Marta była najseksowniejszą dziewczyną,
jaką widziałem. Amelia zrobiła na mnie dużo większe wrażenie.
Wyszłam z pokoju w dobrym nastroju. Miałam nadzieję, że
zostanie tak aż do rana. Weszłam do łazienki i spojrzałam w gigantycznie lustro
rozmiarów ściany. Wydawało mi się, że schudłam. Wzruszyłam ramionami i
odwróciłam plecami do odbicia. Nienawidziłam widzieć siebie nago. Zdjęłam
bluzkę i rurki, a potem bieliznę i rozpuściłam włosy. Weszłam pod prysznic i
włączyłam gorącą wodę.
Po kąpieli
owinęłam się ręcznikiem i rozejrzałam dookoła. Dopiero zorientowałam się, że
nie wzięłam nic do przebrania! Co miałam zrobić? Trochę głupio było mi
paradować w samym ręczniku przed Dorianem, ale jakie miałam wyjście?
Wróciłam nieco
podenerwowana do pokoju i poprosiłam, żeby jeszcze chwilę poczekał. Otworzyłam
drzwi szafy i stanęłam na palcach. Zgarnęłam włosy na prawe ramię i od razu
pożałowałam, bo poczułam na sobie wzrok chłopaka. Błagałam tylko, żeby ręcznik
nie spadł na ziemię. Jak najszybciej chciałam znaleźć coś do ubrania i wyszłam
z pokoju.
Szybko się
ubrałam i wzięłam ręcznik, żeby powycierać nim włosy. Stanęłam przed drzwiami,
wzięłam głęboki wdech i ‘jak gdyby nigdy nic’ weszłam do środka.
- Co tak długo- uśmiechnął się do mnie.
- Przecież jestem tak głupia, że zapomniałam wziąć ze sobą
ubrań- puściłam do niego oko.
- Mogłaś się przy mnie przebrać- skarciłam go wzrokiem
widząc, że mało nie wybucha śmiechem- A tak na serio masz bardzo ładne plecy-
uśmiechnął się słodko.
- A ty bardzo ładne uszy…
Przestawiłam
laptopa na łóżko i usiadłam wygodnie nadal wycierając włosy. Patrzyłam na moją
ścianę rozmawiając o moim lenistwie. Co chwilę śmieliśmy się z siebie nawzajem.
Wstałam i wzięłam ze stolika krem nawilżający zapachu wiśni, który po prostu
uwielbiałam. Znów usiadłam na łóżku i postawiłam na nim nogę. Wycisnęłam trochę
kremu na dłoń i rozsmarowałam na skórze. Rozmawialiśmy dalej. W pewnym momencie
spojrzałam na ekran. Dorian siedział niespokojnie jakoś spięty. Patrzył na mnie
wzrokiem, jakiego nigdy u niego nie widziałam i jąkał się.
- Eeee… Wiesz co? Ja.. ja chyba pójdę się teraz wykąpać.
Zaczekasz na mnie?
- No jasne…
- Too… to okej. To ja idę- i wręcz wyleciał z pokoju.
Wzruszyłam ramionami i włączyłam muzykę. Postanowiłam, że dokończę pakowanie
moich książek, których miałam sporo, bo lubiłam czytać,gdy było mi nudno.
Myślałem, że dostanę szału. Ona kompletnie
nie wiedziała jak na mnie działa. Gdy weszła do pokoju myślałem, że nie wyduszę
z siebie słowa, ale jakoś się udało.
- Co tak długo?-
uśmiechnąłem się do niej.
- Przecież jestem tak
głupia, że zapomniałam wziąć ze sobą ubrań- puściła do mnie oko.
- Mogłaś się przy mnie
przebrać- zażartowałem-A tak na serio masz bardzo ładne plecy- nie mogłem się
nie uśmiechnąć na wspomnienie jej nagich łopatek i ramion.
Teraz zielona bluzka opinała jej płaski
brzuch i ładne piersi. Krótkie, białe spodenki nie zasłaniały długich,
zgrabnych nóg i podkreślały zaokrąglone biodra. Była bardzo pociągająca, choć z
drugiej strony nie można było zarzucić jej, że ubrała się wyzywająco.
- A ty bardzo ładne uszy...- przewróciła oczami.
Przestawiła laptopa na łóżko i usiadła
nadal wycierając włosy. Robiła to delikatnie. Co jakiś czas zmieniała
nachylenie głowy. Miałem doskonały widok na całe jej ciało, które doprowadzało
mnie do szału. Myślałem, że bardziej nie może mnie już dziś rozpalić, gdy
wzięła ze stolika jakiś krem i zaczęła smarować swoje długie nogi. Zadbanymi
dłońmi jeździła od zgrabnych kostek, aż do początku spodenek. Delikatnie
gładziła swoje łydki i uda nie zwracając na mnie uwagi. A ja w tym czasie
dostawałem ciarek na plecach. Jej bluzka podwinęła się trochę do góry i
odsłoniła kawałek brzucha. Nigdy nie widziałem czegoś bardziej zmysłowego, a
przecież kochałem się z Martą nie raz. To było jednak tak niesamowite, że nie
wiedziałem, co ze sobą zrobić. Nie dość, że w mózgu miałem chaos, to dodatkowo
poczułem, że na spodniach robi mi się wypukłość.
W pewnym momencie dziewczyna spojrzała
na mnie. Próbowałem się uspokoić, ale po prostu nie mogłem. Zacząłem się jąkać.
Nie mogłem wytrzymać, po prostu wydukałem, że idę się wykąpać i wybiegłem z
pokoju do łazienki.
Gdy już ulżyłem sobie pod prysznicem
zacząłem zastanawiać się, czy Mela zdawała sobie sprawę, jak może działać na
facetów. Kamil był głupi. Nie dość, że była cudowną dziewczyną, to jej ciało
doprowadzało do obłędu.
Przywróciłem się do porządku. Przecież
to była moja przyjaciółka! Nie powinienem myśleć o niej w ten sposób. Nie była
nawet pełnoletnia. Ale wiem, że nie jednemu zawróciłaby w głowie. Od tamtej
pory stałem się o nią zazdrosny.
Wróciłem do pokoju. Lekko spięty, ale
to nic w porównaniu z tym, co działo się ze mną przed wizytą w łazience. Amelia
stała przed lustrem, śpiewała po cichu i przypominała sobie układy taneczne.
Uśmiechnąłem się. Była śliczna.
- Jak tam- zapytała
posyłając mi dziewczęcy uśmiech.
- Zrelaksowany, a tam?
- Poirytowana-
zaśmiała się- Nie dość, że kąpiesz się dłużej ode mnie babo, to jeszcze nie
mogę przypomnieć sobie takich jednych kroków, ale nie ważne- uśmiechnęła się i
usiadła przed ekranem- jestem zmęczona.
- Połóż się
księżniczko.
- Przecież mieliśmy
gadać do rana- zaśmiała się i zmarszczyła brwi.
- I będziemy, ale
chyba nic się nie stanie jak się położysz prawda? Czy mowa ci się wyłącza?-
zażartowałem- Ja tam się kładę.
- No okej.
Przekręciła laptopa w stronę ściany i
przesunęła go na brzeg łóżka. Sama położyła głowę na poduszce, ale nie
przykryła się kołdrą. Chyba było jej gorąco po tańcu. Zamknęła oczy i wyglądała
naprawdę słodko, a jednocześnie pociągająco. Znów widziałem kawałek jej brzucha
i smukłe, piękne ramiona osłonięte jedynie cienkim paskiem ramiączka. Położyłem
się na łóżku i zapaliłem boczną lampkę, żeby widzieć klawiaturę. Górne światło
zgasiłem, żeby nie wzbudzić podejrzeń sąsiadów. Patrzyłem na nią, gdy otworzyła
duże, piękne oczy i uśmiechnęła się.
- Kocham Cię-
wyszeptała i po chwili dotknęła palcem ekranu.
Gdy doczekałam się aż wrócił do pokoju usiadłam zmęczona na
łóżku. Chciałam już spać, ale nie chciałam zarazem. Wolałam rozmawiać z
Dorianem aż do rana. Widząc, że za chwilę padnę, powiedział żebym się położyła.
Posłuchałam go i po chwili leżeliśmy obok siebie. Na chwilę zamknęłam oczy
wyobrażając sobie, że naprawdę jest obok mnie, a gdy je otworzyłam zobaczyłam
ciemnookiego chłopaka. Jego postawione na żel fioletowe włosy bardzo mi się
podobały. Miał cudowny uśmiech. Spojrzałam na jego spierzchnięte usta i
poczułam dreszcz podniecenia. Dlaczego miałam ochotę go pocałować?
- Kocham Cię- wyszeptałam lekko przerażona, ale i
wiedziałam, że nie zauważył, że mi się podoba.
W tamtym
momencie zdałam sobie sprawę, że zakochuję się we własnym przyjacielu…Jednak
nie mógł o tym wiedzieć. Nie mogłam zepsuć tego, co już między nami było.
Najpiękniejszej przyjaźni pod słońcem.
- Ja Ciebie też kocham maleństwo- po jego policzku spłynęła
łza, której nawet nie zauważył. Przekonana, że jest obok mnie, uniosłam palec
do ekranu i wirtualnie otarłam jego policzek.
Wkrótce
zasnęłam. Nie chciałam tego, ale oboje byliśmy zmęczeni. Następnego dnia
obudziłam się i spojrzałam na ekran. Skype nadal chodził. Czas pokazywał, że
rozmawialiśmy dobre trzynaście godzin z minutami. Jednak przed ekranem nie było
Doriana. Było tylko łóżko w stanie jak po tornadzie i mała karteczka ‘ZARAZ
WRACAM :)’ stojąca na prześcieradle. Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam, ale po
chwili zmieniłam wyraz twarzy. Dziś miałam wyjechać.
Wstałam i
otworzyłam szafę ponownie się przeciągając. Spojrzałam na ekran laptopa. Chyba
jeszcze trochę go nie będzie’ pomyślałam i zdjęłam bluzkę, a potem spodenki. Po
moich nagich plecach przebiegł zimny powiew wiatru. Zapomniałam, że całą noc
miałam otwarte okno.
Zgarnęłam
włosy na lewe ramię i sięgnęłam do szuflady po czarny biustonosz. Założyłam go
i naciągnęłam na siebie czarny, opięty top. Na nogi wciągnęłam ciemne rurki i
założyłam dżinsową kamizelkę. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami w laptopie.
Akurat.
Do pokoju
wszedł Dorian. Miał na sobie jedynie dresy ze ściągaczami i uśmiech na twarzy.
Z włosami w nieładzie było mu do twarzy, a wystające ze spodni bokserki dawały
mu chłopięcego uroku, który tak mi się w nim podobał. Serce zaczęło mi szybciej
bić na ten widok.
- Jak się spało?- uśmiechnął się do mnie Dorian.
- Cudownie, a tobie?
- Też. Długo na mnie czekałaś? Musiałem zrobić śniadanie
- Nie, nie długo. Zdążyłam się przebrać. Najedzony?
- Powiedzmy…- uśmiechnęłam się i przygryzłam usta, na co
zareagował lekkim rumieńcem.
Widziałem, jak bardzo jest zmęczona.
Nie chciałem zmuszać jej do ślęczenia całą noc nad laptopem. Patrzyłem na
zasypiającą dziewczynę. Wyglądała tak słodko. Starała się cały czas coś mówić,
ale w końcu zamilkła i tylko patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Jednak z
każdym mrugnięciem coraz trudnej było jej otworzyć z powrotem powieki. Po dwóch
minutach spała. Nie mogłem nacieszyć oczu. Nie mam pojęcia ile się w nią wgapiałem.
W końcu zmorzył mnie sen.
Rano obudziłem się pierwszy i znów
jakiś czas patrzyłem na śpiącą Melę. Po jakimś czasie wstałem z łóżka i
założyłem dresy. Zrezygnowałem z koszulki, bo jak zawsze w mieszkaniu było
dusznie. Napisałem Ameli karteczkę i postawiłem ją przed ekranem, a sam
poszedłem zjeść.
Gdy wróciłem, cicho wszedłem do pokoju,
żeby przepadkiem nie obudzić dziewczyny. Jednak ona już nie spała. Stała przed szafą.
Wpatrywałem się w ekran. Zdjęła bluzkę i spodenki. Wytrzeszczyłem oczy. Nie
wiedziałem, co robić! Widziałem najpiękniejszą dziewczynę pod słońcem w samej
bieliźnie. Tak myślałem, dopóki nie zgarnęła włosów i zdałem sobie sprawę, że
nie ma na sobie biustonosza. Na dresach coś niepokojąco mocno się odznaczyło.
Skarciłem się w myślach i po cichu opuściłem pokój. Przed drzwiami
doprowadziłem się do porządku i z powrotem wszedłem do pomieszczenia trzaskając
za sobą drzwiami. Mela była już ubrana. Spojrzała na mnie słodko i jakby…
zawstydziła się lekko.
- Jak się spało?-
uśmiechnąłem się do niej.
- Cudownie, a tobie?
- Też. Długo na mnie
czekałaś? Musiałem zrobić śniadanie
- Nie, nie długo.
Zdążyłam się przebrać. Najedzony?
- Powiedzmy…-
spojrzałem na nią i pomyślałem, że żeby się najeść musiałaby być w moim pokoju
całkiem naga. Ona jakby czytając mi w myślach przygryzła usta, a ja myślałem,
że znów będę musiał ewakuować się z pokoju.
***
Zdołowana
siedziałam na lotnisku. Nie mogłam znieść myśli, że już nie będzie tak samo.
Nie chciałam się przenosić. Chciałam zostać tutaj.
Czekałam na
telefon od chłopaka. Miał iść po wyniki badać i od razu do mnie zadzwonić.
Siedziałam jak na szpilkach, a przy mnie jeden z pracowników taty. Był młody i
chyba dopiero zaczynał jako chłopiec na posyłki. Siedział obok mnie i grał na
PSP. Miał dopilnować, żebym wsiadła w dobry samolot.
Myślałam nad
tym, co będzie potem. Nie mogłam oprzeć się myśli, że wszystko się zmieni. Nie
chciałam tego. Jednak ja nie miałam tu nic do powiedzenia. Zamknęłam oczy i
przypomniałam sobie te czternaście godzin z Dorianem. Ile bym dała, żeby to
powtórzyć…
Nagle w mojej
dłoni zawibrowała komórka. Zdenerwowana spojrzałam na wyświetlacz. Dorian…
Trzęsącą się dłonią nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- I co?- zapytałam zdenerwowana.
- Amelia… Mam nowotwór wątroby…
Długo nie słyszałem żadnej odpowiedzi. Moje
mokre policzki zaczęły schnąć na ostrym, zimnym wietrze i piec niemiłosiernie.
Nie wiedziałem, co jeszcze powiedzieć.
- Dorian…- płakała.
- Mela… Nie płacz-
usłyszałem w słuchawce ‘co jest’ i warknięcie dziewczyny.
- Nic! Odwal się- zaczęła
płakać jeszcze bardziej.
- Kto to był…-
myślałem, że wybuchnę.
- Nie ważne. Pracownik
taty. Co teraz będzie?- nie mogłem słuchać jej gdy była tak przybita i
przerażona.
- Leczenie- po
policzku spłynęła kolejna łza- Nie płacz. Będzie dobrze.
Powiedziałem to, choć sam nie do końca
w to wierzyłem. Lekarz powiedział, że gdybym przyszedł później, nie byłoby dla
mnie wielkich szans. Amelia mnie uratowała. Byłem jej wdzięczny, choć nie
umiałem tego powiedzieć. Czułem, że za każdym razem, gdy zechcę powiedzieć coś
o tej chorobie czy wynikach nie dam rady, bo głos mi się załamie.
Byłem zdruzgotany i nie wiedziałem, co
robić. Amelia była pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Czekała mnie jeszcze
rozmowa z rodzicami. Nie chciałem jej. Wolałem nic im nie mówić, ale
wiedziałem, że prędzej czy później się dowiedzą.
Pomyślałem wtedy o Meli. Za chwilę
odleci jeszcze dalej. Za chwilę mogę ją stracić. To bolało jeszcze bardziej niż
świadomość, że sam siebie zjadam od środka. Nie potrafiłem znaleźć sensu tego
wszystkiego. Wiedziałem, że nadchodzący czas będzie najtrudniejszym w moim
życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz