Ile żyją motyle

1
DWA ŚWIATY

         Nigdy nie zapomnę, jak poznałam Doriana. To tak głupia historia, a jednak nie wyobrażam sobie, że mogłoby stać się inaczej.
         Rok przed jego poznaniem założyłam bloga, na którym zamieszczałam swoje opowiadania i czasem zdjęcia. Były one średniej jakości, ale z tygodnia na tydzień szło mi coraz lepiej. Pamiętam, że kilkanaście dni po rocznicy pod moim najnowszym wtedy opowiadaniem ktoś dodał komentarz. „Podobno faceci nie płaczą… To dlaczego ja ryczę?” Pod treścią był email i link do bloga. Z ciekawości kliknęłam w niego i znalazłam się na mrocznej stronie internetowej. Wpisy były smutne i poetyckie. Zakochałam się w nich.
         Nie miałam pojęcia, jaki dodać komentarz. Chciałam napisać wiele rzeczy, ale nie wiedziałam jak ubrać je w słowa. Już miałam zaczynać, gdy do pokoju wszedł Kamil- mój chłopak. Nie za bardzo interesowało go moje blogowanie. Najchętniej po prostu chodziłby ze mną na imprezy, których nie cierpię i gadał wciąż o meczach siatkarskich.

         Poznanie Amelii było czymś, czego raczej nigdy nie zapomnę. Może nie od początku się przyjaźniliśmy, ale od początku wiedziałem, że jest inna.
         Miałem znajome, które często podsyłały mi linki z różnymi stronami. Zazwyczaj chodziło o tak zwane „lajkowanie” lub „hejcenie”. Pewnego dnia takim spamem obdarzyła mnie Sandra. Znudzony otwierałem link po linku zupełnie bez celu. Nagle przysłała mi dość dziwny adres internetowy. Blog?
JA: Sandra? Co to jest?
SANDRA: A! Sorki. Miałam to wysłać do Anki. Nic ważnego.
         Wchodząc na stronę nie wiedziałem, że zmieni to całkiem sporo w moim życiu.
         Wyglądała… słodko. W negatywnym tego słowa znaczeniu. Róż i zieleń wydawały mi się za bardzo beztroskie i dziecinne, ale moją uwagę przykuło zdjęcie. Była na nim blondynka, z niesamowitym spojrzeniem. Nie wiedziałem, kto to jest, ale podejrzewałem, że administratorka tej „Krainy Szczęśliwości”. Pod fotografią napisane było opowiadanie. Przeczytałem je na jednym oddechu powstrzymując łzy, ale na końcu nie dałem rady. Płakałem jak dziecko. Dlaczego?

- Co to jest? A raczej kto?- zapytał Kamil wskazując na zdjęcie chłopaka o ciemnym spojrzeniu i ciemnofioletowych włosach. Kucnął obok mnie na podłodze i pocałował w szyję.
- Blog. Chłopak nazywa się Dorian. Skomentował moje opowiadanie, popatrz- Kamil wodził wzrokiem po tekście i wybuchnął śmiechem- Co cię tak bawi?
- Baba. Żeby beczeć na romansach…- przewalił oczami.
- On przynajmniej ma odwagę się do tego przyznać i… ma uczucia w przeciwieństwie do niektórych…
- Mówisz o mnie?
- Ja nie powiedziałam, że chodzi mi o ciebie.
- Ale to miałaś na myśli, tak?
- Być może.
         Kamil zrobił mi awanturę, że on ma uczucia i nie mam prawa nawet myśleć, że jest inaczej. Przemilczałam całe krzyki wracając do bloga. Już jakiś czas temu nauczyłam się żyć z Kamilem. Nie był to związek idealny, ale który związek taki jest?
         W pewnym momencie krzyknął na mnie i zarzucił, że go ignoruję. Podszedł do mnie, więc automatycznie wstałam. Zamachnął się na wysokości mojego policzka.
- Kamil! Ty jesteś normalny?!- krzyknęłam na niego. Wymierzył cios i gdybym nie cofnęła się na łóżko chodziłabym z wielkim siniakiem na twarzy.
         Spojrzałam na niego zaszklonymi od łez oczami i wskazałam palcem drzwi.
- Wyjdź…- Kamil spojrzał przerażony na swoją dłoń i przetarł nią twarz- Wyjdź…- powtórzyłam.
- Mela… Przepraszam… Nie chciałem.
- Wyjdź! Wyjdź, rozumiesz?!
         Gdy posłuchał mojego polecenia osunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach. Jak on mógł chcieć mnie uderzyć?
         Spojrzałam na leżącego obok laptopa. Nie zastanawiałam się dłużej. Skopiowałam adres mailowy Doriana i zaczęłam pisać wiadomość. Zupełnie nie wiem, dlaczego.

         Wyjątkowo nudny wieczór. Choć może nie „wyjątkowo”, bo zazwyczaj wszystkie były nudne. Czytałem jakąś książkę i co chwilę odświeżałem tablicę na facebooku. Po pięciu minutach lektury znów spojrzałem na monitor. Zobaczyłem komunikat „1 nowa wiadomość” na poczcie. Zdziwiony kliknąłem na tą zakładkę. Dosyć rzadko dostawałem prywatne wiadomości. Kliknąłem w zaznaczony mail i zacząłem czytać.
Hej Dorian.
Mam na imię Amelia. Widziałam, że czytałeś jedno z moich opowiadań. W komentarzu zapytałeś, dlaczego „ryczysz”. Chcę odpowiedzieć na to pytanie.
Patrząc na Twoją stronę miałam wrażenie, że jesteś inny. Lepszy. Mimo, że los dał Ci w kość. Jesteś kimś wyjątkowym, niebojącym się samego siebie, swoich uczuć i emocji. Doceniam to.
Mam wrażenie, że można Ci ufać. Czytałam wpisy z samego początku. Ta dziewczyna nie zasługiwała na kogoś takiego. Ja teraz mam podobną sytuację, ale mam nadzieję, że wszystko się jeszcze ułoży.
Będę śledziła Twojego bloga- to mogę Ci obiecać.
Pozdrawiam- A.
         Przeczytałem wiadomość trzy razy. Literka po literce analizowałem tak dokładnie, jak tylko się dało. Czyli nie jest dzieckiem, które ukazuje się w różowo-zielonym wyglądzie jej strony?
         Chciałem odpisać, ale nie wiedziałem, co. Wziąłem wdech i zacząłem stukać w klawiaturę.

         Nie wiedziałam, dlaczego to napisałam, a tym bardziej, dlaczego wysłałam. Chyba utożsamiłam się z jego historią. Miałam nadzieję, że nie wyśmieje tej wiadomości, choć nie wyglądał na takiego.
         Zmęczona natłokiem wrażeń wyłączyłam telefon, wykąpałam się i poszłam spać. Ale tej nocy zasnąć nie mogłam.
         Przebudziłam się po hibernacji w okropnym nastroju. Pół nocy płakałam i myślałam o wszystkim. Jednego byłam pewna. Tego dnia nie chciałam widzieć Kamila.
         Zeszłam na dół z laptopem, usiadłam przy wyspie i zrobiłam kawę. Ojca jak zwykle nie było. Trzy powiadomienia na facebooku, zero komentarzy na blogu, nic nowego na tweeterze. Ale jedna nowa wiadomość na poczcie… Lekko podenerwowana otworzyłam maila.
Hej Amelia.
Nie sądziłem, że dostanę odpowiedź na moje pytanie od kogokolwiek, jednak cieszę się, że napisałaś. Mimo, że mnie nie znasz oceniłaś moją osobę po tym, co piszę? Odważnie. Doceniam to.
Dziękuję Ci za te słowa, choć sądzę, że jest inaczej. Jestem zdziwiony, że cofnęłaś się do początków mojej strony. Cieszy mnie to.
Ja także pochodziłem po Twojej stronie. Piszesz coraz lepiej. I masz talent. Nie zmarnuj go, dobrze?
Co do podobnej sytuacji… Musisz popatrzeć w przyszłość. Czy ten związek w ogóle masz szansę przetrwania.
Jeśli chcesz możesz mi o wszystkim opowiedzieć. To mój numer gg: 12983476.
Pozdrawiam, Dorian.
         Czyli wziął wiadomość na poważnie. Cieszyłam się z tego faktu. Ale czy miałam do niego napisać? Wahałam się kilka dni, aż wysłałam do Doriana moje pierwsze „Cześć :)”.

         Czekałem kilka dni na wiadomość od Amelii. Pomyślałem, że może nie chce nawiązywać nowych znajomości, więc nie chciała pisać? Jednak piątkowego popołudnia dostałem od niej pierwszą wiadomość na gg.
Mela Cześć :)
         Chwilę zastanawiałem się, czy odpisać, czy udawać, że wiadomość nie doszła, lub jej zwyczajnie nie zauważyłem. Ale byłem ciekaw tej dziewczyny.
         Na wierzchu zupełnie różniła się ode mnie, ale czytając jej opowiadania miałem wrażenie, że nie jest do końca szczęśliwa będąc taką „sobą”.
Ty Hej :)
Mela Dziękuję za podanie numeru. Sama bym pewnie o niego nie poprosiła.
Ty Nie ma za co. Co u Ciebie?
Mela Stabilnie… A u Ciebie?
         Pisaliśmy chwilę o niczym, aż zapytałem, co się dzieje w jej związku, że ma trudną sytuację.
Mela Widzę, że nie owijasz w bawełnę ;p Mój chłopak… Mam z nim małe problemy.
Ty Olewa Cię?
Mela Raczej próbuje zwrócić na siebie uwagę… siłą.
Ty Jak to…? Bije Cię?!
Mela Nie… Próbował uderzyć.
         Zatkało mnie. Jak można uderzyć dziewczynę? Zastanawiałem się chwilę, co mam jej odpisać.
Ty Mówiłaś o tym komuś?
Mela To bez sensu…
Ty Zerwałaś z nim?
Mela Nie umiem… nie mogę. I chyba nie chcę.
Ty A co, jak Cię w końcu uderzy?
Mela Wtedy się będę martwiła.
         Próbowałem namówić ją, żeby powiedziała o tym komuś zaufanemu, albo żeby przemyślała, czy ich związek ma jakiś sens. Ale nie chciała mnie słuchać.
         Widziałem w niej strach, ale zarazem determinację. Pewnego rodzaju niewinność i słabość, ale jednocześnie ogromną siłę i potęgę. Wtedy tego nie rozumiałem.
         Dwa światy, a tak zbliżone do siebie…





2
NIGDY, NA ZAWSZE

         Nie wiedziałam, co się dzieje. Otwierałam się przed Dorianem bardzo szybko. Potrafił wyciągnąć ze mnie informacje, których nikt nie był w stanie wydobyć. Gdy rozmawialiśmy nie czułam żadnego skrępowania. Mogłam gadać z nim o wszystkim. On też opowiadał mi o sobie.
         Pisaliśmy z dnia na dzień coraz częściej. Zaprzyjaźniliśmy się. Ja już miesiąc nie odzywałam się do Kamila. Raz odpisałam mu, ale on mnie olał. Któregoś dnia ktoś zapukał do drzwi.
         Z napchanymi kanapką ustami poszłam otworzyć. Przekręciłam zamek i nacisnęłam na klamkę. Przełykając jedzenie wytrzeszczyłam oczy na widok mojego chłopaka.
- Musimy pogadać- minął mnie w drzwiach i szybkim krokiem poszedł do kuchni.
         Poszłam za nim, choć się bałam. Bez żadnego skrępowania usiadł na krześle i przyglądał się mi, gdy sprzątałam z wyspy. Zniecierpliwiony uderzył pięścią w stół. Usiadłam.
- Musimy porozmawiać.
- O czym?
- O nas.
- O nas?
- Chyba nie zerwaliśmy?- spojrzał na mnie jak na głupią.
- Nie. Nie zerwaliśmy- próbowałam być opanowana.
- Więc zerwijmy.
         Zatkało mnie. Czy on powiedział, żebyśmy zerwali? Byłam tak roztrzęsiona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Byliśmy ze sobą rok. Nigdy nie doszło do takiej sytuacji, a ja nie byłam na to przygotowana.
- Dlaczego… Dlaczego chcesz zerwać?
- Nie odzywasz się do mnie, nie odpowiadasz na sms’y.
- A wiesz dlaczego?!
- Przecież cię nie uderzyłem!
- Ale chciałeś!
- Nie ważne. Nie ma sensu tego ciągnąć. Cześć Amelia- po prostu wstał i wyszedł.
         Nie wiedziałam, co robić. Usiadłam w rogu kuchni i zaczęłam płakać. Chwyciłam komórkę leżącą na blacie i zadzwoniłam do Doriana.

         Jeszcze leżałem w łóżku, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Zdziwiony spojrzałem na wyświetlacz. Mela? O tej porze? Wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo?- w odpowiedzi usłyszałem rozpaczliwy płacz- Mela? Co się stało?- natychmiast usiadłem i usiłowałem uspokoić przyjaciółkę.
- On…- łkała ciągle.
- Uderzył cię?!
- Nie… On…- kolejny wybuch- Zerwał ze mną…
         Nigdy nie miałem większej ochoty przytulić kogoś. Ale to było niemożliwe. Za duża odległość nas dzieliła. I to tak bardzo bolało.
- Amelia…Spokojnie. Wiem, że to boli. Naprawdę wiem, ale to nie koniec świata. On po prostu na ciebie nie zasługiwał, rozumiesz?
- Nie! Nie rozumiem!- kolejny napad płaczu- To ja na niego nie zasługiwałam!
- Co?! Mela! Oprzytomniej! To debil! Bezwartościowy. Jesteś niesamowitą dziewczyną, jesteś cudowna i taki idiota nie powinien cię ranić…- płakała dalej.
         Serce mi pękało. Nie mogłem zrobić nic więcej. Nie mogłem do niej pobiec i mocno przytulić. Mogłem tylko pocieszać słowami, co i tak niewiele dawało. Ona płakała dalej, a ja byłem bezradny.
- Przepraszam…- powiedziała nagle.
- Za co?- nie za bardzo rozumiałem.
- Zawracam ci głowę… przepraszam- pociągnęła słodko nosem. Mimowolnie uśmiechnąłem się.
- Nie masz mnie, za co przepraszać. Przecież się przyjaźnimy. Tylko żałuję, że jestem tak daleko…- znów pociągnęła nosem jakby miała się zaraz rozpłakać.
- Tęsknię za tobą…
- Ja za tobą też księżniczko…
         Wtedy zrozumiałem, że ta tęsknota jest najgorsza. Najbardziej boli i rani. Tęsknić za kimś, kogo się nie widziało na oczy. Nie mieć żadnych wspomnień związanych z tą osobą, a tęsknić. Najbardziej na świecie.

         Dlaczego powiedziałam, że tęsknię? Dlaczego zadzwoniłam? Jego głos mnie uspokajał. Umiał mnie słuchać. I naprawdę potrzebowałam go obok, jednak to nie było możliwe. Dzieliły nas kilometry.
         Dorian nie chciał się rozłączać. Nie chciał mnie zostawiać. Ale ja nie mogłam zabierać mu czasu. Obiecałam, że niedługo zadzwonię i rozłączyłam się. Poszłam się przebrać i umyć twarz. Z mojego makijażu zostały tylko rozmazane smugi tuszu i podkładu.
         W łazience popatrzyłam w lustro. W moje oczy. Uwielbiałam je. Wtedy migotały ze smutku. Od łez. Policzki lśniły bladym różem, a usta były czerwone od przygryzania. Na wewnętrznej stronie były nawet poranione, bo zawsze to robiłam, gdy płakałam. Do obolałych warg przyłożyłam płatek kosmetyczny, a po pięciu sekundach był już prawie cały nasączony świeżą krwią.
         Krew.
         Nigdy się nie cięłam. Nie rozumiałam tych ludzi. Ale w tamtym momencie poczułam potrzebę wzięcia w dłoń żyletki. Zaczęłam grzebać w szafce z lekami, jednak niczego nie znalazłam.
         Nagle usłyszałam dźwięk sms’a. Zdenerwowana chwyciłam telefon.
OD: Maryśka
Zerwaliście??
         Jak mogła dowiedzieć się tak szybko? Czyżby Kamil oznajmił to wszystkim na facebooku? Sprawdziłam. Ani jednego posta.
DO: Maryśka
Skąd to wiesz?
~
OD: Maryśka
Widziałam wczoraj Kamila z jakąś laską w kinie. Myślałam, że to Ty, ale potem zorientowałam się, że to chyba ta Kinga. Całowali się i wgl… Znaczy już parę razy jakiś czas temu ich widziałam, ale tym razem zupełnie się nie krył…
         Nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Momentalnie do oczu ponownie napłynęły mi łzy. Pytałam siebie, jak on mógł mi to zrobić. Jednak nie doczekałam się odpowiedzi. Bezsilna klęknęłam na błękitnych płytkach łazienki i złapałam się za włosy. Miałam ochotę wyrwać je razem ze skórą głowy. Wściekła i zrozpaczona wstałam i spojrzałam w lustro wręcz wyjąc z bólu, który przeszywał mnie całą. Utworzyłam z dłoni pięść i z całej siły uderzyłam szklaną ściankę jednej z szafek. W jednej sekundzie na podłodze pojawiło się milion kawałków rozbitej szyby. Przerażona tym, co zrobiłam usiadłam ponownie na podłodze i chwyciłam jeden z ostrych kawałków.
         Mała, cienka linia płynęła ciepłym strumieniem po moim nadgarstku.

         Cały czas myślałem o Amelii. Gdy się wykąpałem poczułem, że muszę natychmiast ją zobaczyć. Coś było nie tak. Chwyciłem komórkę i wybrałem numer dziewczyny.
- Wejdź na skype’a- powiedziałem stanowczo.
- Ale po co- słyszałem, że płacze.
- Nie pytaj, tylko wchodź. Nie przyjmuję odmowy.
         Rozłączyłem się i uruchomiłem laptopa. Po pięciu minutach Mela była dostępna. Zadzwoniłem do niej. Gdy odebrała zauważyłem, że wyłączyła kamerkę.
- Włącz widok.
- Wyglądam okropnie…
- Nie obchodzi mnie to. Chcę cię zobaczyć…- posłuchała mnie.
         Na ekranie pojawiła się zdruzgotana dziewczyna z pięknymi, migoczącymi oczami. Włosy spięła w rozsypujący się kok. W za dużej, męskiej, krwistoczerwonej bluzie wyglądała tak niewinnie i krucho. Usta niemal dorównywały barwą do bluzy. Kości policzkowe wyglądały jak oprószone różowym pudrem.
- Proszę, nie płacz…- zauważyłem jak łza spływa po jej policzku.
- Nie mogę…- zamknęła powieki.
- Amela, popraw kamerę.
         Uniosła jedną dłoń poprawiła ekran laptopa. Rękaw bluzy osunął się do łokcia i moim oczom ukazały się czerwone, spuchnięte ślady.
- Co to jest?- spytałem wściekły.
- Co?- błyskawicznie zakryła swoją rękę.
- Nie jestem głupi, a na pewno nie ślepy! Pokaż ręce…
         Chwilę ociągała się, ale pod naciskiem podwinęła rękawy i pokazała nadgarstki. Znałem te rany. Zbyt dobrze. Nie zrobiła ich sobie żyletką… Sam podwinąłem rękawy i brutalnie pokazałem nadgarstki dziewczynie.

         Miałam nadzieję, że tego nie zauważy. Wiedziałam, że będzie zły. Nie spodziewałam się, że sam pokaże mi swoje ręce. Wiedziałam, że kiedyś się ciął, ale nigdy nie rozmawialiśmy o tym. Byłam tego świadoma tylko z niektórych wpisów na jego blogu.
- Te blizny są stare!- krzyknął- Ale jeszcze raz sobie coś zrobisz… a przyrzekam Ci, że znów będą świeże…
         Dopiero teraz zauważyłam, że po policzkach Doriana spływały łzy. Nie chciałam tego. Żałowałam, że zgodziłam się na tą rozmowę. Mogłam przewidzieć, że coś podejrzewa. Przestraszona zamknęłam oczy. Nie mogłam znieść widoku tak wielu blizn na ciele Doriana.
- Nadgarstki to nie wszystko…
- Nie chcę widzieć…- szepnęłam zdruzgotana- Nie chcę…- chyba teraz dostrzegł moje przerażenie.
- Dobrze… Już spokojnie. Przepraszam…
         Nie mogłam otworzyć oczu. Skulona w sobie płakałam jak dziecko. Cały czas próbował mnie uspokoić, ale jego głos był coraz odleglejszy. Jakby nieco przytłumiony.
- Amelia… Proszę. Spójrz na mnie.
         Mimowolnie otworzyłam oczy. Nie wiem, dlaczego. Jego głos w końcu do mnie dotarł. Cała drżałam. Nie mogłam powstrzymać dygotania warg. Nie mogłam spojrzeć na ekran.
- Proszę… Spójrz na mnie- podniosłam wzrok na Doriana- Widzisz? Martwię się o ciebie. Nie chcę żebyś robiła sobie krzywdę. I to w dodatku przez takiego debila jak Kamil.
- Wiem…
- Przepraszam, że krzyczałem. Poniosło mnie. Nie chcę żebyś się krzywdziła. On nie jest tego wart.
- Zdradzał mnie. Cały czas miał mnie w dupie.
- Jak to?
- Maryśka napisała mi, że widziała Kamila z Kingą. W dodatku nie pierwszy raz. I nie ostatnio, tylko jakiś czas temu… Zdradzał mnie.
         Już nie płakałam. Nie miałam czym. Oczy mnie tylko piekły, a gardło bolało od zaciskania. Dorian patrzył na mnie z nieokreślonym wyrazem twarzy. Jakby był zły. Ale i smutny. Trochę stęskniony.

         Widziałem jak cierpiała. Słyszałem jej kruszące się serce. Czułem jej ból. Nie tylko fizyczny. Chciałem z niej to zabrać. Żeby ona już nie płakała. Nie mogłem nic zrobić i to mnie przytłaczało.
***
         Kilka tygodni później po południu dostałem na facebooku wiadomość. Była ona od Maryśki- koleżanki Meli. Nie miałem pojęcia, co ode mnie chciała.
MARYSIA: Hej.
JA: Cześć.
MARYSIA: Mógłbyś powiedzieć mi, co się dzieje z Melą? Z tego, co wiem, ostatnio tylko Ty masz z nią jakikolwiek kontakt.
JA: Nie wiem czy Mela chce o tym rozmawiać z innymi, więc nie wiem czy mogę powiedzieć, co się dzieje.
MARYSIA: Ale chyba powinnam wiedzieć dlaczego się tnie…
         Byłem w szoku. Amelia obiecała, że nie zrobi sobie więcej krzywdy. Nie wiedziałem, co robić. Nic nie odpisując dziewczynie odszedłem od komputera i pobiegłam do łazienki.
         Ja nie łamię obietnic.
         Otworzyłem szafkę i z górnej półki z samego tyłu wyjąłem doskonale ostrą żyletkę. Bawiłem się nią przez chwilę, a potem płynnym ruchem rozciąłem nią skórę na nadgarstku. Potem nieco wyżej i wyżej. Cały czas myślałem o Amelii. O tym jak cierpi i o tym, że nie mogę jej pomóc.
         Spojrzałem na swoją rękę. Była cała czerwona. Tak samo jak podłoga. Tak dobrze znany mi widok. Dotknąłem świeżych ran, odnowionych blizn.
         Zadzwonił telefon. Usiadłem obok wanny i parzyłem jak krew kapie na podłogę. Odebrałem telefon. Dopiero teraz zauważyłem, że płaczę.
- Dorian…
- Hej Mela.
- Co się stało?- w jej głosie słyszałem niemały strach.
- Nic. Co miałoby się stać?
- Nie udawaj. Słyszę, że płaczesz. Co robisz?
- Nie musisz wiedzieć. Tak samo jak ja nie musiałem- chwilę milczała, aż w końcu odezwała się głosem nasiąkniętym łzami.
- Odłóż to…
- Za późno.
         Rozłączyła się. Co zamierzała? Co ja miałem robić w tej sytuacji? Oddzwoniłem do przyjaciółki. Nie odbierała. Naprawdę zacząłem się martwić.

         Gdy się rozłączyłam napisałam do Maryśki. Zapytałam, co mu powiedziała. Mogłam się domyślić, że przed nim niczego nie ukryję. Zaczął do mnie dzwonić, a ja bałam się odebrać. Nie wiedziałam, co mogłabym mu powiedzieć, ale gdy dzwonił piąty raz pomyślałam, że może powinnam jednak odebrać.
- Czy ty oszalałaś?! Odchodziłem od zmysłów!
- Przepraszam… Ja też się martwiłam.
- Miałaś sobie nic nie robić.
- To nie takie proste…
- Wiem… Ale… Obiecałaś.
- Pierwszy raz złamałam obietnicę. Przepraszam- milczeliśmy chwilę- Chcę cię zobaczyć.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Proszę…
         Zgodził się i po chwili rozmawialiśmy już na skype’ie. Chwilę wahał się czy pokazać mi swoje ręce, ale w końcu skierował przeguby w stronę ekranu.
- Przepraszam- szepnęłam przez łzy- Przepraszam…- mówiłam coraz ciszej.
- Cholera!

         Nie mogłem patrzeć na jej łzy. To było nie do wytrzymania. Ta cholerna świadomość, że nie mogę jej nawet przytulić. Tak bardzo chciałem być teraz obok niej.
- To ja przepraszam… Błagam cię, nie płacz, bo serce mi pęka. Wybacz mi.
- Nie masz, za co mnie przepraszać… To ja zawaliłam na całej linii.
         Znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem, że zwali wszystko na siebie. Nie rozumiałem, czemu miała tak niską samoocenę. Przecież była cudowna. Genialny materiał na przyjaciółkę. Nigdy nie bagatelizowała problemów innych. Starała się ze wszystkim jak tylko mogła. Czasem nienawidziła swojej bezradności w niektórych sprawach. Tak jak ja czułem się w tym momencie. Rozumiała mnie, a ja ją. Nienawidziłem swojej bezradności i bezsilności.
- Tak bardzo chciałbym być teraz przy tobie. Spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że to nie twoja wina. Tak, żebyś uwierzyła. Bo to nie prawda, że zawaliłaś na całej linii. To Kamil zawalił.
- Błagam…- płakała cały czas- Przyjedź tu do mnie.






3
ODNALEŹĆ SIEBIE

         Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji. Nie miałam nikogo bliskiego. Maryśka miała swoją paczkę i tylko czasem się mną interesowała. Jedyną osobą, do której mogłam się przytulić był Kamil. Ale jego już nie było. Bardzo doceniałam obecność Doriana, ale to nie to samo, co znajomość, spotykanie się i rozmawianie na żywo.
         Okazuje się, że można tęsknić za kimś, kogo nigdy się nie widziało. To jeszcze gorsze niż tęsknota za kimś, kogo się zna. Chciałam spotkać się z Dorianem. W tamtym momencie pragnęłam tego najbardziej na świecie.
- Bardzo bym chciał, ale wiesz, że to nie jest takie proste.
         Widziałam, że jest smutny. Że też nienawidzi bezradności. Że chciałby w magiczny sposób przenieść się do mojego pokoju. I po prostu być. Nie musielibyśmy rozmawiać. Wystarczyłaby mi wtedy jedynie jego obecność, której tak bardzo potrzebowałam. Chciałam czuć jego ramię obok mojego. Chciałam się w niego wtulić i wypłakać. Chciałam delikatnie gładzić jego blizny mając nadzieję, że przyniesie mu to ulgę. Czułam się winna tego, co sobie zrobił. Byłam też lekko zła na Maryśkę. Akurat wtedy musiała wtrącać się w moje sprawy?
         Chciałam z nią porozmawiać, więc powiedziałam o tym Dorianowi i rozłączyłam się, obiecując, że wkrótce zadzwonię. Pospiesznie wybrałam numer do dziewczyny i poprosiłam, żeby do mnie przyszła. Na początku próbowała się wyplątać, ale nalegałam, więc się zgodziła. Czułam, ze nie chciała się ze mną widzieć. Może bała się, że będę miała do niej pretensje o to, że napisała do Doriana?
         Wyrywając się z myśli zaczęłam sprzątać mój pokój i wyobrażać sobie spotkanie z Dorianem. Na pewno byłoby fajnie. Na pewno odczułabym ulgę.

         Nie wiedziałem, o czym myśleć po rozmowie z Amelią. Widziałem jak cierpiała i nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałem się jak dotrzeć do niej najszybciej. Niedługo koniec wakacji, więc nie zostało wiele czasu. Nie wiedziałem nawet jak mam oznajmić rodzicom, że chce jeszcze wybrać się na drugi koniec Polski. Uznaliby, że zwariowałem.
         Siedziałem zamyślony przed laptopem, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Nie wiem, dlaczego przemknęło mi przez myśl, że to Mela. Chyba podświadomie tego chciałem. Znudzony wstałem z miejsca i poszedłem otworzyć. Przekręciłem zamek, nacisnąłem klamkę i zamarłem.
- Cześć- przede mną z uśmiechem na twarzy stała Marta.
- Eee… cześć?- nie ukrywałem zdziwienia. Bo co ona tu właściwie robiła?
         Z Martą byłem trzy lata. Znaliśmy się od zawsze. Od zawsze ją kochałem i nie wyobrażałem sobie bez niej życia. Do momentu, gdy nie znalazła sobie kogoś innego i zerwała przez sms’a. Nigdy się do niej więcej nie odezwałem. Rzadko się widywaliśmy i nawet nie wymienialiśmy się zwykłym, głupim ‘cześć’. Byłem załamany. To przez to zerwanie zacząłem się ciąć. Zmieniłem się. Nie miałem zamiaru być takim samym, miękkim i naiwnym Dorianem.
         Od czasów Marty z nikim nie byłem. Nie mogłem i nie chciałem. Ale oprócz dziewczyny straciłem też najlepszą przyjaciółkę. To bolało, ale dawałem radę z pomocą Filipa. To on uratował mnie, gdy chciałem się zabić.
         Czego ona tu chciała? Bo ja nie chciałem widzieć jej na oczy do końca życia. Nie wyobrażałem sobie, jak miałaby wyglądać nasza rozmowa.
         Ale ona tu stała. I czekała na zaproszenie. A ja nie wiedziałam, co robić. Spojrzałem jej w oczy i momentalnie zatęskniłem. Nie chciałem za nią tęsknić…

         Widziałam, że Maryśka jest zdenerwowana. Niepewnie weszła do środka i rozejrzała się po wnętrzu. Zaprosiłam ją do siebie do pokoju, bo wiedziałam, że zaraz może wrócić tata.
- No, co tam?- próbowała być wyluzowana.
- Po prostu chciałam wiedzieć, dlaczego napisałaś do Doriana- odparłam naturalnie.
- Chciałam wiedzieć, dlaczego się tniesz. Martwiłam się.
- Ale przecież mogłaś mnie zapytać. Powiedziałabym ci.
- Więc mi powiedz, bo od niego niczego się nie dowiedziałam- wzięłam głęboki wdech i zaczęłam jej opowiadać wszystko od początku. Od nieudanego uderzenia Kamila, przez wsparcie Doriana, aż po zerwanie. Ani razu mi nie przerwała, a to do niej nie podobne. Odezwała się dopiero, gdy skończyłam- Nic nie wiedziałam…Myślałam, że miesiąc temu, gdy przestałam widywać was razem, po prostu mieliście sprzeczkę, albo wyjechałaś gdzieś na wakacje. Dopiero, gdy zobaczyłam, że jawnie wozi się z tą szmatą domyśliłam się, że zerwaliście. Nie wiedziałam, że tak niedawno…A ten dupek…- zacisnęła pięści- Jak go spotkam, to zabiję.
- Nie ma potrzeby. Kinga i tak go rzuci. A ja mam wsparcie u Doriana.
- No właśnie… Dorian. Coś między wami jest?- zapytała z zaciekawieniem.
- Gigantyczna odległość- westchnęłam- Przyjaźnimy się. To cudowna osoba- uśmiechnęłam się smutno- tylko szkoda, że mieszka na drugim końcu Polski…

         Bez skrępowania skierowała się do mojego pokoju i usiadła wygodnie na łóżku. Była taka sama jak zawsze. Może miała nieco doroślejsze rysy twarzy. Nadal chodziła w skórzanych kurtkach, krótkich, jeansowych spodenkach i butach na wysokim obcasie. Nadal farbowała włosy na czarno i prostowała tak, że nic nie było w stanie zepsuć jej fryzury. Blada cera zawsze mnie w niej kręciła. Miała kolczyk w wardze i cztery w uchu. Niebieskie oczy spoglądały na mnie spod wachlarza rzęs. Założyła nogę na nogę i uśmiechnęła się zalotnie.
- Po co przyszłaś?- nie spodobał jej się ton jakim zadałem pytanie, bo wyprostowała się i skrzyżowała ręce na piersi.
- Tęskniłam za tobą…
- Naprawdę?- odparłem sarkastycznie.
- Tak. Zerwałam z Miłoszem. On nie był taki jak ty- uśmiechnęła się do mnie szelmowsko i przygryzła dolną wargę. Poczułem ciarki na plecach.
- Myślę, że właśnie, dlatego ode mnie odeszłaś- przewróciłem oczami mając nadzieję, że nie zdaje sobie sprawy, co ze mną wyprawia.
- Wydoroślałeś kochanie. Przepraszam cię za tamto. Byłam głupia. Ty zawsze przy mnie byłeś, a ja cię tak potraktowałam. Ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę, prawda?- znów rozluźniła ciało i ponętnie na mnie spojrzała.
         Patrzyłem na jej twarz. Na włosy. Na usta i oczy. Tak dobrze je znałem. Tak długi czas za nimi tęskniłem. Tak długo pragnąłem mieć je na własność z powrotem. Wiele razy śniłem o Marcie i budziłem się z mokrymi policzkami. Tak bardzo mnie zraniła. Tak bardzo była egoistyczna.
- Wyjdź- powiedziałem ostro i wskazałem drzwi.

         Gadałyśmy około dwóch godzin. Przepraszała mnie, że nie było jej ze mną, gdy to wszystko się działo, bo w końcu się kumplujemy. Od razu powiedziałam, że nie mam do niej żalu i podziękowałam, że przyszła. Obiecała, że częściej będziemy się widywać i wszyła. Byłam zadowolona, że to się tak skończyło.
         Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Ani jednej wiadomości. Zdziwiłam się. Dorian miał oglądać swój ulubiony serial, a zawsze go komentuje podczas jakichś niesamowicie ważnych dla niego akcji. Postanowiłam do niego zadzwonić.
- Hej. Jak tam serial?
- Amelia, nie mogę teraz rozmawiać. Oddzwonię- i po prostu się rozłączył.
         Nie miałam zielonego pojęcia, co się mogło stać. Chciałam wiedzieć, ale nie mogłam nic zrobić. Z jego głosu nie mogłam nic odczytać. Ani smutek, ani radość, ani złość. Głos był zupełnie bezbarwny. Patrzyłam na wyświetlacz komórki i zastanawiałam się, co robić. Takiej bezradności też nie lubiłam. Nie lubiłam czekać.

         Lekko przestraszyła się mojego tonu, ale wstała i powoli zmierzała ku drzwiom, przy których stałem. Odgarnęła ciemne włosy, przygryzła znów usta i w końcu podeszła do mnie. Czułem jej oddech na swojej szyi.
- Przecież wiem, że ty też za mną tęsknisz misiu.
         Lekko pogładziła dłonią moje ramię i musnęła ustami moją szyję. Już wiedziałem, że przepadłem. Mocno chwyciłem ją w talii i popatrzyłem w oczy. Biła z nich satysfakcja. Była dumna, że umiała mnie omamić. Pogładziłem dłońmi jej biodra i pocałowałem namiętnie w usta. Objęła swoimi dłońmi moją twarz. Kochałem, gdy to robiła. Chwiejnym krokiem zaciągnęła mnie w głąb pokoju. Położyłem ją delikatnie na łóżku nie przestając całować. Jej włosy rozlały się na poduszkę. Oderwała się ode mnie. Uśmiechnęła łobuzersko i włożyła pod koszulkę zimne dłonie, którymi zaczęła gładzić moje plecy. Powolnym ruchem zdjęła ze mnie bluzkę i pocałowała lewy obojczyk. Rozpiąłem jej skórzaną kurtkę i uniosłem luźny, biały t’shirt, przez który i tak było widać jej płaski brzuch i cudowny biust. Powoli kąsałem dziewczynę po brzuchu. Raz, drugi, trzeci. Wplątała swoje dłonie w moje włosy i bawiła się nimi. Usiadła i szybko zdjęła kurtkę i bluzkę rzucając ubrania gdzieś na podłogę. Znów położyła się i jeździła długimi paznokciami po mojej klatce. Przyciągnęła mnie nagle do siebie i ugryzła moją dolną wargę, po czym namiętnie mnie pocałowała. Jej oddech stawał się coraz szybszy i płytszy. Odnalazła zapięcie moich spodni i rozpięła guzik i rozporek, a ja wsunąłem dłonie pod jej plecy i szukałem zapięcia stanika. Gdy już je znalazłem i odpiąłem znów zaczęła mnie całować. Nagle… zadzwoniła moja komórka.
- Cholera!- krzyknąłem budząc się z klątwy- Co ja robię?!- jak oparzony odskoczyłem od Marty i odebrałem telefon.
- Amelia, nie mogę teraz rozmawiać. Oddzwonię.
         Starałem się mówić jak najnormalniej, ale nie wiem czy mi się to udało. Ubrałem się i rzuciłem ciuchy Marcie.
- To twoja dziewczyna?- zapytała kąśliwie.
- Po co wpuściłem cię do domu!?- krzyknąłem wściekły- Wyjdź! Rozumiesz?!- włożyła kurtkę i zdenerwowana wyszła z mieszkania.

         Po godzinie odebrałam telefon od Doriana. Słuchałam, jak próbował spokojnie mówić. To, co do mnie wtedy dotarło to to, że była u niego Marta i chciała do niego wrócić. Resztę mówił tak niespokojnie, że nic nie zrozumiałam.
- Spokojnie. Wdech…- mówiłam powoli- Powiedz od początku, co się działo- westchnął i powiedział wszystko w skrócie.
- Rozłączyliśmy się, przyszła ona, chciałem ją wyprosić, pocałowała mnie- znów zaczął mówić szybciej i niezrozumiale bełkotać- prawie wylądowaliśmy w łóżku, zadzwoniłaś, wyprosiłem ją. A raczej wyrzuciłem.
- Co?!- nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Może słuch płatał mi figle?
- Wyrzuciłem ją?
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Jak to… w łóżku. Przespaliście się?!- zapomniałam, że on jest pełnoletni i tak dalej, a ja byłam małolatą.
- Prawie- zaznaczył- Nie mam pojęcia jak to się stało! Dziękuję, że zadzwoniłaś.
- Zawsze do usług… A gdybym nie zadzwoniła…
- Nie chcę nawet o tym myśleć!- przerwał mi.
- Mógłbyś do niej wrócić?
- Nie wiem. Może… To skomplikowane. Ona bardzo mnie zraniła, Amela. Bardzo. I nawet nie wiem, czy jest tego świadoma.
         Rozmawialiśmy o Marcie. Potem o wizycie Maryśki i o tym, że mam sobie nic więcej nie robić. Tym razem starałam się nic nie obiecywać, bo to wszystko nie jest takie łatwe. Nie trudno się pogubić i po prostu zabłądzić. Wiedziałam, że on też starał się nie obiecywać. Zwłaszcza, że wróciła Marta i wszystko może się zdarzyć.

         Mela to osoba, która naprawdę była mi wtedy potrzebna. Rozumiała mnie jak nikt, choć była między nami różnica wieku. Mogłem powiedzieć jej wszystko, a ona nigdy nie krytykowała mnie, ani tego, co robię. Zawsze starała się wyobrazić, że jest w mojej sytuacji. Czasem się ze mną nie zgadzała, ale mówiła szczerze i byłem jej za to wdzięczny. To prawdziwa przyjaciółka, za którą codziennie dziękowałem Bogu.
         Obejrzeliśmy razem dziesięć odcinków ‘Pingwinów z Madagaskaru’ i poszliśmy spać. Jednak nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się, czy napisać do Amelii. Bałem się, że ją obudzę, więc zamiast tego czytałem nasze pierwsze rozmowy.
         ‘Tak. To nie przypadek, że dostałem link, do tego bloga. Nic nie dzieje się przez przypadek.’ Pomyślałem, zamknąłem oczy i zasnąłem.



4
NA ODLEGŁOŚĆ

         Przez kolejne dwa miesiące Marta dalej wręcz nachodziła Doriana. Rok szkolny trwał, ale ja nie mogłam się na niczym skupić. Wszystkie myśli krążyły wokół Kamila, Doriana i Marty. Co dziwne nie uszło to uwadze mojego ojca, który jak się okazało miał manię na punkcie moich ocen, które zawsze jako-tako go zadowalały. Pewnego dnia zrobił mi awanturę, że nie daję z siebie nawet połowy, że nie przykładam się do pracy i wszystko mam gdzieś. Tylko, że on nie wiedział, co się w moim życiu działo. W dodatku martwiłam się o Doriana, bo jego stan zdrowia zaczął się pogarszać. Ale mojego ojca mało to obchodziło i nawet nie miał zamiaru pytać, dlaczego opuściłam się w nauce.
         Dorian miał jakieś problemy zdrowotne. Bałam się o niego, a on nie dawał namówić się na badania. Błagałam o to, ale do niego nic nie docierało. Gdy znów z nim o tym rozmawiałam, do pokoju wparował ojciec.
- Amelio. Musimy porozmawiać. Oddzwonisz- nienawidziłam tego tonu, ale nie chciałam się z nim kłócić, więc powiedziałam Dorianowi, że pogadamy o tym później. Poszłam za tatą do salonu.
- O co chodzi?
- Usiądź.
- Nie jestem na spotkaniu w twojej firmie…- skrzyżowałam ręce na piersi.
- W porządku… Razem z matką postanowiliśmy, że przynajmniej do końca tego roku szkolnego będziesz mieszkała u niej.
- Co? Dlaczego? Ja nie chcę nigdzie jechać…- byłam bliska płaczu.
- Ale my nie musimy cię pytać o zdanie- był spokojny, ale to tak cholernie mnie drażniło- Nie masz osiemnastu lat. To my decydujemy o tobie. To już postanowione. Przykro mi Amelio, ale sama do tego doprowadziłaś.
         Wstał ze skórzanej kanapy i poszedł do swojego gabinetu pozostawiając mnie roztrzęsioną na samym środku salonu.

         Słyszałem w głosie Meli poirytowanie. Nie lubiła swojego ojca. Dodatkowo ja denerwowałem ją, bo nie chciałem iść na badania. Rozłączyłem się lekko smutny, bo chciałem dziś dłużej porozmawiać z przyjaciółką.
         Od jakiegoś czasu po wysiłku lub, gdy się denerwowałem czułem niemiły ucisk w okolicach wątroby. Nie przejmowałem się tym, ale po jakimś czasie zaczął się on nasilać. Powiedziałem o tym tylko Ameli mając nadzieję, że mnie uspokoi, że powie coś w stylu „To nic takiego, samo przejdzie”. Ona jednak wystraszyła się nie na żarty i kazała mi się zbadać.
         Do tego Marta ciągle do mnie pisała i dzwoniła. Parę razy do mnie przyszła, a ja zawsze ją wyrzucałem. Nie chciałem mieć z nią nic do czynienia.
         Dopytywała się czy Amelia jest moją dziewczyną. Nie wiedziałem czy skłamać, czy powiedzieć prawdę, więc zawsze ją jakoś zwymyślałem i zapominała o pytaniu.
         Gdy przypadkowo odebrałem od niej telefon starałem się być oschły, ale czasem mi to nie wychodziło i Marta o tym wiedziała. Próbowałem olewać telefony i wiadomości od niej, ale po prostu nie umiałem.
          Myślałem właśnie o tym, że tak trudno odizolować mi się od Marty, gdy zadzwonił telefon. Uśmiechnąłem się, gdy na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie Amelii.
- No hej-odpowiedział mi płacz- Co się stało?
- Dorian… Ja się przenoszę.
- Jak to przenosisz? Gdzie?!
- Za granicę, do matki…
         Mela nigdy nie opowiadała mi o swojej mamie. Unikała tego tematu jak ognia. A ja nie mogłem jej zmusić do rozmowy. Wyraźnie nie podobała jej się ta sytuacja. Przestraszyłem się, że mogę jej już nigdy nie zobaczyć.
- Amelia… powiedz mi, kiedy i na ile. Bo chyba nie na stałe, prawda? Powiedz coś.
- Nie, nie na stałe. Przynajmniej do końca roku szkolnego. Zauważył, że moje ocen spadły i nie jest z tego zadowolony. Powiedział, że ustalili to razem z matką. Masz pojęcie jak się wściekłam?!
- Mogę się domyślać.
         Nadal nie powiedziała mi nic o matce, ale wiedziałem, że wkrótce to zrobi. Przechadzałem się po mieszkaniu i uspokajałem przyjaciółkę. Przełączyłem na głośnomówiący i przeglądałem rzeczy w moim pokoju. Na szafie stało pudło z zagadkową zawartością. Postanowiłem, że sprawdzę, co w nim jest.
- Może się jeszcze rozmyślą- krzyczałem do telefonu, który położyłem na biuru stojącym obok szafy.
         Stanąłem na palcach i chwyciłem karton. Pociągnąłem go lekko i złapałem mocniej. Zsunąłem go z szafy i nagle jego ciężar mnie przygniótł. Poczułem straszny ucisk w okolicy wątroby. Upuściłem pudło i klęknąłem na dywanie zwijając się z bólu.
- Dorian? Co się stało…?- Amela była przerażona. Zacisnąłem zęby i sztucznie zaśmiałem się.
- Nie, nic. Upuściłem pudło.

         Nie wiedziałam czy płakać, czy krzyczeć. Płakać, bo byłam pewna, że z nim nie było dobrze, a krzyczeć, bo kłamał i w dodatku nie chciał iść się zbadać. Martwiłam się o niego i nie chciałam, żeby coś mu się stało.
- Dorian…- mówiłam zdławionym głosem- Masz tydzień, żeby pójść do lekarza rozumiesz?
- Dlaczego tydzień?
- Bo za tydzień mnie tu nie będzie. I jeżeli do tego czasu nie zrobisz badań… Po prostu się pożegnamy.
- Jak to, pożegnamy?!
- Normalnie… Zmienię numery, konta…
- Dlaczego chcesz mi to zrobić…
- Nie tobie, ale dla ciebie. A to różnica. Przemyśl- i rozłączyłam się.
         Nie widziałam już innego sposobu. Pozostał tylko szantaż. Nie chciałam, Ale nie widziałam innego wyjścia. Tak bardzo się o niego bałam. Nie chciałam go krzywdzić, ani robić mu przykrości. Po prostu czułam, że te badania są mu naprawdę potrzebne. W dodatku te jego bóle się nasilały. Byłam pewna, że chwilę wcześniej byłam świadkiem takiego ataku. I nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało. Czułam się za niego w jakiś sposób odpowiedzialna. Miałam nadzieję, że w końcu da się namówić na wizytę u lekarza.
         Gdyby to nie pomogło, znalazłabym kontakt z jego rodzicami i powiedziałabym o całej sytuacji. Ich chyba by się posłuchał, prawda? Mimo wszystko miałam nadzieję, że teraz już zbada się i będę spokojna.
         Dziwiło mnie tylko to, że uwierzył w ten ‘tydzień, albo…’. Myślałam, że wie, że jestem od niego uzależniona i nie wytrzymam bez niego jednego dnia. Myślałam, że on też miał do mnie taki stosunek, ale chyba się myliłam.

         Nienawidziłem, gdy się o mnie martwiła. Bardzo to okazywała i prawie pękałem. A to ja miałem być tym upartym. Ona nie powinna się mną tak przejmować. Powinna olewać to i mówić, że wszystko będzie dobrze. Ale ona się o mnie bała i martwiła. Nie chciałem tego. Zastanawiałem się nad tym, czy faktycznie nie iść na badania. Nie lubiłem szpitali. W Polsce to była po prostu jedna, wielka masakra. Bałem się o swoje zdrowie, bo przecież w szpitalu niektórzy zamiast się uleczyć, chorowali jeszcze bardziej.
         Poza tym zaskoczyło mnie to, że postawiłam mi ultimatum. Rzadko była taka stanowcza. W sumie było w tym coś… pociągającego.
         Dlaczego tak bardzo nie chciałem iść do lekarza? Teraz wiem, że się po prostu bałem. Nie samej wizyty, ale tego, czego mogę się dowiedzieć. Chyba myślałem, że życie w nieświadomości jest łatwiejsze. Może byłem lekkim egoistą, bo wiedziałem, że tak czy inaczej Mela będzie się o mnie Martwić.
         Poza tym miała na głowie swoje problemy. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że Amela będzie jeszcze dalej, niż do tej pory. W dodatku zapewne nie będziemy tak często rozmawiać i pisać. A ja już nie wyobrażałem sobie bez niej życia.
         Nie chciałem jej już mówić o Marcie i o tym, że coraz bardziej odczuwałem głód bólu. Ciągle do mnie pisała i dzwoniła. Miałem tego dość, choć ciągle za nią tęskniłem. Nie chciałem tęsknić. To bolało bardziej od ran ciętych.
         Jeszcze rok temu bez zastanowienia wybaczyłbym jej to, co zrobiła, ale z perspektywy czasu widziałem, że to nie byłoby już to samo i szybko by się skończyło. Bo ja się zmieniłem. Dopiero teraz miałem świadomość, że okręciła mnie sobie wokół palca. Robiła ze mną to, co chciała. Rezygnowałem ze swoich planów, żeby pójść z nią na imprezę, patrzeć jak chleje, a potem bezpiecznie zabrać ją do domu. Często jeździliśmy od razu do mnie, bo jej rodzice nie lubili, gdy w takim stanie dostarczałem ją na miejsce. Innym razem przychodziła niespodziewanie do mojego mieszkania i bez słowa rozbierała się dając znać, że ma zamiar tego wieczoru się ze mną kochać. Nigdy nie protestowałem, bo… No to chyba raczej jasne. Marta bardzo mnie pociągała. Nie widziałem nigdy seksowniejszej dziewczyny.
         Może tak naprawdę nasz związek opierał się jedynie na imprezach i seksie? „Posiadanie” kogoś do kochania się i samego posiadania było dla niej wygodne. Tylko, że ja naprawdę ją kochałem. Nadal tak było, ale serce nie potrafiło wybaczyć tego, co zrobiła.
         Powróciłem myślami do tego dnia, gdy znów prawie wylądowaliśmy w łóżku. Moje ciało zawsze tak na nią reagowało. Tylko urok pryskał, gdy się spijała. Nie rozumiałem, dlaczego to sobie robiła. Nigdy nie piłem i nie zamierzałem zaczynać. Tamtego dnia była całkowicie trzeźwa. I pociągała mnie jak nigdy, jednak byłem wdzięczny Meli, że wtedy zadzwoniła. Przypomniałem sobie tą rozmowę. Była zdziwiona i lekko… smutna? Nie umiałem określić tonu jej głosu. „Zawsze do usług…” zabrzmiało tak sucho. Zaraz… Czy ona…?

         Zaczęłam pakowanie. Nigdy nienawidziłam tej czynności. W dodatku pakowanie się w celu przeniesienia za granicę do matki? Gorzej już chyba być nie mogło. Nie wyobrażałam sobie spotkania z nią. Może przyśle po mnie kogoś na lotnisko i będziemy mijały się tylko na schodach jak z ojcem? A może postanowiła nagle stać się dobrą matką?
         Oboje z ojcem idealnie się dobrali. Oboje tak samo komercyjni. Obojgu zależało tylko na kasie. Dlatego się rozstali. Za dużo ich łączyło, a związek z kimkolwiek ich ograniczał. Postanowili, że zostanę z ojcem, bo matka miała pracę w biegu i często podróżowała. On miał firmę na miejscu i nie zmierzał się nigdzie przenosić. Matce to pasowało, a ojciec wynajął nianię. Do czasu, gdy skończyłam podstawówkę miałam ich pięć. Każdą zwalniał po tym, gdy znudziła mu się w łóżku. Od gimnazjum stałam się samodzielna. Nie potrzebowałam nikogo. Ojciec nawet nie wiedział, gdy Kamil do mnie przychodził. Tak naprawdę mogłabym zniknąć na tydzień, a on by tego nie zauważył. Jedynie moja edukacja go interesowała. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie szło mi za dobrze. Miał gdzieś moje olimpiady z polskiego, w których zawsze stawałam na wyższym miejscu.
         W piątej klasie odpuściłam sobie konkursy z polskiego, bo po którejś wywiadówce zobaczyłam w mojej kuchni półnagą polonistkę. Okej, mój ojciec ma coś w sobie, ale bez przesady! Spotykali się jakoś do wakacji. Na sam seks. Swoją drogą na koniec roku szkolnego, mimo, że nie wykraczałam wiedzą poza program, ani nie brałam udziału w konkursach postawiła mi sześć mówiąc, że „jako jedyna nie musiałam poprawiać żadnego sprawdzianu”, co w moich uszach brzmiało „twój ojciec ma gigantycznego fiuta”. Na szczęście rok później zmieniła mi się polonistka, bo tamta zaszła w ciążę, ale chyba (chyba!) nie z moim ojcem. Z resztą… kto go tam wie ile już dzieci sobie narobił.
         Z matką zawsze byli zgodni. Z małżeństwem, rozwodem, mną i finansami. Widocznie ze szkołą także. Dlaczego akurat tak zdecydowali? Nie mogli mnie wysłać… na drugi koniec kraju? Gdzie byłabym szczęśliwa mając obok najlepszego przyjaciela? Dlaczego tak bardzo lubili komplikować mi życie i wszystko utrudniać? Może sprawiało im to przyjemność…
         Bardzo męczyłam się i chciałam napisać do Doriana. Ale nie mogłam się ugiąć. Nie w tyj sprawie. Kilka dni po ostatniej rozmowie do mnie zadzwonił. Słyszałam w jego głosie zdenerwowanie. Na początku rozmawialiśmy o niczym, ale w końcu nie wytrzymał.

- Amelia…Byłem na badaniach- powiedziałem zaciskając mocno powieki.
- Byłeś?!- krzyknęła.
- Tak, byłem…
- I jak? Kiedy wyniki?- była podekscytowana, ale i zdenerwowana,  zmartwiona.
- Jutro…
- Jutro wyjeżdżam- posmutniała jeszcze bardziej.
- Hej, nie rozmawiajmy o tym. Ani o tym, ani o badaniach. Dobrze? Nie dziś.
- Dobrze…- czułem, że chciała płakać.
- Chodź na skype’a.
         Rozłączyliśmy się. Tamtego dnia nie miałem zamiaru zostawiać jej nawet na pięć minut. Tą noc chciałem przegadać aż do rana. Aż do dnia sądu ostatecznego. Wiedziałem, że dziś będzie taka możliwość, bo nie miała nic do nauki, a ojciec i tak nie zajrzy do pokoju.
- Płakałaś…?- bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
- Dopiero dociera do mnie, że wyjeżdżam- jej oczy znów zaszły łzami.
- Ale dziś masz już nie płakać. Przynajmniej nie sama. Nie beze mnie. Dziś zostaję z tobą na całą noc- poruszyłem zabawnie brwiami. Zaśmiała się gorzko, ale szczerze i jak zawsze słodko.
- Nieładnie Dorian, nieładnie- uśmiechnęła się znowu.
- Pfff…- fuknąłem- Tobie tylko jedno w głowie- zaśmiała się.
         Gadaliśmy o wszystkim tylko nie o dołujących nas sprawach. Obejrzeliśmy jakiś film śmiejąc się do rozpuchu. Po dwudziestej drugiej dostałem sms’a od Marty.
- Marta chce ‘wbić do mnie na chatę’- zacytowałem- Chyba się wstawiła.
- Wpuścisz ją?- na twarzy dziewczyny zauważyłem lekką złość.
- Zazdrosna?- uśmiechnąłem się zawadiacko.
- Tak- odparła poważnie. Lekko mnie zatkało- Musisz się przyzwyczaić, że o każdego będę zazdrosna, bo może cię zobaczyć i dotknąć…
- Nie wpuszczę jej. Spokojnie. Dziś jestem twój- znów się zaśmiała chowając wrogie nastawienie do wszystkich moich znajomych.
- Okej. Słuchaj, ja się idę wykąpać. Zaczekasz na mnie, czy zaśniesz?- uśmiechnęła się.
- Jak myślisz?
- To dobranoc- zmarszczyłem brwi.
- Ehh… Wracaj szybko, albo weź laptopa do łazienki-przyjąłem pozycję obronną- Nie bij, błagam.
- Idiota- zaśmiała się i wyszła z pokoju.
         Teraz miałem widok na cały jej pokój. Był spory i czysty. W bieli i czerni. Dodatkowo wszędzie było szkło. Jedna ściana cała była lustrem, przed którym kiedyś tańczyła. Na szklanym stoliku stały kosmetyki i niewielka lampka nocna. Na ścianie nad stolikiem wisiało mnóstwo wszystkiego. Od zdjęć, przez rysunki aż po plakaty. W tym całym kolażu dopatrzyłem się nawet swojego zdjęcia. Trudno nie zauważyć kolesia z fioletowymi włosami. Łóżko było ogromnie. Spokojnie zmieściłyby się tam trzy osoby. Szafa z ciuchami też była duża i aż do sufitu. Nie widziałem jedynie jej biurka, na którym aktualnie stał laptop.
         Po piętnastu minutach drzwi uchyliły się i do pokoju weszła Amelia. Miała wilgotne włosy i wypieki na twarzy. Dopiero po chwili zauważyłem, że była owinięta jedynie w ręcznik sięgający jej do połowy uda. Pokazała wskazujący palec na znak, żebym jeszcze chwilę poczekał. Otworzyła szafę i wspięła się na palce, by wyciągnąć coś w górnej półki. Miała cudowne nogi. Włosy zgarnęła na prawe ramię odsłaniając kawałek nagich pleców. Myliłem się mówiąc, że Marta była najseksowniejszą dziewczyną, jaką widziałem. Amelia zrobiła na mnie dużo większe wrażenie.

         Wyszłam z pokoju w dobrym nastroju. Miałam nadzieję, że zostanie tak aż do rana. Weszłam do łazienki i spojrzałam w gigantycznie lustro rozmiarów ściany. Wydawało mi się, że schudłam. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam plecami do odbicia. Nienawidziłam widzieć siebie nago. Zdjęłam bluzkę i rurki, a potem bieliznę i rozpuściłam włosy. Weszłam pod prysznic i włączyłam gorącą wodę.
         Po kąpieli owinęłam się ręcznikiem i rozejrzałam dookoła. Dopiero zorientowałam się, że nie wzięłam nic do przebrania! Co miałam zrobić? Trochę głupio było mi paradować w samym ręczniku przed Dorianem, ale jakie miałam wyjście?
         Wróciłam nieco podenerwowana do pokoju i poprosiłam, żeby jeszcze chwilę poczekał. Otworzyłam drzwi szafy i stanęłam na palcach. Zgarnęłam włosy na prawe ramię i od razu pożałowałam, bo poczułam na sobie wzrok chłopaka. Błagałam tylko, żeby ręcznik nie spadł na ziemię. Jak najszybciej chciałam znaleźć coś do ubrania i wyszłam z pokoju.
         Szybko się ubrałam i wzięłam ręcznik, żeby powycierać nim włosy. Stanęłam przed drzwiami, wzięłam głęboki wdech i ‘jak gdyby nigdy nic’ weszłam do środka.
- Co tak długo- uśmiechnął się do mnie.
- Przecież jestem tak głupia, że zapomniałam wziąć ze sobą ubrań- puściłam do niego oko.
- Mogłaś się przy mnie przebrać- skarciłam go wzrokiem widząc, że mało nie wybucha śmiechem- A tak na serio masz bardzo ładne plecy- uśmiechnął się słodko.
- A ty bardzo ładne uszy…
         Przestawiłam laptopa na łóżko i usiadłam wygodnie nadal wycierając włosy. Patrzyłam na moją ścianę rozmawiając o moim lenistwie. Co chwilę śmieliśmy się z siebie nawzajem. Wstałam i wzięłam ze stolika krem nawilżający zapachu wiśni, który po prostu uwielbiałam. Znów usiadłam na łóżku i postawiłam na nim nogę. Wycisnęłam trochę kremu na dłoń i rozsmarowałam na skórze. Rozmawialiśmy dalej. W pewnym momencie spojrzałam na ekran. Dorian siedział niespokojnie jakoś spięty. Patrzył na mnie wzrokiem, jakiego nigdy u niego nie widziałam i jąkał się.
- Eeee… Wiesz co? Ja.. ja chyba pójdę się teraz wykąpać. Zaczekasz na mnie?
- No jasne…
- Too… to okej. To ja idę- i wręcz wyleciał z pokoju. Wzruszyłam ramionami i włączyłam muzykę. Postanowiłam, że dokończę pakowanie moich książek, których miałam sporo, bo lubiłam czytać,gdy było mi nudno.

         Myślałem, że dostanę szału. Ona kompletnie nie wiedziała jak na mnie działa. Gdy weszła do pokoju myślałem, że nie wyduszę z siebie słowa, ale jakoś się udało.
- Co tak długo?- uśmiechnąłem się do niej.
- Przecież jestem tak głupia, że zapomniałam wziąć ze sobą ubrań- puściła do mnie oko.
- Mogłaś się przy mnie przebrać- zażartowałem-A tak na serio masz bardzo ładne plecy- nie mogłem się nie uśmiechnąć na wspomnienie jej nagich łopatek i ramion.
         Teraz zielona bluzka opinała jej płaski brzuch i ładne piersi. Krótkie, białe spodenki nie zasłaniały długich, zgrabnych nóg i podkreślały zaokrąglone biodra. Była bardzo pociągająca, choć z drugiej strony nie można było zarzucić jej, że ubrała się wyzywająco.
- A ty bardzo ładne uszy...- przewróciła oczami.
         Przestawiła laptopa na łóżko i usiadła nadal wycierając włosy. Robiła to delikatnie. Co jakiś czas zmieniała nachylenie głowy. Miałem doskonały widok na całe jej ciało, które doprowadzało mnie do szału. Myślałem, że bardziej nie może mnie już dziś rozpalić, gdy wzięła ze stolika jakiś krem i zaczęła smarować swoje długie nogi. Zadbanymi dłońmi jeździła od zgrabnych kostek, aż do początku spodenek. Delikatnie gładziła swoje łydki i uda nie zwracając na mnie uwagi. A ja w tym czasie dostawałem ciarek na plecach. Jej bluzka podwinęła się trochę do góry i odsłoniła kawałek brzucha. Nigdy nie widziałem czegoś bardziej zmysłowego, a przecież kochałem się z Martą nie raz. To było jednak tak niesamowite, że nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Nie dość, że w mózgu miałem chaos, to dodatkowo poczułem, że na spodniach robi mi się wypukłość.
         W pewnym momencie dziewczyna spojrzała na mnie. Próbowałem się uspokoić, ale po prostu nie mogłem. Zacząłem się jąkać. Nie mogłem wytrzymać, po prostu wydukałem, że idę się wykąpać i wybiegłem z pokoju do łazienki.
         Gdy już ulżyłem sobie pod prysznicem zacząłem zastanawiać się, czy Mela zdawała sobie sprawę, jak może działać na facetów. Kamil był głupi. Nie dość, że była cudowną dziewczyną, to jej ciało doprowadzało do obłędu.
         Przywróciłem się do porządku. Przecież to była moja przyjaciółka! Nie powinienem myśleć o niej w ten sposób. Nie była nawet pełnoletnia. Ale wiem, że nie jednemu zawróciłaby w głowie. Od tamtej pory stałem się o nią zazdrosny.
         Wróciłem do pokoju. Lekko spięty, ale to nic w porównaniu z tym, co działo się ze mną przed wizytą w łazience. Amelia stała przed lustrem, śpiewała po cichu i przypominała sobie układy taneczne. Uśmiechnąłem się. Była śliczna.
- Jak tam- zapytała posyłając mi dziewczęcy uśmiech.
- Zrelaksowany, a tam?
- Poirytowana- zaśmiała się- Nie dość, że kąpiesz się dłużej ode mnie babo, to jeszcze nie mogę przypomnieć sobie takich jednych kroków, ale nie ważne- uśmiechnęła się i usiadła przed ekranem- jestem zmęczona.
- Połóż się księżniczko.
- Przecież mieliśmy gadać do rana- zaśmiała się i zmarszczyła brwi.
- I będziemy, ale chyba nic się nie stanie jak się położysz prawda? Czy mowa ci się wyłącza?- zażartowałem- Ja tam się kładę.
- No okej.
         Przekręciła laptopa w stronę ściany i przesunęła go na brzeg łóżka. Sama położyła głowę na poduszce, ale nie przykryła się kołdrą. Chyba było jej gorąco po tańcu. Zamknęła oczy i wyglądała naprawdę słodko, a jednocześnie pociągająco. Znów widziałem kawałek jej brzucha i smukłe, piękne ramiona osłonięte jedynie cienkim paskiem ramiączka. Położyłem się na łóżku i zapaliłem boczną lampkę, żeby widzieć klawiaturę. Górne światło zgasiłem, żeby nie wzbudzić podejrzeń sąsiadów. Patrzyłem na nią, gdy otworzyła duże, piękne oczy i uśmiechnęła się.
- Kocham Cię- wyszeptała i po chwili dotknęła palcem ekranu.

         Gdy doczekałam się aż wrócił do pokoju usiadłam zmęczona na łóżku. Chciałam już spać, ale nie chciałam zarazem. Wolałam rozmawiać z Dorianem aż do rana. Widząc, że za chwilę padnę, powiedział żebym się położyła. Posłuchałam go i po chwili leżeliśmy obok siebie. Na chwilę zamknęłam oczy wyobrażając sobie, że naprawdę jest obok mnie, a gdy je otworzyłam zobaczyłam ciemnookiego chłopaka. Jego postawione na żel fioletowe włosy bardzo mi się podobały. Miał cudowny uśmiech. Spojrzałam na jego spierzchnięte usta i poczułam dreszcz podniecenia. Dlaczego miałam ochotę go pocałować?
- Kocham Cię- wyszeptałam lekko przerażona, ale i wiedziałam, że nie zauważył, że mi się podoba.
         W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że zakochuję się we własnym przyjacielu…Jednak nie mógł o tym wiedzieć. Nie mogłam zepsuć tego, co już między nami było. Najpiękniejszej przyjaźni pod słońcem.
- Ja Ciebie też kocham maleństwo- po jego policzku spłynęła łza, której nawet nie zauważył. Przekonana, że jest obok mnie, uniosłam palec do ekranu i wirtualnie otarłam jego policzek.
         Wkrótce zasnęłam. Nie chciałam tego, ale oboje byliśmy zmęczeni. Następnego dnia obudziłam się i spojrzałam na ekran. Skype nadal chodził. Czas pokazywał, że rozmawialiśmy dobre trzynaście godzin z minutami. Jednak przed ekranem nie było Doriana. Było tylko łóżko w stanie jak po tornadzie i mała karteczka ‘ZARAZ WRACAM :)’ stojąca na prześcieradle. Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam, ale po chwili zmieniłam wyraz twarzy. Dziś miałam wyjechać.
         Wstałam i otworzyłam szafę ponownie się przeciągając. Spojrzałam na ekran laptopa. Chyba jeszcze trochę go nie będzie’ pomyślałam i zdjęłam bluzkę, a potem spodenki. Po moich nagich plecach przebiegł zimny powiew wiatru. Zapomniałam, że całą noc miałam otwarte okno.
         Zgarnęłam włosy na lewe ramię i sięgnęłam do szuflady po czarny biustonosz. Założyłam go i naciągnęłam na siebie czarny, opięty top. Na nogi wciągnęłam ciemne rurki i założyłam dżinsową kamizelkę. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami w laptopie. Akurat.
         Do pokoju wszedł Dorian. Miał na sobie jedynie dresy ze ściągaczami i uśmiech na twarzy. Z włosami w nieładzie było mu do twarzy, a wystające ze spodni bokserki dawały mu chłopięcego uroku, który tak mi się w nim podobał. Serce zaczęło mi szybciej bić na ten widok.
- Jak się spało?- uśmiechnął się do mnie Dorian.
- Cudownie, a tobie?
- Też. Długo na mnie czekałaś? Musiałem zrobić śniadanie
- Nie, nie długo. Zdążyłam się przebrać. Najedzony?
- Powiedzmy…- uśmiechnęłam się i przygryzłam usta, na co zareagował lekkim rumieńcem.

         Widziałem, jak bardzo jest zmęczona. Nie chciałem zmuszać jej do ślęczenia całą noc nad laptopem. Patrzyłem na zasypiającą dziewczynę. Wyglądała tak słodko. Starała się cały czas coś mówić, ale w końcu zamilkła i tylko patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Jednak z każdym mrugnięciem coraz trudnej było jej otworzyć z powrotem powieki. Po dwóch minutach spała. Nie mogłem nacieszyć oczu. Nie mam pojęcia ile się w nią wgapiałem. W końcu zmorzył mnie sen.
         Rano obudziłem się pierwszy i znów jakiś czas patrzyłem na śpiącą Melę. Po jakimś czasie wstałem z łóżka i założyłem dresy. Zrezygnowałem z koszulki, bo jak zawsze w mieszkaniu było dusznie. Napisałem Ameli karteczkę i postawiłem ją przed ekranem, a sam poszedłem zjeść.
         Gdy wróciłem, cicho wszedłem do pokoju, żeby przepadkiem nie obudzić dziewczyny. Jednak ona już nie spała. Stała przed szafą. Wpatrywałem się w ekran. Zdjęła bluzkę i spodenki. Wytrzeszczyłem oczy. Nie wiedziałem, co robić! Widziałem najpiękniejszą dziewczynę pod słońcem w samej bieliźnie. Tak myślałem, dopóki nie zgarnęła włosów i zdałem sobie sprawę, że nie ma na sobie biustonosza. Na dresach coś niepokojąco mocno się odznaczyło. Skarciłem się w myślach i po cichu opuściłem pokój. Przed drzwiami doprowadziłem się do porządku i z powrotem wszedłem do pomieszczenia trzaskając za sobą drzwiami. Mela była już ubrana. Spojrzała na mnie słodko i jakby… zawstydziła się lekko.
- Jak się spało?- uśmiechnąłem się do niej.
- Cudownie, a tobie?
- Też. Długo na mnie czekałaś? Musiałem zrobić śniadanie
- Nie, nie długo. Zdążyłam się przebrać. Najedzony?
- Powiedzmy…- spojrzałem na nią i pomyślałem, że żeby się najeść musiałaby być w moim pokoju całkiem naga. Ona jakby czytając mi w myślach przygryzła usta, a ja myślałem, że znów będę musiał ewakuować się z pokoju.

***
         Zdołowana siedziałam na lotnisku. Nie mogłam znieść myśli, że już nie będzie tak samo. Nie chciałam się przenosić. Chciałam zostać tutaj.
         Czekałam na telefon od chłopaka. Miał iść po wyniki badać i od razu do mnie zadzwonić. Siedziałam jak na szpilkach, a przy mnie jeden z pracowników taty. Był młody i chyba dopiero zaczynał jako chłopiec na posyłki. Siedział obok mnie i grał na PSP. Miał dopilnować, żebym wsiadła w dobry samolot.
         Myślałam nad tym, co będzie potem. Nie mogłam oprzeć się myśli, że wszystko się zmieni. Nie chciałam tego. Jednak ja nie miałam tu nic do powiedzenia. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie te czternaście godzin z Dorianem. Ile bym dała, żeby to powtórzyć…
         Nagle w mojej dłoni zawibrowała komórka. Zdenerwowana spojrzałam na wyświetlacz. Dorian… Trzęsącą się dłonią nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- I co?- zapytałam zdenerwowana.
- Amelia… Mam nowotwór wątroby…

         Długo nie słyszałem żadnej odpowiedzi. Moje mokre policzki zaczęły schnąć na ostrym, zimnym wietrze i piec niemiłosiernie. Nie wiedziałem, co jeszcze powiedzieć.
- Dorian…- płakała.
- Mela… Nie płacz- usłyszałem w słuchawce ‘co jest’ i warknięcie dziewczyny.
- Nic! Odwal się- zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Kto to był…- myślałem, że wybuchnę.
- Nie ważne. Pracownik taty. Co teraz będzie?- nie mogłem słuchać jej gdy była tak przybita i przerażona.
- Leczenie- po policzku spłynęła kolejna łza- Nie płacz. Będzie dobrze.
         Powiedziałem to, choć sam nie do końca w to wierzyłem. Lekarz powiedział, że gdybym przyszedł później, nie byłoby dla mnie wielkich szans. Amelia mnie uratowała. Byłem jej wdzięczny, choć nie umiałem tego powiedzieć. Czułem, że za każdym razem, gdy zechcę powiedzieć coś o tej chorobie czy wynikach nie dam rady, bo głos mi się załamie.
         Byłem zdruzgotany i nie wiedziałem, co robić. Amelia była pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Czekała mnie jeszcze rozmowa z rodzicami. Nie chciałem jej. Wolałem nic im nie mówić, ale wiedziałem, że prędzej czy później się dowiedzą.
         Pomyślałem wtedy o Meli. Za chwilę odleci jeszcze dalej. Za chwilę mogę ją stracić. To bolało jeszcze bardziej niż świadomość, że sam siebie zjadam od środka. Nie potrafiłem znaleźć sensu tego wszystkiego. Wiedziałem, że nadchodzący czas będzie najtrudniejszym w moim życiu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz