Jestem w szkole, mam wolną godzinę i wielką potrzebę wyrzucenia wszystkiego z siebie w tym momencie. Nie mam ochoty wchodzić na tumblr i szukać obrazków, co pewnie i tak zrobię jak wrócę ze szkoły. Albo i nie... ciężka sytuacja w zasadzie.
Od wczoraj wszystko zapowiadało się beznadziejnie. Choć raczej wcześniej niż wczoraj. Moja babcia ma problemy z sercem i nie jest z nią najlepiej. Mama powiedziała, że chciałaby do niej jechać i wczoraj załatwiła sobie urlop. Była zajęta pakowaniem, pouczaniem, załatwianiem wszystkiego co potrzebne i położyła się tak wcześnie, że nie miałam okazji jej nawet przytulić. Powiedziałam sobie, że dziś rano to zrobię, ale gdy wstałam jej już nie było. Tata nie patrząc na mnie powiedział, że o piątej już wyjechała i w tym momencie jest jakieś dwieście kilometrów od domu. Smutno.
Wczoraj był dzień organizacyjny. Przydzielenie obowiązków, zadań i tak dalej. Mam odbierać moją siostrę z podstawówki, gotować, sprzątać kuchnię. D musi sprzątać pokój, a M tylko korytarz. Wspominałam, że nienawidzę być najstarsza? Jeżeli nie, to wspominam.
Oprócz tego mnóstwo pouczeń, żeby pomagać babci, żeby jej nigdy nie odmawiać, utrzymywać porządek, przytakiwać wujkowi i tak dalej. Z tym przytakiwaniem wujkowi to jest cięższa sprawa, bo on mówi swoje, często coś denerwującego i ubliżającego, ale nie mogę nic odpowiedzieć, bo okazałoby się, że jestem niewychowana. Dlatego nauczyłam się go ignorować. Na co dzień, ale gdy codziennie przychodzi pięć razy i ciągle ględzi...psychika musi być naprawdę silna, by sprostać takiemu zadaniu, a powszechnie wiadomo, że ja silnej psychiki nie posiadam...
Wczoraj przyszedł i zaczął gadać o wojnie. Ja jak to ja zdenerwowałam się i przestraszyłam. Ale nic nie przebije jego zdania skierowanego do mojej mamy: "Tylko, żebyś wróciła...". Myślałam, że wstanę i: a) albo rzucę się na niego b) albo zacznę krzyczeć c) albo 'wymownie' pójdę do pokoju. Ostatecznie siedziałam gdzie siedziałam, a gdy wszyscy wyszli- rozpłakałam się.
Dziś w szkole też nie zapowiadało się za 'fajnie'. Wobec tego, że miały być trzy kartkówki z geografii, matematyka i chemia. Wczoraj próbowałam się uczyć, ale nie zdołałam. Gnijący chyba przeze mnie dostawał szału... (przepraszam...). Napisałam do Niego, ale nie odpisywał. I sobie płakałam. Potem odpisał i trochę mnie uspokoił, ale nie ważne. To znaczy ważne, ale nie do tego zmierzam.
Okazało się, że zrobiła nam jedną kartkówkę z tego, czego akurat W OGÓLE nie ogarnęłam. W czwartek (chyba, już nie wiem) kolejna. No i tak się zaczął dzień. Potem chciałam napisać do mamy. Siedziałam pod grzejnikiem na korytarzu i wyjęłam telefon. Nie zauważyłam tylko jednego, istotnego szczegółu. Pani dyrektor... Podeszła do mnie z szatańskim uśmiechem na twarzy i wyciągnęła rękę. Na nic nie zdały się błagania...
- Kiedy mogę spodziewać się zwrotu?
- Gdy na przykład mama po niego przyjdzie.
- Mamy nie ma - pytający wzrok- na Ukrainie/
- To tata, babcia, ciocia, wujek.
- Nic... nie mogą.
- Kiedy mama pojechała?
- Dziś...
- No cóż. Ktokolwiek...- podreptała swoją drogą, a ja schowałam głowę w kolana i... zaczęłam ryczeć.
Nie dość, że chciałam napisać do mamy, to dodatkowo czekałam na jakiegoś sms a od niego, bo wysłałam mu wiadomość. Nie mogłam się opanować... no nie mogłam. Płakałam, ryczałam i na EDB również. Nie wziął mnie do RKO i jestem mu za to wdzięczna, bo zaczęłabym uciskać klatkę manekina i w pewnym momencie płacząc wtuliłabym się w plastikowego człowieka....
Ale oddała mi go. Ale z takim tekstem, że znów ryczałam... Opowiem o tym później. Teraz idę, bo wf (i tak nie ćwiczę). Postaram się jeszcze coś dziś dodać... Miłej reszty dnia.
Ale oddała mi go. Ale z takim tekstem, że znów ryczałam... Opowiem o tym później. Teraz idę, bo wf (i tak nie ćwiczę). Postaram się jeszcze coś dziś dodać... Miłej reszty dnia.
Zapomniana
PS: Zastanawiam się, czy znów nie zacząć liczyć dni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz