poniedziałek, 18 sierpnia 2014

18 sierpnia 2014


Cześć Gnijący Panie Młody!
     Przyszła pora na Twój post urodzinowy. Pomyślałam sobie, że napiszę go w formie listu. Podejrzewam, że będzie to strasznie chaotyczne, ale chyba dasz radę dobrnąć do końca. No i wiszę Ci jeszcze paczkę urodzinową hehehe.
     Nie wiem czy jest sens składać życzenia. Wiesz, że życzę Ci żebyśmy mieszkali trochę bliżej siebie. Kocham Cię bardzo i po prostu  życzę wszystkiego co najlepsze. I w zasadzie nie wiem jak powinien wyglądać taki urodzinowy post... Może po prostu jak normalny list? W zasadzie nie wiem czy będziesz mógł traktować to jako post urodzinowy... Po prostu przeczytaj. 
     Dziś wyjechałeś. Ten tydzień z Tobą był najcudowniejszym w moim życiu. Pewnie Ci już o tym wspominałam. Dziś skończę płakać. Mam nadzieję. Nie chcę, żebyś się na mnie zawiódł. Czas spędzony z Tobą może wydawać się mało owocny, ale nawet nie jesteś świadomy ile słów zainstalowało się w moim sercu na bardzo, bardzo długo. Może pewne sprawy nie docierały do mnie wcześniej, ale teraz, gdy mogłam zobaczyć szczerość w Twoich oczach i usłyszeć powagę w głosie- uwierzyłam. 
     Teraz odrobinę boli. Ale to dobry ból, wiesz? Taki jak po siedmiu godzinach tańca dającego mi szczęście. Jesteś teraz wszędzie. Z jednej strony to coś cudownego, a z drugiej... tęsknię dziesięć razy bardziej niż tydzień temu. 
     Co jakiś czas wybucham płaczem. Na przykład przy wstawianiu wody na herbatę czy wchodzeniu do sypialni, w której spałeś. Wiem, to komiczne. Ale przyzwyczaiłam się do tego, że pytasz mnie czy wystarczająco dużo wody wlałeś do czajnika, do budzenia Cię krzykiem z samego rana. Mój mózg automatycznie kieruje mnie do łóżka żeby przytulić się do Ciebie i obejrzeć cztery filmy pod rząd. Patrzę na ten nieszczęsny opiekacz i coś ściska mi serce. Uśmiecham się. 
     Powiedziałeś, że rozstajemy się tylko na chwilkę. Że zaraz wrócisz. I zrobisz mi tosta. Wierzę Ci. I czekam. Może sprzątnę w pokoju do tego czasu, jak myślisz? 
     Boję się, że gdy wrócę do domu poduszka już nie będzie pachnieć Tobą. Ale gdy zamykam oczy widzę Twoją twarz. Oczy z rozszerzonymi źrenicami, pogryzione usta. Potem zaciskam dłoń i czuję Twój lekko drapiący policzek. Zaciskam oczy uwalniając łzę. Przytulasz mnie, wbijasz palce w żebra żeby mnie połaskotać. Znów się uśmiecham. 
     Tęsknię. Zawsze będę. Ale za chwilę przyjedziesz. I znów nie będę się bała oglądać tych wszystkich horrorów. I znów nie wypełnimy naszego nieistniejącego planu. I znów będzie idealnie w swoim naturalnym chaosie. Rzucę się na Ciebie jak głupia i pójdziemy wypić herbatę.
     Dziękuję Ci za wszystko. Za to, że dotrzymałeś słowa. Że znosiłeś mnie przez ten tydzień. Dziękuję za ten cholernie długi spacer. Dziękuję, że nie zwracałeś uwagi na moją niepomalowaną twarz, że miałeś gdzieś potargane włosy. Dziękuję, że mogłam być przy Tobie po prostu sobą. Dziękuję, że byłeś i jesteś i proszę Cię- bądź dalej.
     Kocham Cię bardzo, bardzo mocno. Mimo, że kłócimy się i jesteśmy za równo tacy sami i zupełnie inni wytrzymujemy ze sobą. Czasem ledwo, ale jednak!
     Przepraszam.... za wiele rzeczy. Że nie jestem taka jakiej mnie oczekujesz. Przepraszam za mój smutek, za złość i fochy. Za denerwowanie i niezdecydowanie. Ale przecież wiesz, że Cię kocham. 
     Dziękuję, proszę i przepraszam. Tęsknie i kocham. Na pewno zapomniałam o czymś istotnym- jak zawsze. Ale mamy czas. Dużo czasu. 
Do zobaczenia słońce.
Już za chwilę.
Twoja- NaFaros
PS: My dałny. Ach ta jagoźdź. 



1 komentarz: