wtorek, 24 września 2013

24 września 2013

     Dawno mnie tu nie było. Nie miałam czasu i weny. Bo nie prawda, że nic się nie działo. Działo się i to sporo. Były i dobre chwile ale i te złe- how ever. Może trochę rozczarowań i tak dalej. I zapomnijmy, że w poniedziałek moje urodziny. Mam wrażenie, że znów będę płakała. Czy któreś moje urodziny obeszły się bez płaczu? Chyba nie. Taka tradycja od narodzin, prawda? Ale nie o tym teraz. Zacznijmy od tego, co stało się jeszcze w wakacje...



     Mama Maliny pewnego wieczoru jechała do domu chyba od swoich rodziców. Było już ciemno, a w drodze przeszkodził jej dodatkowo pijany kierowca... Został spowodowany ciężki wypadek. Mama Maliny trafiła do pobliskiego szpitala w złym stanie. Walczyła o życie. Przejęłam się bardzo. Mimo, że nie byłam i nie jestem tak zżyta z tą dziewczyną naprawdę jej współczułam. Codziennie się modliłam. Nie tylko ja, bo i wiele innych osób, które nawet nie wiedziały o istnieniu tej kobiety.
     Malina była załamana. Nie dziwiło mnie to wcale. Na szczęście miała Jego. Pomagał jej jak mógł. Dodatkowo uderzył ją maturzysta z ich szkoły, który za zemstą Jego po prostu za karę leżał sobie zdruzgotany i poobijany na ziemi. Maliny już nie tknął. Ale...


     Jakiś czas wcześniej Jemu odnowiła się kontuzja prawej dłoni. Tracił w niej czucie. Prawie spowodował wypadek jadąc na motocyklu. Nic o tym nie wiedziałam. Dopiero po czasie powiedział mi, co się dzieje, zaznaczając, żebym nic nie mówiła Malinie. Po prostu nie chciał, żeby się martwiła przy tych problemach, które już miała. Rozumiałam go, ale wiedziałam, że gdy się dowie, nie będzie zadowolona, że nic jej nie powiedział. Jednak nie sądziłam, że sprawy zajdą tak daleko...
     On powiedział mi o tym, że jedzie na operacje pod koniec tygodnia. W poniedziałek Kelly Kelly weszła na gg i zapytała, dlaczego On jest w szpitalu. Byłam szczerze mówiąc zdruzgotana. Napisałam sms'a do Niego i czekałam na odpowiedź. Tak jak myślałam, pojechał dwa tygodnie wcześniej na operację, którą załatwiła mu mama, bo jego ręka coraz częściej nie słuchała poleceń. Dowiedział się o tym w poniedziałek rano i w poniedziałek rano powiedział o operacji Malinie.
     Ona płacząc wróciła do domu ze swoim kolegą, którego poznała w szpitalu u swojej mamy. On nie miał nic przeciwko jej spotkaniom z chłopakiem, bo widział, że te rozmowy jej pomagały. Zastanawiało mnie... Dlaczego ona z Nim nie pojechała?
     Pisałam z Nim każdego dnia. Malina nadal się do niego nie odzywała. A On się przede mną otworzył. Pierwszy raz. To cudowne uczucie gdy wiesz, że masz kogoś zaufanie, gdy wiesz, że jesteś komuś potrzebny. Szczególnie, gdy zazwyczaj czujesz się bezużyteczny. Byłam z Nim zawsze, gdy tego potrzebował, aż w dniu operacji obudził się i zobaczył Malinę...
     To była ich któraś z kolei miesięcznica. Gdyby nie przyszła, znaczyłoby to, że między nimi koniec. Ale ona była. Siedziała przy jego łóżku prawie płacząc. On duszą biegał po całej sali uradowany jak nigdy dotąd. Przytulił ją, otarł jej łzy i powiedział, że kocha...
     Wieczorem z nim pisałam. Nadal otwarcie, ale wiedziałam, że moja przydatność się właśnie skończyła. I miałam rację. Malina przyjeżdżała do niego już często. Operacja się udała. On ma rehabilitację. 
     I chyba zapomniał... 


     Back to school moi drodzy! Czas się wziąć za naukę. Tak czy inaczej mam to totalnie gdzieś i sobie po prostu... Choruję. Już mam troszkę opuszczonych godzin, ale czego oni się spodziewali? Rodzice zaczynają podejrzewać, że jestem aspołeczna. Jeny... Gratulacje za spostrzegawczość mamo i tato. Love ya!
     Nic ciekawego w szkole może z wyjątkiem tego, że zmieniła mi się wychowawczyni, na super babkę od polskiego, którą kocham! Do naszej klasy nikt nie doszedł... A szkoda. I podobno do klasy B ma przyjść jakiś chłopak. Patrząc na standardy naszej szkoły, ładny to on nie będzie. Mamy naprawdę, naprawdę, naprawdę mało ładnych... ludzi w szkole. Ja się nie zaliczam do ładnych. Ale stop. Emot będzie to czytał. Kocham Cię <3 (zaraz coś o nim standardowo).



     Tak, tak. Legia. Kocham jeździć na mecze. Miałam okazję być na jednym w tą niedzielę, ale nie chcę pisać o samej Legii, lecz o pewnym Legioniście, który trochę miesza... Ale o co chodzi? Nie mam ochoty zaczynać od początku, bo początek jest w przedszkolu, więc w skrócie: ten Legionista jest moim byłym. Będę na niego mówiła Legionista xd Jestem genialna... Naprawdę. No dobra. I on od zerwania (około 4 lata) się do mnie nie odzywał. Żadnego, głupiego 'cześć', nawet nie byliśmy znajomymi na facebooku! Ale...
     Jakiś czas temu, tak się stało, że zaprosił mnie do znajomych... Okej. Dziwne, ale spoko. Może zapomniał o wszystkim i tak dalej. Przyjęłam, bo co będę szopki odstawiać. Jakiś czas później idąc do szkoły minęłam go pod takim osiedlowym sklepikiem. Spojrzał na mnie, kiwnął i powiedział 'siema'. Zatkało mnie, ale odpowiedziałam 'cześć' i poszłam kupić doładowanie. Na złość, też musiał wejść do sklepu...
     Na marginesie. Legionista to taka osoba, której się bałam patrząc na jego przeszłość, która kolorowa nie była. Wiem o nim sporo, bo moi rodzice... Ble, ble, ble to cholernie długa historia, tak czy inaczej działał... działa na mnie tak, że się spinam.
     Tego samego dnia po szkole przylizał się ze swoją dziewczyną i poszedł do szatni. Ja się przebierałam na korytarzu. Po chwili wrócił, zapytał kogoś, gdzie jego dziewczyna, potem spojrzał na mnie i się uśmiechnął... TO BYŁ TAKI SZOK, ŻE NIE OGARNIAM DO TEJ PORY, ALE TO NIE WSZYTKO CZYTAJ DALEJ...PO CHOLERĘ TEN CAPS LOCK... Ehh mój mózg.
     Dwa dni przed meczem napisał do mnie na facebooku. Domyślcie się jakie było moje zdziwienie i przerażenie. Chciał coś ode mnie, ale nie będę tu tego pisała, bo nie chcę zapeszyć. Czekajmy do niedzieli :) No i zapytałam, czy będzie na meczu. Potem zapytał czy ja będę, a ja odpowiedziałam, że nie wiem, bo w sumie to coś mnie łapie. Poradził mi coś na ból gardła i poszedł pomagać tacie. Był bardzo miły...
     W dzień meczu pojechałam chora na anginę do kościoła, a potem wróciłam do domu ogarnąć się i wyszłam z Kawą już na miejsce zbiórki. Poszłyśmy kupić coś do picia i tak dalej, gdy szłyśmy już do autobusu przechodził koło nas Legionista. Uśmiechnął się do mnie i swoim zwyczajem powiedział 'siema'. Odpowiedziałam uśmiechem i swoim 'hej'. Potem kilka razy wymieniliśmy parę zdań na meczu. Jestem ciekawa, co będzie dalej...


     Tak. To żywy motyl. Nosi imię po Emocie :) Nie wiem dlaczego. Po prostu... Gdy zobaczyłam, że lata u mnie pod sufitem uśmiechnęłam się i wyszeptałam 'Cześć Emotku'. Myślałam, że jak każdy motyl umrze po kilku dniach, ale on nadal jest ze mną nie wiedząc dlaczego... Mam nadzieję, że to jakiś nieśmiertelny motyl, który mnie nie zostawi. 
     Emot cały czas jest przy mnie. Jestem mu cholernie wdzięczna, że ma siłę słuchać tych głupstw, które mówię i piszę, choć moja ostatnio pisana seria i mnie dziwnie się podoba... Gdy ją skończę dodam tutaj, pod tytułem 'Ile żyją motyle'.
Więc dziękuję Emotku
Za to, że masz na mnie siły
i chęci
(nie, nie dopatruj się tu
 podtekstu seksualnego ;_;)
Dziękuję za poświęcony mi czas
Dziękuję, że codziennie jesteś przy mnie
że codziennie mogę przy Tobie zasypiać
Dziękuję za to, że nie pozwalasz mi się poddać
Nie pozwalasz mi siebie samej
krzywdzić
Dziękuję Ci że umiesz mnie pocieszyć
lub po prostu się ze mną posmucić
Dziękuję, że nigdy mnie nie olewasz
Dziękuję, że jesteś jedną z moich muz
Dziękuję Ci, że jesteś
Kocham Cię


     Doszłam do wniosku, że przyszła pora podziękować osobie, która jako jedyna jest ze mną fizycznie. Która zadzwoni, gdy tego potrzebuję. Która rozśmieszy i przegoni zły humor. Bo Kawę ma się tylko jedną :3 To może też zrobię tak jak powyżej xD
Kawa dziękuję!
Bo jesteś jedyną osobą z którą mogę pogadać
o moich sprawach intymnych!
XD nie nic
Dziękuję, że mimo moich humorów
i durnych zachowań
paniki i tym podobne...
nie zostawiłaś mnie i znosisz
każdy dzień ze mną
Dziękuję, że czasem dajesz mi takiego
SŁOWNEGO CHLAPA W TWARZ
żebym się opamiętała
i takiego naszego fizycznego
CHLAPA W CZOŁO
od którego tarzamy się na ziemi ze śmiechu
Dziękuję, że jesteś ;*
KOCHAM CIEM!!!

WJADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI LEGIONISTA NAPISAŁ ZAPOMNIANA SIĘ BOI O SWOJE INTERNETY I ŻYCIE!!!


A teraz podziękowania dla Milli
Milla...
kocham Cię jak moją małą siostrzyczkę
Dziękuję, że wiele razy mnie pocieszałaś,
choć nawet o tym nie wiedziałaś
Dziękuję, że poznałaś mnie z azjatyckim światem :3
Dziękuję, że mogę powiedzieć Ci wszytko
I BŁAGAM
Bądź dalej ze mną, nie patrząc na przeciwności losu
Mam nadzieję, że spotkamy się na żywo
I gdy Cię przytulę, będę wiedziała,
że u Ciebie wszystko dobrze <3
Kocham Cię Mill
na zawsze...

Zapomniana

1 komentarz:

  1. Piękne... płaczę ze szczęścia, dziękuję, że wspomniałaś o mnie, a przecież wcale nie musiałaś... ;c ♥ Kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń