środa, 11 lutego 2015

11 luty 2015

     Witam ponownie. Jestem Zapomniana, będę pisała tu o tym, jak bardzo mnie wszystko boli i jak bardzo nie mam siły. Zainteresowani? Tak? Zapraszam dalej. Nie? To wypad. 
     Czy strzelanie z recepturki w nadgarstek to masochizm? Coś w tym stylu? Nie wiem. Ale wróciły do mnie. Dzisiejsza noc bardzo bolała. Lista odtwarzania 'sad' mnie uśpiła...Tak jakby. Najpierw do drugiej wiłam się z bólu drapiąc łydki, dusząc się łzami wylewanymi w poduszkę. Potem niespokojny sen, pobudka po czwartej i o szóstej. Do szkoły jechałam jak zombi. Wsłuchiwałam się w te same piosenki, które pieściły moje uszy nocą. Płakałam cicho, nie zwracając niczyjej uwagi. W szkole widząc Herbaciarza jednak musiałam się uśmiechnąć. Nie wiem dlaczego. Tak mam. Rozmawiamy chwilę i zakładam maskę, którą noszę aż do powrotu do domu.
     W domu kończę czytać Zostań, jeśli kochasz i zabieram się za film. Wylałam dziś i wczoraj hektolitry łez. Boję się tej nocy.
     Tęsknię. Nie czuję go. To najgorsze z tego wszystkiego. Nie jestem pewna... w zasadzie niczego. Ktoś pyta o nasze relacje, a ja... nie wiem co mam mówić. Plączę się sama w sobie. Choćbym chciała uciec, nie umiem. Za bardzo Go kocham. Za bardzo potrzebuję. Jeżeli jednak... przeszkadzam, odejdę. Nie widzę sensu bez niego. Przeraża mnie mój stan. I nie wiem co mam robić.
     Kocham Rynnę. Trochę mi głupio, że na początku groziłam jej zakopaniem. Cóż. Zazdrość. Jednak jest fantastyczna. Bardzo mi pomaga. W sumie chciałabym ją za siostrę. Może byśmy się nie zabiły. Rynna... dziękuję Ci. Że jesteś. Uwierz mi, jesteś mi bardzo potrzebna. Przepraszam, że ja dla Ciebie robię niewiele. 
     Misiek jest specyficzny. Irytuje mnie cholernie ale z drugiej strony bardzo go potrzebuję. Nie tylko dlatego, że mam z nim bezpośredni kontakt, ale jest po prostu takim impulsem, żebym wzięła się czasem w garść. I nie w momentach, gdy ja się źle czuję, tylko on. Muszę być twarda- dla niego. Wiele dla mnie znaczy. 
     Chyba w domu też powinnam nauczyć się nosić maskę. Zdejmować ją tylko na czas pobytu w łóżku. Chyba się powtarzam, ale myślę, że męczę wszystkich tym, jaka jestem gdy nie mam maski. 
     Przestaję wierzyć w słowa. One dają złudną nadzieję, lub rozrywają wszystko na kawałki. Zabijają. Czasem nie znaczą nic. Jedynie słowa poparte czynami można uznać za bezpieczniejsze. Ale też nie zawsze. Nie wiem co mam myśleć, w co wierzyć. 
     Boli. Bardzo boli. Nie chcę żeby bolało. Nie umiem się skupić. Nie umiem normalnie funkcjonować. Zapomniałam jak oddycha się czystym, nietoksycznym powietrzem. Zapomniałam jak to jest, gdy skóra jest ciepła. Zapomniałam jak to jest widzieć coś pięknego. 


     Jakie to uczucie? Ch*jowe. W dodatku Walentynki... Nie wiem co robić. Znów. Chyba skończę na dziś. Pouczę się. Posprzątam. Może znów obejrzę Zmierzch. Nie wiem. Mam nadzieję, że prześpicie tę noc, ktokolwiek to czyta. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz