Nie wierzę, że udało mi się odzyskać hasło do tego bloga. I po co w ogóle to zrobiłam? Nie do końca wierzę w to, że jeszcze ktokolwiek tu zagląda oprócz mnie od czasu do czasu. I nagle zapragnęłam tu wrócić. Tak. Znów w celu takim jak zawsze, do tego, do czego Zapomniana została stworzona. Przykro mi.
Jestem właśnie w części jadalnej domu mojej cioci w Evansville. Tak. Wakacje w USA, które dobiegają już końca. Czy to z tego powodu mam ochotę nie żyć? Nie do końca, choć trochę pewie też. Nie jestem pewna, czy to właśnie tu, w Stanach jest moje miejsce na ziemi, ale wiem, że było mi tu lepiej. W Californii, przy fantastycznych kuzynach i siostrzeńcach. No ale przejdźmy do właściwej części, nie piszę przecież po to, żeby powiedzieć jak fantastyczny był ten miesiąc.
Dużo się zmieniło od ostatniego czasu, jeżeli chodzi o ludzi, o moją sytuację... fizyczną, bo w psychice chyba dopiero rozpoczynają się zmiany. Myślałam, że dobrze mi idzie, ale to nie prawda. Czeka mnie dużo dłuższa, bardziej męcząca i pełna rozczarowań rola. Myślę, że będę sobie uświadamiała to, ile ludzi już nie ma i nie będzie nigdy. Nie pamiętam już ksywek z tego bloga. Intuicyjnie ponazywam te postacie z mojego życia.
Zaczniemy od klasyka. Gnijący (omg, pamiętam), zgnił. W moim życiu. Z jednej strony cholernie mnie boli jego nieobecność, a z drugiej, jestem mu bardzo wdzięczna, bo przynajmniej postawił sprawę jasno, wiem na czym stoję. Już. Tumblr pozbył mnie złudzeń. Jeden post. Kilka krótkich, zimnych zdań. I jedno kliknięcie "usuń post". Wszystko jasne. Mam iść swoją własną drogą, nie mieszać się do jego życia. Zaglądam tylko przez okno. Facebook, choć mało tam dodaje, tumblr, choć tam tematyka głównie zwierzęca (Gnijący jest vege), snapchat, który czasem boli, no i instagram. Obserwuję go. On mnie nie, ale co jakiś czas lajkuje parę zdjęć. Na przykład dziś. I tak się zastanawiam... czy czasem o mnie myśli, czy po prostu to moje schizy. Jestem ciekawa czy nadal jest ze swoim chłopakiem. Nie mogę tego wywnioskować z żadnego z okien jakie mi pozostawił.
Tęsknię za nim, choć wiem, że to już nie jest on. I wiem, że to już nie jestem ja. Zmieniliśmy się. To bolesna zmiana, ale nikt nie powie, że zła. Bo nie jest zła. To po prostu... zmiana. Mimo wszystko czasem chciałabym go z powrotem. Chciałabym móc z nim pisać do późna. Narzekać na szkołę. Rozmawiać na skype i wysyłać paczki. I kłócić się o głupoty i martwić się o siebie nawzajem. Tęsknię za przyjaźnią. "Ktoś kto przestał być twoim przyjacielem, nigdy nim nie był". Gówno prawda. Ludzie się zmieniają. Po prostu.
Moja zboczona syrenka... (mężczyzna, żeby nie było). Od jakiegoś czasu (dłuższego), odzywa się raz na dwa, trzy tygodnie. Teraz nawet dłużej. Nie wiem, czy mam mu to za złe. Trochę zaczyna mi być to obojętne. Tylko trochę. Mam wrażenie, że on nigdy nie dojrzeje. Zawsze będzie trochę naiwny, i nie do końca zrozumie innych ludzi. Ale też nikt do końca nie zrozumie jego. Tęsknię za nim, miał się pojawić u mnie w maju. Potem zapomniał, że w wakacje wyjeżdżam na pięć tygodni, nie sądzę, że się zobaczymy. Jest za bardzo zajęty "modelowaniem". Muszę przyznać, że jest lepiej ale nie jakoś bardzo lepiej. Tylko trochę, i nadal nie podoba mi się estetyka tych zdjęć. No ale nie piszę po to, żeby krytykować jego działalność.
(Idzie cholernie duża burza, nie żebym się bała, ale te chmury wyglądają przerażająco.)
Z Winxem już wszystko w porządku, ale w związku z kłótnią z Syrenką zerwał ze mną kontakt i powiedział, że nie chce mnie znać. Skończyło się tak, że po dłuższym czasie przeprosił z płaczem, błagając o wybaczenie. Oczywiście, wybaczyłam. W końcu go kocham.
(W telewizji mówią, że to huragan. Super.)
Szkolni idioci to nadal szkolni idioci. Nadal kocham i uwielbiam i w ogóle, ale nie mogę czasem z nimi wytrzymać. Mają swoje odpały. Taki Misiek na przykład. Stwierdził ostatnio, że się we mnie kochał te dwa lata. Ale teraz chyba już nie... nie rozumiem. I chyba lepiej , żebym nie rozumiała. Albo taki Puchatek. Z tym to też była akacja. Świnia. Ale go uwielbiam, dobrze, że "to" skończyło się jeszcze zanim się na serio zaczęło.
Chwilowy romans z Chefem (od Master Chefa, nie próbujcie zrozumieć) skończył się oddaniem nerki i złudnej nadziei. Mam mu to za złe i gdyby teraz się odezwał... Powiedziałabym, że kogoś mam, tylko po to, żeby zrobić mu na złość. Chyba, że wymyśli jakąś łzawą historyjkę, na którą oczywiście polecę, ale... po pierwsze: nie wróci, po drugie: nie wymyśli żadnej historyjki, po trzecie: nie polecę na nią, bo jest ktoś inny, i to chyba byłoby nie fair. Choć chyba już jest nie fair. Piszę o nim... bo to dzięki niemu uświadomiłam sobie, że pierwszy raz od kilku lat nie jestem zakochana. Nie jestem zakochana w Nim.
Dziwek. Kurde tak do niego pasuje ta ksywa. Ale nie, nie będę taka wredna. Może po prostu... Tragiczny. Tak. Idealne. Odrobinę przypomina Tatuażystę, z tym, że on nie jest zakochany w jednej dziewczynie od lat. Ale też lubi seks bez zobowiązań. Nie daje żadnych nadziei, A między nami... jest dziwnie. Jeżeli wchodzi w to "całowanie" to po prostu zabawa (kiedy się taka stałam?), ale... chyba się przyjaźnimy. Co nie znaczy, że jestem jego przyjaciółką. Podkreśla to. Jestem koleżanką. Dziwny typ, ale go lubię i gdyby on też zniknął, wkurzałabym się kolejną dziurą, bo już przyzwyczaiłam się, że jest.
No i do tego dochodzi Bias (TAK, BIAS, choć nie aż tak). Uwielbiam go, jest słodki, ale nie znam go kompletnie i on chyba nie che poznawać się przez internet. Ale bardzo chce się spotkać. I jest naprawdę kochany i uroczy. Jak z nim piszę i przypominam sobie o Tragicznym, to tak mi dziwnie, jakbym robiła coś złego. Robię? Nie wiem. Nic nie rozumiem, jeżeli chodzi o tę relację. Znam go tyle samo co Tragicznego. To znaczy piszę z nim tyle samo, bo znam go od dawna, ale był jakimś takim nieosiągalnym fejmem w świecie polskiego K-POPu.
Jeżeli chodzi o moją J, to jest dobrze. To raczej nie przyjaźń, ale kocham ją. Tęsknię za nią teraz, nie mogę się doczekać jak się zobaczymy. Wiem, że kiedyś będę jej musiała za wiele podziękować. I zrobię to. Najpiękniej jak tylko potrafię.
Chyba przyszła pora na dwie najbardziej bolesne dla mnie osoby z powiązaniem do kilku innych.
Rynna... Tak dawno z nią nie rozmawiałam. Tak bardzo za nią tęsknię i tak bardzo czuję się zraniona tym, że odeszła. Bo odeszła, prawda? No właśnie. Chciałabym wiedzieć na pewno. Chciałabym, żeby wszystko było jasne. Żeby napisała. Napisała jak jest teraz. Bardzo mi jej brakuje i przez chwilę miałam Fashion na jej miejsce, ale ona też zniknęła odkąd wróciła do Niego. Tak. Dobrze czytacie. Fashion (dawna Malina np.) jest znów z Nim. Ale o tym zaraz. Rynna jeżeli to czytasz....
Nie każę Ci wracać. Nie chcę Cię zmuszać do czegoś, co może być dla Ciebie niewygodne. Nie chcę, żebyś robiła coś, czego nie chcesz. Ale myślę, że należy mi się choć słowo. Jedno słowo. Nawet jeżeli miałoby ono brzmieć "spadaj", "koniec" lub "żegnaj". Anything hurts less than the quiet. Choć oczywiście marzę o tym, żebyś wróciła. Tęsknię za Tobą i czasem nie mogę znieść tej pustki.
On też zniknął. I sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana niż z Rynną. Ehhhh. Właśnie ręce mi opadły i nie wiem co pisać. Było blisko. Prawie z Nim byłam. Ale On nigdy by mnie tak nie pokochał, szkoda, że nie zdałam sobie z tego sprawy wcześniej. I przez swoje uczucie Go straciłam. Chyba. Bo wiem, że zerwał ze mną kontakt, żebym "ruszyła dalej". Ruszyłam. Ale Jego nadal nie ma. A bardziej niż za miłością, tęsknię za najlepszym przyjacielem. Dałabym bardzo dużo, żeby wrócił. Nie zdajecie sobie sprawy. Ale nie zamierzam go do niczego zmuszać. Dlaczego miałabym? Bo mi zależy? Jeżeli jemu nie zależy, to gdzie jest sens w tym wszystkim? No i jest z Fashion, ma Hakera, po co miałabym mu być jeszcze ja. Tylko problem. Ale tak samo myślę, że zasługuję na choć jedno słowo. Bo to nie fair. To nie fair, że On wie wszystko, a ja nadal mam tylko nadzieję. Nie chcę się do Niego teraz zwracać. List i cukierki leżą na moim biurku. To miał być prezent na urodziny, ale J chyba o tym zapomniała, a mnie nie było w kraju. Nie dostał ode mnie ani słowa na urodziny. Trochę czuję się z tym winna, ale... ygh. Nie wiem. Nie skończyłam z nim. Moje serce nie pozwala. I nigdy nie pozwoli. Dopóki nie dostanie rozkazu z jego ust. Boję się. I naprawdę czekam....
A co ze mną? Chodzę do psychologa i psychiatry. Witam i żegnam ludzi. Zamykam, otwieram rozdziały mojego życia, ale nadal nie wiem gdzie jestem. Jestem zagubiona bardziej niż kiedykolwiek. Niedługo zacznie się ostatni rok mojej obowiązkowej nauki, zaraz będę musiała napisać maturę i gdy o tym myślę, chcę nie żyć. Bo nie wiem, co dalej. Nie mam pojęcia, co zrobić z moim życiem... Moje hobby to też... Ygh. Niczego nie jestem pewna, nie wiem czego chwytać, boję się wszystkiego. Ataki mam rzadsze ale to przez to, że nie ma czynników, które mogłyby go wywołać. Leków teraz nie biorę. Nie wiem, po prostu przestałam. No i mam nauczanie indywidualne. Podoba mi się. Mam jeden cel. Czerwony pasek. To tyle z moich założeń, nie śmiem myśleć dalej. Boję się.
Ostatnio mam dziwne stany. Nie jestem ani szczęśliwa, ani smutna. Jestem w nicości, nie odczuwam nic, pustka. Brak emocji. Nie mogę płakać, ani szczerze się śmiać. To tak denerwujące... taki stan zawieszenia. Wolałabym być ciągle smutna...
Cholera tęsknię za Wami. Czasem nienawidzę Was, ale potem uświadamiam sobie, że wcale nie Was, tylko siebie i to, co się ze mną dzieje. Nie wiem, co robić. Nie wiem jak mam naprawić, nie wiem jak iść dalej bez Was. To trudne. Gdybym tylko dostała słowo. Jedno słowo. Instrukcję... Błagam. Pomóżcie mi... nawet jeżeli to miałby być ten ostatni raz...
Zapomniana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz