'Ostatnio rzadziej piszemy, bo ma wiele problemów, z którymi trudno jest jej się uporać.
A ja nie chcę jej dokładać tylko kolejnych.
Nie umiem jej nawet pomóc, choć bardzo bym chciał.
Czasem czuję się bezsilny i zbędny...'
'Teraz jednak nie mogę już się poddać...
Mam dla kogo żyć...'
W dzisiejszym odcinku 'Użalań Zapomnianej' chciałabym przeanalizować dwa powyższe cytaty i moje życie. Jednak długo mnie tu nie było i chyba powinnam zacząć od początku. Jestem w 99,9% pewna, że Emot tu nie wejdzie i nie przeczyta, co mam do powiedzenia. Jeśli jednak czytasz to, proszę zrozum mnie i postaw się na moim miejscu. Spróbuj na chwilę poczuć to, co czuję ostatnio ja.
Emot ostatnio przechodzi... wyjątkowy okres. Okazało się, że nie może już się związywać z facetami. Jak to ja- powinnam się ucieszyć. Z drugiej jednak strony bardzo martwiłam się o Gnijącego. Dodatkowo Emot poznał Charlotte... Wiedziałam, że będzie jak będzie i nie myliłam się. Gnijącemu powiedział o ich związku nieco później niż mnie. W pierwszym momencie nie chciało mi się płakać, ale to był taki czas, gdzie wszystkie moje zmysły i odczucia były obojętne. To mniej więcej tyle ze wstępu o Emocie.
Czuję się jak śmieć, jak coś nic nie wartego. Dla niego. Mam Gnijącego. Jest zawsze. Przynajmniej do tej pory był. Mamy siebie i myślę, że dzięki temu jest nam łatwiej. Jednak to nie zmienia faktu, że brakuje mi Emota. Nie wiem, czy się zmienił, czy po prostu go lepiej poznałam. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez Gnijącego. Chyba nie poradziła. Chyba oboje siebie teraz nawzajem potrzebujemy. I w tym momencie chciałabym przejść do kolejnej sprawy, ale to będzie takie chaotyczne.
Przypomina mi, że nie jestem nikim.
Przejdziemy do analizy? Okej. Pierwszy cytat to fragment podziękowania dla mnie z bloga Emota. Dostałam furii i szału, i napadu płaczu, i dwa metry dokopane do mojego doła. Dlaczego? Szczególnie dotknął mnie fragment 'Ostatnio rzadziej piszemy, bo ma wiele problemów, z którymi trudno jest jej się uporać.' Szkoda tylko, że nie wspomniał, że jednym z największych jest on sam. A raczej to, w jaki sposób się przez niego czuję. Dalej napisał, że nie umie mi pomóc, choć bardzo by chciał. Bardzo by chciał?! A w ogóle próbował?!
Za każdym razem, gdy piszę do niego z problemem, on mówi 'Oj', dodaje jedno zdanie i zaczyna mówić o sobie. Nie chcę o nim tak myśleć, ale teraz pierwsze określenie, które przychodzi mi na myśl po wspomnieniu o Emocie to 'egoista'.
Gdy powiedziałam to psycholog, nie mogłam powstrzymać płaczu. Ryczałam ze pięć minut, bo kocham go i nie chcę tak o nim myśleć. Jednak nie mam też zamiaru się okłamywać, myśląc, że to wszystko moja wina. Bo chyba nie, prawda?
Ten wpis zabolał mnie niemiłosiernie. Jakbym czytała kłamstwa. Wszystko tak ładnie zatuszował. Nie wiem czy wie, ale jest w tej sprawie jedyną osobą, która mogłaby mi pomóc. Jednak mam wrażenie, że przeszkadzam mu i woli spędzać czas na pisaniu z Charlotte, niż na wyciąganiu mnie z doła. Cóż...Z resztą drugi cytat nie jest lepszy....
Na miejscu Gnijącego i na swoim z resztą też, poczułam się jak śmieć! Jak mógł to napisać...? Nie rozumiem. Nie znaczyliśmy dla niego nic? Dla nas nie musiał żyć? Poczułam się jak ktoś, kto pomagał mu gdy było źle, poświęcał swój czas na to, by poprawić coś w jego życiu, a potem, gdy znalazł się ktoś kto może dać mu coś więcej- odsunął się pod pretekstem MOICH PROBLEMÓW. Sad...
Nareszcie ma dla kogo żyć... Ale poprzedni wpis był gorszy. Rozmawiałam wtedy z Gnijącym i jak wróciłam z kuchni zobaczyłam... Tak kruchą, załamaną i bolącą osobę... Że moje serce prawie pękło. Miał tego nie czytać. Jednak Emot nie wie, że Gnijący zagląda tam dosyć często.
Pisał... O tym jak mu TERAZ dobrze, że W KOŃCU jest szczęśliwy, dodał zdjęcia z nią... Bolały. Ryczałam. Nie tak bardzo jak Gnijący, ale ryczałam.
Dziś idą się spotkać. Jest już luty, a on do tej pory nie dostał paczki na święta. Szczerze? Nie jestem pewna, czy chcę mu ją dać. Co jak Niewiema też oleje? Z resztą. Jeżeli... nadal tak będzie, po prostu poproszę o zwrot. Boję się tego co będzie. Obrzydliwie mi źle. Mam dosyć. Nie umiem już wytrzymać...
Ostatnio mniej jem. Chudnę. Hehehe. Fajnie. Jednak żeby wyglądać tak jakbym chciała chudnięcie nie wystarcza. Musiałabym ćwiczyć. A nie chce mi się na razie.
Wczoraj zrobiłam bałagan w pokoju <jupi> będę miała co dziś sprzątać. No i może znów posprzątam w szafie, bo pokój nie jest aż tak zasyfiony. Hehehe.
No i mam ochotę płakać. Tak fajnie. Jestem w takiej tajnej grupie na fb, gdzie dziewczyny dzielą się swoimi problemami i dostają pomoc. Matko... Ja bym tak nie mogła. Z resztą większość tych problemów to 'Co mam kupić chłopakowi/przyjaciółce na urodziny? ;o' albo 'Jakie książki mi polecicie?' no ale są też 'Przyjaciółka mnie okłamała, srata tata, nie wiem czy nadal się z nią przyjaźnić...' Ta. O! Teraz ktoś dodał post o wadzie zgryzu. Jezu jak ja bym chciała wrócić do takich problemów.
Z resztą nie tylko z Emotem jest gorzej. To samo mogę powiedzieć o Legioniście. Był taki czas gdy rozmawialiśmy cały czas, spędzaliśmy razem przerwy, chodziliśmy na spacery. Wiecie co? Zapragnął wrócić do swojej dziewczyny. Ale ona go olała. To znaczy chce się z nim przyjaźnić. Tylko, że jakby chciał się przyjaźnić z nią, to ze mną nie może.
Większość w szkole mnie nienawidzi. W klasie czuję się jak intruz. A może czułam. Teraz jestem niewidzialna. Tak bardzo.
We wtorek od samego rana płakałam w szkole. Ciągle widziałam Gnijącego na korytarzu. Jak idzie w moją stronę z uśmiechem i rozpostartymi ramionami, ale to tylko złudzenie. Usiadłam za biurkiem na podłodze na świetlicy u pani psycholog. Miałam mieć lekcje z dyrektorką, więc przyszła do mnie i zapytała, co się stało. Nic jej nie powiedziałam, poszłam na lekcje. Potem psycholog zwolniła mnie z polskiego i całą godzinę siedziałam u niej.
Mam wrażenie, że dopiero gdy Legionista upewnił się, że Tamtej nie ma w szkole (chora), podszedł do mnie i zapytał co się dzieje. Szepnęłam 'nic' i ominęłam go zgrabnym ruchem. Oczywiście nie poszedł za mną.
W środę obudziłam się i zaczęłam płakać. Jakoś wybłagałam mamę, żeby nie puściła mnie do szkoły. Warunkiem było to, że musiałam się wytłumaczyć przed wychowawczynią i tatą. Zgodziłam się. Miałam jakieś wyjście?
W czwartek poszłam i wypróbowałam moją maskę. Jest całkiem niezła. Potem okazało się, że Legionista rozmawiał z Elfem i przeprosił ją i tak dalej. A do mnie wysłał jednego sms'a... A potem nie odpisywał. Czuję się świetnie c:
Dodatkowo chyba pokłóciłam się z Nim... W zasadzie nie wiem. Matko jestem okropna. Może to rzeczywiście wszystko moja wina? Może to ja stwarzam wszystkie problemy? Ludzie nie mogą ze mną wytrzymać. Nie dziwię im się. Sama ledwo ze sobą wytrzymuję.
No i nie miałam trochę kontaktu z Kawą. Nie odpisywała mi bo na początku nie chciała mnie martwić (była w szpitalu), a potem skończyły się jej sms'y. Więc większość tego tygodnia nie miałam z Nią styczności... Wczoraj porozmawiałyśmy i wyryczałam się jej w słuchawkę... Jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Jednak jest jedno takie miejsce, w którym zapominam o tym wszystkim. Choć tylko na około dwie godziny. Koło mojej szkoły jest biblioteka publiczna. Poprzednia bibliotekarka skutecznie odstraszała... ludzi a przede wszystkim młodzież. Teraz gdy jest tam trochę nowocześniej, są lepsze książki, dostęp do internetu i kobieta z uśmiechem więcej osób się tam kręci.
W wejściu wita mnie jej mała córka, dostaję herbatę i siadam w kącie przy komputerze. Czasem piszę, czasem czytam, albo bawię się z tą małą.
Usłyszałam, że rodzice muszą być ze mnie dumni, że lubi jak przychodzę do biblioteki, że można ze mną porozmawiać i jestem bardzo dojrzała. Mam zainteresowania i jestem wychowana oraz ułożona. Nie można się nie uśmiechać słysząc takie słowa od ledwo poznanej osoby. Jako, że jesteśmy sąsiadkami i często siedzę do zamknięcia, podwozi mnie do domu i nie muszę łazić po tym śniegu. Mój mały raj.
To chyba tyle na dzisiaj. Jakoś tak... Nie wiem. Nie czuję się nie wiadomo jak lepiej. Ale przynajmniej się wygadałam. Okej idę wspierać Gnijącego, bo zaraz się widzi z Emotem.. Eh. Do przeczytania.
Zapomniana
Don't f*cking cry
.jpg)













.jpg)
.jpg)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz