poniedziałek, 4 lutego 2013

4 lutego 2013- w rytmie Reggae


      Siema. Jakoś... nie wiem. Muszę się wyżyć. Miałam dziś niesamowity humor. Na prawdę. A potem... jakoś, nie wiem. Już nic mi się nie chce. Ja siebie nie rozumiem. Raz jest dobrze, raz jest źle. Może to przez ten kawałek rozmowy z Marley'em? Nie wiem...
     Tak się zastanawiam, czy on mnie serio kochał. Niby czułam to, a moje przeczucia naprawdę często się sprawdzają, ale... dlaczego okazał się taki.... pusty. Nie, to złe słowo. Nie wiem jak to określić. Może powiem, jak doszło do tego, że się w ogóle poznaliśmy.
     W sierpniu pojechałam na obóz MDP. Za dużo chłopaków to nie pojechało, ale to szczegół. Kilka dni po nas, przyjechała jakaś kolonia. W sumie tworzyliśmy jeden, wielki obóz, ale rzadko cokolwiek razem robiliśmy. 
     Jedno zawsze pozostaje niezmienne. Imprezy. Wszystkie grupy miały jedne, wspólne imprezy. Cudowne imprezy. Bo chodź muzyka była słaba, w takim towarzystwie nie można się źle bawić. No i nadeszła druga obozowa impreza. Nie cieszyłam się za bardzo, ale ok. Taka jedna była w niebo wzięta, bo przy lukała chłopaka w dredach. Fajny. Ciekawy. No i poszłam z moją, do dziś, bardzo dobrą znajomą (jadę z nią po sukienkę ;p xd) tańczyć. Znajoma od pierwszej imprezy mówiła, że tajemniczy chłopak z dredami się na mnie patrzy. Jakoś wątpiłam. 
     No i w pewnym momencie, kiwnęła do mnie, jak spojrzałam za siebie i... *.* zobaczyłam chłopaka z wyciągniętą do mnie dłonią. No. To był Marley. Potem zdobyłam jego numer, bo chciałam się podpytać o tą, co się w nim zabujała. 
     Na obozie dużo ze sobą pisaliśmy. Najlepsze były śniadania, obiady i kolacje. Haha. Siedzieliśmy od siebie daleko, ale zawsze wchodząc czy wychodząc taki brecht, że na siebie patrzymy. Raz nawet wracaliśmy wszyscy ze stołówki. Ja dwa metry od niego i piszemy sms'y, bo nie chciałam, żeby ta dziewczyna była na mnie zła. 
     Myślałam, że wraz z obozem- zniknie Marley. Myliłam się i to bardzo. Pisaliśmy coraz więcej. Jak zaczęliśmy gadać przez telefon to trzy godziny. Pisał, że mnie kocha... opowiadał piękne historie z przyszłości. Co nas czeka. Nie nastawiałam się na to. Z resztą on wiedział od początku o Nieobliczalnym. Chciał być ze mną, ale ja nie mogłam. Po prostu. No i ... o tym nie będę pisała, bo to nie moja sprawa, ale przez to cierpiałam... Przyszły ferie. On pojechał do brata, a potem nad morze. Nie miał sms ów i dostępu do internetu. I znów miałam złe przeczucia. 
     Wszedł na facebook'a. Coś tam się tłumaczył i w ogóle, ale coś mi nie pasowało. Wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
Marley: Muszę Ci coś powiedzieć. Poznałem kogoś.
*le ja widzę powiadomienie ,,Marley jest w związku z Rudą" 
Ja: Właśnie widzę...
     Wyszłam. I od razu zadzwoniłam do Kawy. Na dzień dobry wręcz ryknęłam jej do słuchawki (Kawa, pamiętasz? xd). No i powiedziałam o co chodzi (z trudem) i weszłam na facebook'a. Próbowałam z nim porozmawiać, ale nie mogłam. I teraz jest tak ja jest... z trudem słucham reggae, bo wszystkie moje ulubione piosenki kojarzą mi się właśnie z nim... 

     No dobra... wpadnę jeszcze późniejszym wieczorem. Nadal kminię, jak zrobić tak, żeby Anonimy mogły komentować. No, a teraz ja spadam żuczki :)

Zapomniana




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz