Dawno mnie nie było. Wiem. Nie działo się nic ciekawego, żeby to opisać. Nie miałam czasu, bo szkoła i jakoś tak wyszło. Dopiero teraz stało się coś, co chyba warto opisać. Na sam początek zmienię "nazwę" Nieobliczalnego. No może zrobię to jutro, gdy będę dokładniej opisywała ostatnie wydarzenia.
Tak wgl. miałam rację. Wrócili do siebie. No a miałam mu powiedzieć w albo po walentynkach. Rozmyśliłam się. Ale ostatnio zrobiłam coś takiego, że spokojnie mogę się nazwać hadrcorem. Paczejcie!
Tak wgl. miałam rację. Wrócili do siebie. No a miałam mu powiedzieć w albo po walentynkach. Rozmyśliłam się. Ale ostatnio zrobiłam coś takiego, że spokojnie mogę się nazwać hadrcorem. Paczejcie!
Zacznijmy od tego, że pisaliśmy ze sobą jak zawsze. Od słowa do słowa przeszło w temat Marley'a i wtedy padło pytanie, czy kiedykolwiek go zdradzałam mentalnie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że tak naprawdę to nie była zdrada, bo Marley o tym wiedział. No i znów coś tam coś tam " a tym kimś jest?????". Odpowiedziałam, że nie chcę o nim rozmawiać. Po prostu nie mogę i kiedyś na pewno mu powiem.
- Ale znam go, tak??
- No chyba Ci o nim coś tam wspominałam ;p
- Na pewno.
- No. Co tam? ;p
- Ładnie wybrnęłaś...
(...)
- Ja spadam... narazie.
- Ładnie wybrnęłaś...
(...)
- Ja spadam... narazie.
Wiedziałam, że coś było nie tak. Kolejny sygnał. Coś, co kazało mi powiedzieć prawdę, której tak bardzo się bałam. Przypomniałam sobie o biografii, którą miałam dla niego napisać. To nie tyle biografia, co rozbudowana charakterystyka z własną oceną, podsumowaniem i ... wyznaniem.
Szybko przeszukałam mój folder z zaczętymi opowiadaniami. "BIOGRAFIA". To to. Miałam już sporo, ale sporo też brakowało. Dopisałam to, co wiedziałam i położyłam się spać pełna niepokoju. Co mam robić? Jak się zachować? Czy to, co chciałam napisać rzeczywiście ma ujrzeć światło dzienne? Zaryzykowałam.
W szkole na wolej godzinie usiadłam w pustej świetlicy i wyjęłam zeszyt. W mojej dłoni leżał długopis, który przez dobrych kilka minut nie umiał nic napisać na kartce. Wyjęłam z kieszeni telefon i słuchawki (zawsze mam je przy sobie) i włączyłam piosenkę, która prześladuje mnie od jakiegoś czasu.
Jakoś tak... natchnienie samo przyszło. Napisałam średniej długości list, który postanowiłam dodać na koniec tej nieszczęsnej charakterystyki. Wspomnę też, że Kawa, gdy zobaczyła kartkę chciała koniecznie ją przeczytać i odstawiłyśmy na środku przebieralni niezły teatrzyk. Darłyśmy się na siebie, biłyśmy i wyrywałyśmy kartkę. Nie żeby ktoś na nas zwrócił uwagę... xD No i kartka nie dość, że się pogniotła, to przerwała na pół :(
Gdy wróciłam do domu jak najszybciej usiadłam do laptopa, żeby dziś zdążyć napisać i wysłać. Tak. Miałam w cholerę weny. Chciałam to wykorzystać, zanim się rozmyślę, więc pisałam jak opętana. W pewnym momencie jak zawsze pojawiła się myśl (o moim 6 zmyśle opowiem jutro) "Nieobliczalny na gg". Ruszyłam tyłek z łóżka i poszłam podpiąć laptopa do neta. Nieobliczalny był.
Pisaliśmy niby normalnie, ale zgadało się, że chyba "powinniśmy sobie coś wyjaśnić". Poprosiłam, żeby dał mi skończyć biografię, wtedy pogadamy. Nie wierzyłam wtedy, że uda mi się napisać całość do 22, ale jednak udało się. Odetchnęłam, ale nie z ulgą. Wiele jeszcze przede mną.
Wysłałam. Chwila słabości. I myślałam, że zemdleję. Po prostu wyszłam z pokoju i czekałam na wiadomość od... nie wiem kogo, że Nieobliczalny czyta to, co napisałam.
Poszłam wziąć długi, zimny prysznic. Żeby woda zmyła ten stres. Jednak nie pomogło. Położyłam się do łóżka i pisałam z Kawą. Siedziała na gg i w zasadzie nie wiem na co czekała. Chyba ona sama była przejęta tym, co zrobiłam. Już czytała co napisałam i... powiedziała, że jest dobrze. Koniec jest smutny, ale taki miał być, co nie?
W pewnym momencie zamknęłam oczy. Nieobliczalny siada przy biurku. Wygląda normalnie, jakby niczego się nie spodziewał. Włącza komputer. Uwaga... uruchamia gg.
Nie mam pojęcia skąd to wiedziałam. Po prostu... nie chcę tego nazywać wizją. Po chwili otworzyłam oczy, bo przyszedł sms. "Jaka ty głupia jesteś. To tylko wyobraźnia!" i spojrzałam na wyświetlacz. "Nieobliczalny tego nie ma. Mam mu wysłać?". Wytrzeszczyłam w ciemności oczy. To nie pierwszy raz, ale i tak mnie to przeraża (wiem, że pewnie myślicie, że jestem stuknięta. Nie szkodzi). "Tak".
Zaczął boleć mnie brzuch i serce. Zwijałam się z bólu. Nie mogłam wytrzymać. Całą się trzęsłam. Zamknęłam oczy. Urywkami widziałam, jak czyta, ale głowa mnie za bardzo bolała, więc włączyłam muzykę. "Poszedł sobie"- sms od Kawy. Po prosiłam, żeby weszła na moje gadu. Weszła. Wiadomość- 12 linijek. Wysłała mi ją z bramki. Z każdym kolejnym sms em coraz bardziej płakałam. Nie wiem dlaczego. Zasnęłam około 4.
Rano obudziłam się o 7 i bez przeszkód wstałam. Rozejrzałam się po pokoju. Mnóstwo zużytych chusteczek, łóżko w stanie po-huraganowym i lustro, a w nim ja. Blada twarz, włosy... jak nie włosy i tylko oczy były jak zawsze piękne. Znów zaczęłam płakać!
Wyjęłam z szafy czarne rurki, czarną koszulkę. Umyłam twarz, zrobiłam lekki makijaż, tak, by zamaskować zmęczenie i wyprostowałam włosy. Już o 7.15 napisałam Kawie, że jestem gotowa. Była niesamowicie zdziwiona... I o 7.35 byłyśmy w szkole.
Na wolej godzinie odpisałam Nieobliczalnemu i wyluzowałam. Reszta dnia przebiegła całkiem spokojnie- do wieczora. Odbyliśmy długą, poważną, ale nie sztywną rozmowę XD I jest spoko.
Może jutro przytoczę kawałek biografii, ale dziś nie mam już siły. Dobranoc. Tak... ta noc będzie dobra.
Zapomniana

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz